Zagrożenia duchowe


ZAGROŻENIA  DUCHOWE
 

Edward Przebieracz 

ZAGROŻENIA  DUCHOWE                                                                             

                                       Fonoholizm, czyli uzależnienie od telefonu

      Tak jak ludzie w XX wieku uzależniali się od różnych substancji, tak wiek XXI przyniósł falę uzależnień od różnych zachowań: zakupów, jedzenia, dostępu do Internetu, gier, ćwiczeń na siłowni, opalania itd. Każdy nałóg  można rozpoznać po charakterystycznych objawach, przede  wszystkim po tym, że dana czynność  (lub zachowanie) staje się najważniejsza.

      Telefon dzisiaj to chyba najbardziej podstawowe urządzenie elektroniczne, bez którego współczesny człowiek nie potrafi się obyć. Dzięki Internetowi mobilnemu, który zamieszkał w naszych telefonach komórkowych, mamy pod ręką dostępny cały świat. Z jednej strony daje to poczucie ogromnej niezależności, ale z drugiej jest istotnym zagrożeniem prowadzącym do uzależnienia.

       Na przykład osoba uzależniona od telefonu będzie się starała poświęcać temu urządzeniu  jak najwięcej czasu. Będzie z niego korzystać zaraz po przebudzeniu, podczas posiłków, wspólnych spotkań, zakupów, spaceru, w samochodzie, w szkole, w pracy, a nawet w toalecie czy w wannie. Jeśli  osoba uzależniona, w tym bardzo często dzieci i młodzież, spotka się z ograniczeniami i zakazami wówczas zareaguje złością, rozdrażnieniem, buntem, a nawet agresją, do której dochodzi, gdy stopień uzależnienia jest zaawansowany.

    Drugi objaw polega na tym, że dane zachowanie powoduje zmiany naszego nastroju. Objaw ten można najłatwiej sprawdzić obserwując swoje dziecko „z przyspawaną komórką do ręki” – czyli nastrój dziecka pogarsza się, gdy rodzic wprowadza ograniczenia używania smartfona. Niestabilność nastroju osoby uzależnionej zależy bowiem od korzyści lub ich braku, wynikających z korzystania telefonu.

     Po trzecie: tolerancja dawkowania. Nastolatek, aby ciągle mógł osiągać taki sam stan przyjemności jak na początku, musi zwiększyć dawkę danej czynności. Fonoholik wydłuża więc czas korzystania ze smartfona, mimo coraz większych szkód związanych z tym zachowaniem, o czym informują go zazwyczaj jego najbliżsi.

    Czwartym objawem jest tzw. zespół odstawienny. Kiedy nałogowa czynność zostaje przerwana lub znacznie ograniczona, wówczas człowiek uzależniony cierpi na szereg dolegliwości. Odczuwa przykre objawy somatyczne  i psychiczne, np. skurcze żołądka, bóle głowy, duszności, bezsenność, pobudzenie psychoruchowe. Ponadto wybucha gwałtowną złością, wywołuje kłótnie rodzinne, często reaguje agresją, która może przejść w apatię lub depresję.

    Przyczyną uzależnień młodych ludzi od urządzeń mobilnych są nie tylko problemy natury szkolnej czy rodzinnej, ale także poszukiwanie przyjemnych doznań i potrzeba eksperymentowania z nowymi urządzeniami.  Nasze dzieci i wnuki, pokolenie z XXI w., odkrywając świat cyberprzestrzeni, czują się w nim jak ryby w wodzie – mają swoich znajomych, własny język, pozycję społeczną. Niestety, świat urządzeń mobilnych , który początkowo fascynuje młodego człowieka, niejednokrotnie wciąga go tak głęboko w swą przestrzeń, że nie tylko uzależnia go, ale i niszczy, zwłaszcza duchowo. Potrzeba bliskości to jedna z elementarnych potrzeb emocjonalnych każdego człowieka, którą oferują zaspokoić urządzenia mobilne. Prawdziwa jednak bliskość – oprócz dialogu – zakłada jednak kontakt fizyczny, spotkanie z drugim człowiekiem twarzą w twarz. Nie wystarczy siedzenie godzinami w internecie, chatowanie, mailowanie, wysyłanie dziesiątków screenów, aby ochronić się przed samotnością. Kolejne lajki pod zdjęciami, wysyłane serduszka czy buźki cieszą tylko na chwilę. Prawdziwym wygranym jest ten, kto spotyka się z drugim człowiekiem w realu. Bliskość wymaga bowiem prawdy, a nie wyretuszowanego zdjęcia na potrzeby chwili.

    Uzależnienie od telefonu może prowadzić do zaniku zainteresowań i pasji życiowych. Spędzając z komórką coraz więcej godzin, przestajemy  nie tylko czytać książki, ale szkoda nam czasu na inne spędzanie wolnych chwil niż przed ekranem smartfona. Fonoholizm stopniowo zabiera nam po kawałku wszystkie inne przyjemności i pasje związane ze światem realnym. Mało tego: uzależnienie od telefonu może prowadzić do utraty kontroli nad własnym życiem.

    Dzieciom do 2 roku życia nie zaleca się kontaktu z tabletami i smartfonami, a w przypadku dzieci starszych powinno stosować się następujące zasady:

·        nie powinny one korzystać z urządzeń mobilnych codziennie. Dobrym pomysłem jest ustalenie dnia lub weekendu bez tabletu/smartfona,

·         należy wprowadzić zasadę zakazu używania telefonu przy stole podczas wspólnych posiłków,

·         dzienny kontakt z wszelkimi urządzeniami ekranowymi nie powinien przekraczać 30 min. w przypadku dzieci młodszych i 2 godzin w przypadku nastolatków,

·         trzeba wprowadzić zasadę niekorzystania z komórki przed snem i odkładania jej z dala od łóżka,

·         należy wyposażyć urządzenia mobilne w programy antywirusowe i aplikacje kontroli rodzicielskiej,

·         w przypadku małych dzieci rodzice powinni towarzyszyć dzieciom przy korzystaniu z nowoczesnych technologii i wykorzystać ten czas na uświadamianie zagrożeń i ochronę przed niebezpieczeństwami,

·         w przypadku starszych dzieci starać się wspólnie spędzać czas przed ekranem, wykorzystując go na budowanie relacji z dzieckiem;

·         nie należy traktować urządzeń mobilnych jako nagrody, a zakazu ich używania jako kary. Podnosi to w oczach dziecka atrakcyjność tych urządzeń i wzmacnia przywiązanie do nich.

    Wpływ na zachowanie dzieci i młodzieży mamy my – dorośli. To rodzice są pierwszymi i najważniejszymi modelami dla dziecka.  Jeśli rodzice używają  telefonów zbyt często i w nieodpowiednich miejscach, to na niewiele zda się pouczanie dzieci o szkodliwym wpływie smartfonu na człowieka. Nie można dziecku ograniczać korzystania z telefonu, gdy sami mamy problem, by odłożyć go na miejsce.

                                                                                                      Edward Przebieracz

Edward Przebieracz 

ZAGROŻENIA  DUCHOWE                                                                                       

                                                                          Telepatia


Edward Przebieracz 

ZAGROŻENIA  DUCHOWE                                                                             

                                                          Cywilizacje pozaziemskie

      Mimo, że nauka zdecydowanie odrzuca legendy o istnieniu innych cywilizacji w kosmosie  i wiąże je z ludowymi podaniami, prymitywną wiarą w siły przyrody lub wypaczone formy wiary w duchów przodków, to jednak w wielu kulturach istnieje przekonanie, a nawet wiara, w prawdziwość kontaktów z istotami z kosmosu, najczęściej spoza Układu Słonecznego. Na istnienie rzekomych cywilizacji pozaziemskich wskazywać ma niezwykły rozwój dawnych, wymarłych cywilizacji (np. Sumerów), które nie osiągnęłyby tak wysokiego rozwoju kulturowego bez pomocy obcych cywilizacji. Pojawiły ponadto się relacje osób, które twierdzą, że oni sami zostali porwani przez kosmitów, a następnie zabrani na statek kosmiczny.  

     W tym miejscu wypada zaznaczyć, że wiele doniesień o UFO (Niezidentyfikowane Obiekty Latające), w tym zeznania o „uprowadzeniach”, pozostaje w sprzeczności z koncepcją, według której kosmici są istotami o wyższej od naszej cywilizacji.

      Rodzi się zatem pytanie: czy zatem poza Ziemią istnieją alternatywne światy, zbudowane na innych zasadach i prawach niż ludzka cywilizacja?

      Tęsknota za kontaktem z kosmitami rodzi się z pragnienia lepszego i bardziej szczęśliwego świata. W twórczości literackiej i filmowej przedstawia się mieszkańców cywilizacji pozaziemskich (c.p.) żyjących w świecie niemalże doskonałym, nie tylko pod względem technicznym, ale także etycznym, co więcej, rzekomo doskonała technika umożliwia życie w świecie bez wojen, przemocy, niesprawiedliwości; do tego dołącza się brak chorób, długowieczność, czy nawet nieśmiertelności. W porównaniu z kosmitami człowiek jawi się jako okrutne i niedorozwinięte półzwierzę.

       Doskonały świat kosmitów wyrażają przede wszystkim jednak ich paranormalne zdolności (np. telepatia, czyli możliwość komunikacji pomiędzy formami życia bez użycia żadnych znanych człowiekowi zmysłów) i nadzwyczajna technika (materializacje, dematerializacje).  Istoty pozaziemskie przedstawiane są jako życzliwe, przestrzegające człowieka przed różnymi zagrożeniami, nadużyciami (np. energii jądrowej), a w efekcie możliwością samozagłady. Kosmici przy tym różnią się między sobą wielkością, kolorem, rodzajem zachowań i działań.

     Fascynację c.p. nie tylko podjęły wspomniane wcześniej literatura oraz film, ale przede wszystkim uczyniły z niego temat bardzo popularny i  niezwykle dochodowy. Opowieściami o spotkaniach z UFO poświęcony jest kwartalnik „UFO”, ufologię propaguje się na rozmaitych zjazdach, pseudonaukowych sympozjach, np. „UFO-Forum”, obchodzony jest Międzynarodowy Dzień UFO. Przekonanie o istnieniu c.p. wpaja się dzieciom nie tylko poprzez produkcję ufoludkowych kostiumów, zabawek i różnych gadżetów, ale i głosząc optymistyczne przesłanie, że między dziećmi ziemskimi a istotami z innych światów możliwa jest przyjaźń i pokój. Program poznawania i pokochania istot pozaziemskich jako „sympatycznych” Obcych jest treścią wielu kreskówek i filmów dla dzieci (np. „E.T”, reż. Steven Spielberg, 1982).  Temat  c.p. jest ciągle obecny w „ufologicznych” filmach dla dorosłych (np. „Mój własny wróg”, reż. Wolfgang Petersen, 1985), w którym ludzkość znajduje się w stanie wojny z pozaziemska rasą, a istoty pozaziemskie o odrażającym wyglądzie różnych monstrów, mogą być przez człowieka nie tylko akceptowane, ale również pokochane.  Także filmy science fiction często odwołują się do c.p., często gromadząc milionową widownię i odnosząc olbrzymi sukces kasowy, np. „Star Wars” (1997), a zwłaszcza „Gwiezdne wojny” (od 2015).

     Kult kosmitów propaguje w swej twórczości pisarz szwajcarski Erich von Däniken (ur. 1935), który w swej książce „Rydwan bogów” przekonywał, iż przybysze z kosmosu odwiedzili Ziemię 10 tys. lat temu i stworzyli ludzi. Obfitość argumentów Dänikena została obalona jako totalna fikcja, a sam autor przyznał, że swój materiał literacki traktował w sposób bardzo dowolny, co nie przeszkodziło mu wydać kilkanaście książek, sprzedanych łącznie w nakładzie ponad 50 mln egz. Swoistą religię Dänikena przejął nowy „prorok” Rael (Claude Vorilhon, ur. 1946), który założył sektę (potem nazwaną Ruchem Raeliańskim). Miał on otrzymać przesłanie dla całej ludzkości od przedstawiciela c.p., że „wszelkie formy życia na Ziemi wraz z człowiekiem zostały naukowo stworzone przez Kosmitów za pomocą inżynierii genetycznej (synteza DNA)” i że to „Kosmici zapoczątkowali wszystkie istniejące aktualnie religie”.

      Co mówią hierarchowie Kościoła Katolickiego na temat poglądu wiernych na temat kosmitów?        

      Ojciec Jose Gabriel Funes (ur. 1963):  „Nie jest to w sprzeczności z naszą wiarą, ponieważ nie możemy określić granic Bożej wolności tworzenia. Jeżeli nazywamy ziemskie istoty „bratem" lub „siostrą", dlaczego nie zwracać się do nich „bracie, kosmito"? On także jest dziełem stworzenia".

    Dyrektor Watykańskiego Obserwatorium Astronomicznego, jezuita, Guy Consolmagno (ur.1952): „Myślę, że możemy założyć, że jeśli będą pochodzić z Alpha Centauri lub galaktyki obok, są dziełem Boga. To wszystko to dzieło Boga! Jeśli kiedyś odnajdziemy inteligentne formy życia, powinniśmy sobie uciąć z nimi pogawędkę o inkarnacji".

      Papież Franciszek (Jorge Mario Bergoglio, ur. 1936)  zapytany: „Jaki należy mieć stosunek do kosmitów?” w 2014 roku powiedział, że „należy ochrzcić przybysza z kosmosu, jeśli wyraziłby taką chęć, gdyby jutro przybyła, na przykład, ekspedycja Marsjan, a niektórzy z nich przyszliby do nas, zieloni, z długim nosem i wielkimi uszami, jak opisują ich dzieci i jeden z nich powiedział: «Chcę zostać ochrzczony!». Co by się stało? Nie możemy obawiać się kosmitów, bo jeżeli istnieją, to są dziełem Boga, a jeśli Pan za tym stoi, naszym obowiązkiem jest to zaakceptować" - czytamy na międzynarodowym katolickim portalu Aleteia (wersja angielskojęzyczna): https://aleteia.org/2017/10/27/if-aliens-exist-can-catholics-believe-in them/?utm_source=deon&utm_medium=link_artykul

                                                                                                          Edward Przebieracz
 

 Edward Przebieracz 

ZAGROŻENIA  DUCHOWE                                                                                                                

                                                     Feng shui

      Feng shui z języka chińskiego oznacza „wiatr-woda” – jest to tradycja pochodząca ze starożytnych Chin, a konkretnie z religii taoizmu, który głosi bezosobowy ład w przyrodzie i społeczeństwie. Feng shui badą rzekomą współzależność energii życiowej chi i krajobrazu, lokalizacji mieszkania, rozplanowania i wystroju jego wnętrza. Chodzi o sztukę odczytywania danych terenu, by wznoszone budowle usytuowane były tam, gdzie występuje korzystna równowaga jing jang oraz gdzie energia chi może swobodnie krążyć. W sztuce tej chodzi o dobór elementów „odpowiednich” dla samopoczucia człowieka oraz jego pomyślności. Sztuka feng shui obejmuje szeroki zakres działań związanych z aranżacją przestrzeni w miejscu zamieszkania, używa się przy tym wahadełka lub różdżki, by za pomocą tych przyrządów wskazać miejsca niewłaściwe i wykluczone z idealnego planu lokalizacji (np. cmentarz czy miejsce zbrodni), twierdząc, iż  każde pomieszczenie przechowuje w sobie pamięć o wydarzeniach, zwłaszcza jeśli tym wydarzeniom towarzyszyły silne emocje. W związku z tym powstaje konieczność tzw. „oczyszczenia” terenu z „negatywnych energii”, zwłaszcza unikaniu – rzekomo szkodliwych energetycznie – spiczastych kształtów oraz przedmiotów w kształcie krzyża. Oprócz rzeźby terenu ideologia feng shui uwzględnia także negatywne oddziaływanie żył wodnych, rzek, jezior, wpływ gwiazd, planet i konstelacji, pozycji Ziemi, Księżyca, pór roku, sił jang... W wyniku przeróżnych „oczyszczających” zabiegów unika się nieszczęść, a zyskuje szczęście, sukces i błogostan.

    Dla zapewnienia ochrony przed niepowodzeniem czy złem często stosuje się odpowiednie – wywodzące się z Indii, Chin i Tybetu – rytuały i medytacje, które mają ochronić mieszkańców, np. zastawianie „pułapek na demony”, czemu mają służyć specjalne dzwonki nad drzwiami wejściowymi. Jeśli odstraszające złe duchy dzwonki nie wystarczą, należy szukać innych, skutecznych środków, a niekiedy nawet przebudować dom czy biuro, zwłaszcza w przypadku, jeśli ktoś inny wybuduje w pobliżu nieco wyższy budynek.

   Feng shui kieruje się do świata bożków i duchów (tzw. idolatria), do magii, jest formą kultywowania różnych pseudonauk i przesądów. Takie magiczne myślenie, gdzie dobro utożsamia się z sukcesem, zaś zło z klęską czy niepowodzeniem, jest tym groźniejsze, że przenika do  architektury i sztuki wystroju wnętrz, stając się obowiązkową i modną praktyką ludzi zamożnych, także popularną wśród celebrytów, mocno promowaną w różnorakich mediach, zwłaszcza w Internecie możemy znaleźć mnóstwo stron publikujących „wiele wskazówek dotyczących harmonijnej aranżacji wnętrz” . Popularyzowana także w wielonakładowych i bogato ilustrowanych książkach jako koncepcja neutralna, bezpieczna i łagodna, jest w gruncie rzeczy ukrytą formą ataku nie tylko na zwykłą prawdomówność w kulturze i uczciwość intelektualną, ale zwłaszcza na kulturę i wiarę chrześcijańską.

   Do dziś jeszcze w Chinach przed rozpoczęciem jakichkolwiek robót ziemnych czy budowy, każdy musi zasięgnąć rady geomanty (różdżkarza), aby nie popaść w konflikt z duchami przyrody, działającymi za pomocą „promieniowania ziemskiego” z „żył wodnych”. W razie konfliktu nieszczęście spada na całą rodzinę i okolicę. Nie tylko dla dzisiejszych Chińczyków stosowanie zasad feng shui jest sprawą priorytetową w codziennym życiu, bo feng shui ma zapewnić komfort we wszystkich sferach życia, zapewnić miłość, zdrowie, harmonię, powodzenie, karierę, czy bogactwo. Próbuje także wnikać w życie intymne człowieka: Jeśli w Twoim życiu brakuje kogoś najważniejszego, jesteś samotna i chcesz to zmienić albo w związku nie układa się zbyt dobrze, warto nad tym popracować, stosując zasady feng shui w sypialni (cytat za: https://www.urzadzamy.pl/salon/feng-shui-w-domu-najczestsze-bledy-podczas-aranzacji-mieszkania-jak-uniknac-aa-PdWd-txNg-KyjT.html).

      Niestety, feng shui zdobywa sobie coraz większą popularność w Europie, a także w Polsce. Współczesna obawa, często zabobonna, przed działaniem „żył wodnych” w domach zbudowanych nad nimi (podsycana przez różdżkarzy) sprawia, że ludzie próbują się na różne sposoby zabezpieczyć przed działaniem „złych mocy”, poprzez instalowanie różnych odpromienników czy ekranów, eliminujących rzekome promieniowanie. Jednocześnie, stosując tego rodzaju fetysze i talizmany, ludzie ci wiążą się z niebezpiecznym światem duchowym, nie tylko obcym, ale przede wszystkim wrogim tradycji chrześcijańskiej.

    Człowiek zawierzając taoistycznej nauce o lokalizacji tajemnych źródeł energii i sposobach jej rozprzestrzeniania się, tworząc i wierząc w zasady optymalnego budowania i urządzania domów oraz biur ze względu na przepływ energii, która ma wpływ na ludzkie powodzenie, zdrowie i szczęście, odcina się tym samym od jedynego i prawdziwego  źródła mocy, zdrowia i szczęścia, którym jest Jezus Chrystus.  

    Na zakończenie chciałbym dodać pewne uzupełnienie, by nie wylewać dziecka z kąpielą. Musimy zwracać uwagę na to, jak projektujemy nasze domy i jak urządzamy ich wnętrza. Z dziada pradziada przekazywane są przecież – nic nie mające z feng shui - pewne zasady, które mają służyć dobremu, tj. wygodnemu i zdrowemu mieszkaniu. Od lat zalecano, by główne okna z domu wychodziły na południe, na zachód, gdyż po prostu dawały dużo światła i słońca. Unikano stawiania łóżka pod oknem, gdyż „ciągnęło zimno”. Były to zasady czysto zdroworozsądkowe, służące lepszemu wykorzystaniu tego, co dawała nam natura, bez żadnych tajemnych „energii” i „mocy”.

                                                                                                          Edward Przebieracz

Edward Przebieracz 

ZAGROŻENIA  DUCHOWE                                                                                                

                                                                  Homeopatia

      W niejednym kolorowym czasopiśmie pojawiają się artykuły promujące naturalne metody leczenia. Autorzy tych tekstów reklamują homeopatię jako całkowicie bezpieczną dla zdrowia metodę leczenia, która polega na stosowaniu minimalnych dawek środków, które podane w większych porcjach wywołują objawy podobne do danej choroby. Homeopatia lansowana jest jako nowoczesny sposób leczenia, który zawdzięczamy niemieckiemu lekarzowi Samuelowi Hahnemannowi. Lekarz ten nie tylko sformułował prawo: „Ta sama substancja wywołująca chorobę również ją leczy”, ale także zaatakował ówczesną oficjalną medycynę twierdząc, że popełnia ona wiele omyłek, stosując brutalny sposób leczenia poprzez silne środki, opium, spuszczanie krwi…                 

                                          Samuel Christian Friedrich Hahnemann  (1753-1843).

     Każdy, kto bliżej pozna biogram wynalazcy nowatorskiej metody leczniczej przekona się, że doktor Samuel był człowiekiem kpiącym z chrześcijaństwa i samego Jezusa Chrystusa, którego nazwał Arcyfantastą, a Jego dzieło zbawcze określał jako urojenie i zabobon.  Hahnemann – ojciec jedenaściorga dzieci – należał do sekty wolnomularskiej, był członkiem loży masońskiej, parał się spirytyzmem i jak sam oświadczył – homeopatia powstała dzięki informacjom przekazanych mu podczas seansów spirytystycznych. Słownik  Hahnemanna jest ezoteryczny (tajemny), jego myśli zostały zaczerpnięte ze wschodniej filozofii – hinduizmu.  Znając te fakty należy bezwzględnie odrzucić proponowaną przez tego naukowca metodę leczenia, w myśl słów Jezusa Chrystusa „że złe drzewo nie może rodzić dobrych owoców” (Mt 7,18). Z najważniejszej pracy Hahnemanna „Organon der rationellen Heilkunde” (Narzędzie rozumowej wiedzy lekarskiej) dowiadujemy się, że choroby to „czysto duchowy, dynamiczny rozstrój życia”. Trzeba więc, by działały w obszarze ducha, po to by „uduchowić materię”.

      W porównaniu z faktycznymi postępami nauk farmaceutycznych homeopatia jawi się jako powrót do magicznych praktyk, tyle, że ubranych w naukową postać. Bo jak wytłumaczyć fakt, że dla prawidłowej diagnostyki w homeopatii wykorzystuje się np. grafologię (charakter pisma), irydiologię (ocena stanu zdrowia na podstawie wyglądu tęczówki oka), akupunkturę (nakłuwanie specjalnymi igłami aktywnych punktów ciała) czy astrologię (datę i miejsce urodzenia pacjenta)? Bo jak wytłumaczyć fakt, że homeopatia używa ok. tysiąca substancji, z których większość została odkryta za pomocą wahadełka lub w czasie seansów spirytystycznych? Klasyfikacja chorób jest więc bardzo fantazyjna, tym bardziej, że w klasyfikacji owej totalnie ignoruje odkrycia innych dziedzin naukowych, np.  mikrobiologiczne czy chemiczne.

      Specyfiki homeopatyczne przed dopuszczeniem ich do obrotu nie przechodzą badań wymaganych dla innych produktów leczniczych. Ogromne pieniądze wydawane są na promocję tych homeopatycznych niby-leków i choć są one sprzedawane w aptekach nie figurują w „Urzędowym wykazie produktów leczniczych dopuszczonych do obrotu na terytorium Rzeczpospolitej Polskiej”. Kryzys naszej służby zdrowia stwarza doskonałe warunki do promowania mody na homeopatię. Zwłaszcza, że bez recepty dostępne są nie tylko specyfiki na grypę czy odchudzanie, ale też produkty na dolegliwości wymagające wizyty u specjalisty.   

       Jednym z filarów w reklamie homeopatii jest podkreślany brak skutków ubocznych homeopatycznych specyfików. Jednak nie jest to cała prawda – one występują, tylko są innej natury. U osób, które dłużej zażywały środki homeopatyczne pojawiają się mianowicie trudności w sferze duchowej, niektórzy bowiem bardziej potrafią zaufać homeopatii niż Panu Bogu. Także egzorcyści potwierdzają, że w swej praktyce spotkali się ze zniewoleniem duchowym, którego źródłem była homeopatia, u wielu ludzi pojawiły się takie problemy jak np. oschłość duchowa, depresja, brak poczucia sensu życia, zniechęcenie, opór przed modlitwą i samym Bogiem. Leczenie homeopatyczne jest owocem filozofii i religii hinduskiej, panteistycznej („Bóg jest wszędzie, także  w zwierzęciu czy w roślinie), ezoterycznej.

       Należy bezwzględnie pozbyć się ze swojej apteczki fiolek z homeopatycznymi granulkami, gdyż homeopatia jest bardzo niebezpieczna. Nie tylko dlatego, że człowiek magicznie pojmuje świat wierząc, iż lekarstwa homeopatyczne mają wpływać na siebie nawzajem, gdy buteleczki stoją obok siebie na półce. Jej niebezpieczeństwo ma inny wymiar: homeopatia obiecuje za pomocą energii, czyli za pomocą „istoty niematerialnej” rozcieńczonej w roztworze, poprawę zdrowia. Najkrócej pisząc: chcąc leczyć ciało tak naprawdę uśmierca duszę!

     Pismo Święte nigdy nie wspomina o energii, ale wyraźnie mówi o mocy. Ta moc objawia się najpełniej w Eucharystii. Tam bije źródło, z którego mamy czerpać siły duchowe i fizyczne.  Nie zapominajmy także o sakramencie namaszczenia chorych, który ustanowił Chrystus, by przez posługę Kościoła chorzy z mocy Ducha Świętego zostali uzdrowieni,  a cierpiący uzyskali pokrzepienie.

      Polecam lektury: artykuł: Maria Suszyńska „Homeopatia”, Miłujcie się! Nr 2-2008 , ss. 21-23; książka: Sergine Snanoudj „Aby opadły łańcuchy”, Chodzież [b.r.w] ss.119-121; słowniki: ks. A. Zwoliński „Mały leksykon zagrożeń duchowych”, Częstochowa 2014, ss.90-91; „Encyklopedia zagrożeń duchowych”, Radom 2009, ss.297-303.

                                                                                                          Edward Przebieracz

 

 Edward Przebieracz 

LGBT

     „Jestem katolikiem, ale…”. Takie zdanie można często usłyszeć w rozmowie ze współczesnymi katolikami. Wielu ludzi, mimo publicznie deklarowanej przynależności do Kościoła i wiary w Jezusa Chrystusa, popiera prądy myślowe, koncepcje lub ideologie, które są z wiarą katolicką zupełnie sprzeczne. Zazwyczaj stoi za tym nieświadomość, często naiwność, a w skrajnych przypadkach zła wola. Katolik, przyjmując konkretną wiarę i wyznając jasno określone wartości, nie może zgadzać się na wizję życia moralnego sprzeczną z nauką Kościoła i treściami zawartymi w Piśmie Świętym. 

        Skrót LGBT odnosi się do społeczności lesbijek (L), gejów (G), osób biseksualnych (B) i transpłciowych (T). Termin LGBT powstał w latach 60. XX w. w USA, a do powszechnego obiegu wszedł w latach 90. XX w. Istnieją różne skrótowce rozwijające ten podstawowy termin, jak LGBTQ – obejmujący osoby, które identyfikują się jako queer lub nie są pewne swojej tożsamości seksualnej (questioning) czy LGBTI – osoby interpłciowe. Akronimy te są niekiedy łączone, tworząc jeden wspólny – LGBTIQ  lub LGBT+, by objąć spektrum seksualności i tożsamości płciowych.

LGBT+ obejmuje:

  • Gejów – mężczyzn, którzy zakochują się w innych mężczyznach.
  • Lesbijki – kobiety, które zakochują się w innych kobietach.
  • Osoby interpłciowe, czyli te, które urodziły się jednocześnie z męskimi oraz żeńskimi cechami fizycznymi. O ich płci decyduje najczęściej rodzina lub lekarze. W takiej sytuacji po urodzeniu przeprowadza się operację u takiej osoby, aby została ona dziewczynką lub chłopcem. Kiedy osoba interpłciowa dorasta, okazuje się, że była to pomyłka.
  • Osoby transpłciowe to osoby, które czują, że ich płeć jest inna, niż ta przypisana im przy urodzeniu.
  • Osoby biseksualne to osoby, które zakochują się i w mężczyznach i w kobietach.

      Orientacja seksualna (opisująca to, w kim się zakochujesz i kto ci się podoba – heteroseksualizm, homoseksualizm, biseksualizm) i tożsamość płciowa (opisująca, to, z jaką płcią się identyfikujesz) to dwie różne i niezależne od siebie rzeczy. Jak głosi Stowarzyszenie Miłość Nie Wyklucza – można być osobą trans (chcieć uzgodnić płeć) i hetero (kochać osoby innej płci, niż własna). Można też być osobą homoseksualną (kochać osoby tej samej płci) i cispłciową (czuć się dobrze z płcią przypisaną przy urodzeniu).

      Niektórzy praktykujący katolicy uczestniczą w tzw. paradach równości, organizowanych przez środowiska LGBT.  Są wśród nich również osoby publiczne, a także dziennikarze mediów, które określają się jako katolickie. Jedną z wielu możliwych motywacji takich osób jest chęć podkreślenia tego, że Jezus przychodzi zbawić wszystkich ludzi. Jednak nie rozróżniają oni dwóch zupełnie różnych pojęć: szacunku dla człowieka i popierania ideologii sprzecznej z chrześcijaństwem.”. W nakazie „nienawidzić grzechu, miłować grzesznika” streszcza się cała postawa, jaką katolik powinien przyjąć wobec osób o innej orientacji seksualnej. Należy otaczać tych ludzi modlitwą i pomagać im w ciężkiej walce o zachowanie takiego obrazu życia, jakiego wymaga od człowieka ochrzczonego Ewangelia. Nie wolno ich prześladować, czy dyskryminować. Ale jednocześnie nie można pochwalać ich czynów i tolerować obnoszenie się z nieewangelicznym stylem życia, a tzw. parady równości są w swej istocie skrajnym przykładem gloryfikacji grzechu. Jednym z tzw. uczynków miłosierdzia pozostaje „Grzeszących upominać”, a nie „W grzechu utwierdzać”!

      Osoby ze środowisk LGBT potrafią być niezwykle agresywne, w słowie i zachowaniu, w stosunku zwłaszcza do katolików, przede wszystkim do duchowieństwa, do różnych instytucji kościelnych i Kościoła jako Domu Bożego. Kościół katolicki nie chce iść na ustępstwa i „naraża się” środowiskom LGBT niezmiennością głoszonych norm życia społecznego, zwłaszcza w dziedzinie seksualności, a które to normy wypływają z kart Pisma Świętego. I dodajmy: nigdy nie mogą być zmienione, nawet gdyby wszyscy ludzie tego chcieli, a nawet gdyby tego chciał anioł z nieba, gdyż innej Ewangelii nie ma. „Nadziwić się nie mogę, że (…) tak szybko chcecie przejść do innej Ewangelii. Innej jednak Ewangelii nie ma: są tylko jacyś ludzie, którzy sieją wśród was zamęt i którzy chcieliby przekręcić Ewangelię Chrystusową. Ale gdybyśmy nawet my lub anioł z nieba głosił wam Ewangelię różną od tej, którą wam głosiliśmy - niech będzie przeklęty! Już to przedtem powiedzieliśmy, a teraz jeszcze mówię: Gdyby wam kto głosił Ewangelię różną od tej, którą [od nas] otrzymaliście - niech będzie przeklęty! (Ga 1, 6-9).

        Pierwszym kościelnym dokumentem, otwierającym dyskusję na temat sytuacji osób homoseksualnych w Kościele, była  deklaracja o niektórych zagadnieniach etyki seksualnej „Persona Humana" z 1975 r., podpisana przez papieża Pawła VI. Deklaracja dotyczyła kwestii kształtowania osoby przez jej płciowość i odpowiadała na rewolucję obyczajową przełomu lat 60. i 70. Autorzy dokumentu, sygnowanego przez Ojca Świętego, podkreślali, że w niedawnym czasie nasiliło się „zepsucie obyczajów", wynikłe z nadawania płciowości przesadnego znaczenia, dlatego za swój cel obejmują uporządkowanie kościelnego nauczania na temat płciowości, które zawarte jest choćby w dokumentach Soboru Watykańskiego II.

     Teksty na temat homoseksualizmu znajdują się w „Katechizmie Kościoła Katolickiego” (nr 2357-2359). Zachęcam do ich przeczytania.

    Homoseksualizm jest w Biblii konkretnie potępiony, gdyż  Bóg stworzył człowieka jako mężczyznę i kobietę z zamysłem stworzenia przez nich rodziny, a więc rodzenia i wychowywania potomstwa (zobacz: Rdz 1, 27-28): „Ktokolwiek obcuje cieleśnie z mężczyzną, tak jak się obcuje z kobietą, popełnia obrzydliwość” (Kap 20, 13) oraz „Ani rozpustnicy, ani bałwochwalcy, ani cudzołożnicy, ani rozwiąźli, ani mężczyźni współżyjący z sobą, ani złodzieje, ani chciwi, ani pijacy, ani oszczercy, ani zdziercy nie odziedziczą królestwa Bożego” (1 Kor 6, 9-10). Święty Paweł negatywnie o homoseksualizmie wypowiadał się jeszcze w Liście do Rzymian (Rz 1, 26–27) i w Pierwszym Liście do Koryntian (1 Kor 6, 9–10). Za cytowanie tych właśnie fragmentów Pisma Świętego niedawno pewien człowiek w Polsce stracił pracę, a kanadyjski sąd w ogóle zakazuje ich przytaczania bez kontekstu jako „mowę nienawiści”!

     Podsumowując: nauka Kościoła o homoseksualizmie jest jednoznaczna. Składają się na nią trzy elementy. Po pierwsze, negatywna ocena współżycia homoseksualnego. Po drugie, wezwanie do szacunku i zrozumienia potrzeb duszpasterskich osób homoseksualnych, czy szerzej: osób ze środowisk LGBT. Po trzecie, wezwanie osób homoseksualnych (szerzej: LGBT) do wstrzemięźliwości, a pozostałych do współczucia i delikatności. Te trzy elementy są równoważne i nie wolno nam – jeśli chcemy pozostać wierni nauce Kościoła – podkreślać tylko jednego z nich, lekceważąc pozostałe.

 Edward Przebieracz 

Wschodnie sztuki walki

        Zainteresowanie wschodnimi sztukami walki w Europie pojawiło się w latach 70. ubiegłego wieku pod wpływem filmów (np. „Wejście smoka”, 1973) z  Bruceem Lee (1965-1993), który stał się idolem dla młodego pokolenia. Przyczyną ich rosnącej popularności była także brutalizacja życia codziennego, strach przed agresorem nie tylko w parku czy na ulicy, ale gdziekolwiek. Wiele dzielnic, zwłaszcza w wielkich miastach, okryło się złą sławą siedlisk przemocy. Mnóstwo ludzi zaczęło wtedy szukać sposobów, by „nie bać się na ulicy” i zgłębiać wschodnie sztuki walki, trenując w różnych sekcjach czy klubach prowadzonych przez, nagle licznych jak grzyby po deszczu, mistrzów karate, kung-fu, aikido czy judo. Status dyscyplin olimpijskich, perspektywa zdobycia medalu na olimpiadzie czy mistrzostwach świata, jeszcze bardziej zmotywował młodych ludzi do ciężkiego treningu i doskonalenia się we wschodnich sztukach walki.

      Lecz wschodnie sztuki walki to nie tylko sport. Niestety, wiem, co piszę, bo w swej młodości trenowałem karate, a potem, będąc już człowiekiem dorosłym i mającym rodzinę – dłużej i bardziej poważnie – uprawiałem judo. Nawet wciągnąłem w treningi swego wtedy kilkuletniego syna i wspólnie wyjeżdżaliśmy na obozy treningowe.  

   Powtórzę więc z całą świadomością: wschodnie sztuki walki to nie tylko sport. Za karate, kung-fu, aikido czy judo kryje się bowiem cały system filozoficzno-duchowy, całkowicie obcy kulturze chrześcijańskiej. Ludzie, którzy uprawiają sztuki walki, świadomie bądź nieświadomie, stają się także wyznawcami pewnej duchowości, która w założeniu jest „dynamiczną formą medytacji”. W ciągu kilku tysięcy lat ludzie Wschodu kierowali sposoby medytacji na osiągnięcie oświecenia i znalezienie punktu równowagi, w którym nie ma różnic i przeciwieństw, a dobro i zło są dwoma stronami jednej całości. Wszystko istnieje dzięki przepływowi energii między jin a jang. Mistrzowie wschodnich sztuk walk, doskonaląc się fizycznie i duchowo całymi dniami przez szereg długich lat (jak pokazano to np. w filmie „Klasztor Shaolin”, 1982) nabywają zdolności, które my uważamy za paranormalne, za okultystyczne – czyli moce tajemne: chodzenie po zaostrzonych nożach, kładzenie się na rozżarzonych węglach czy potłuczonych butelkach, potrafią skoczyć na pudełko zapałek nie gniotąc go, czy przyjąć każde uderzenie na swoje ciało bez pozostawienia żadnego śladu, potrafią łamać przedmioty, które są nie do złamania, otrzymują moce uzdrowieńcze. Mistrz Morihei Ueshiba (1883-1969), twórca sztuki aikido, tak tłumaczył, czym jest jego wynalazek: „Aikido, które praktykuję, ma miejsce dla każdego z ośmiu milionów bogów świata i ja współpracuję z nimi wszystkimi. Uczyń samego siebie obrazem Buddy. Wszyscy powinniśmy być przemienieni w bogów lub zwycięskich Buddów. Aikido doskonali i uzupełnia wszystkie religie. W każdej chwili musimy podążać boską ścieżką heiki”.

    Celem wschodnich sztuk walk jest także osiągniecie przez ich adepta całkowitej pewności siebie. „Twoja prawdziwa siłą zależy tylko od ciebie” – mawiał najwybitniejszy mistrz karate Masutatsu Oyama (1923-1994). Tymczasem chrześcijańscy ojcowie pustyni twierdzili, że zwycięstwo szatana zasadza się na naszej pysze: im bardziej samym sobie doskonali, tym mocniej jesteśmy zniewoleni. Oddawanie czci mieczom czy portretom mistrzów walk można uznać za bałwochwalstwo. Jeszcze groźniejsze dla człowieka jest otwarcie się na różne szkodliwe energie, poprzez trening „ubóstwiające” człowieka, np. energię zhin. Tak więc naprawdę  adepta sztuki walki wzmacniają nie tyle prawdziwe umiejętności sportowe, ile różnorakie siły demoniczne, objawiające się m.in. w napadach agresji i złości. Trzeba to powiedzieć wprost, że sztuki walki nie są do pogodzenia z duchem miłości, pokoju i łagodności, który promieniuje z Ewangelii od osoby Jezusa Chrystusa. I nie bajką jest twierdzenie, że przez praktykowanie sztuk walki można ulec opętaniu. Św. Piotr ostrzega: „Znaleźli się fałszywi prorocy wśród ludu tak samo, jak wśród was będą fałszywi nauczyciele, którzy wprowadzają zgubne herezje. Wyprą się oni Władcy, który ich nabył, a sprowadzą na siebie rychłą zgubę. A wielu pójdzie za ich rozpustą, przez nich zaś droga prawdy będzie obrzucona bluźnierstwami” (2 P 2,1-2).

      Najkrócej: wszystkie sztuki walki mają swe korzenie na Wschodzie (Japonia, Chiny, Korea), wyrażają jego filozofię i mają ścisły związek z medytacją, są bowiem jedną z jej form. Wśród nich do najważniejszych należą: karate – stosuje metodę typową dla filozofii hinduskiej: kształtowanie ducha ludzkiego poprzez kształtowanie ciała; taekwondo – to koreańska sztuka walki zbliżona do karate; kung-fu  – tłumaczy się jako „człowiek-ekspert”, „człowiek-artysta” i jako wzór obiera chińskiego mistrza Konfucjusza (551 p.n.e. – 479 p.n.e.); jujitsu – jest połączeniem kung-fu i japońskich sztuk walki, koncentruje się na umiejętności atakowania i zadawania przeciwnikowi śmiertelnych ciosów; aikido –  to nazwa japońska „drogi, która prowadzi do zjednoczenia z powszechnym duchem”; kendo – to „ścieżka miecza”; judo – wywodząca się z jujitsu „droga miękkości”.

     Wschodnie sztuki walki tratuje się jako zwykle dyscypliny sportowe, co ułatwia ich promocję w krajach tradycyjnie chrześcijańskich. W Kościele katolickim pojawiło się jednak wiele głosów ostrzegających przed nimi jako nośnikami wrogiej filozofii życia i światopoglądu. W 1990 r. Stolica Apostolska opublikowała instrukcję, w której zaleciła roztropne podejście do różnorakich form medytacji wschodnich. Także wspólnoty ewangelickie czy protestanckie nie dały się zwieść naukom odciągającym od Boga i uznały, że duch filozofii leżącej u wschodnich szkół walki jest sprzeczny z Ewangelią.

Edward Przebieracz                                                                            

                                                             Okultyzm

        Wyraz „okultyzm” pochodzi od łacińskiego słowa occultus, czyli tajemny, ukryty, mroczny. Najkrótsza definicja okultyzmu: całość wiedzy tajemnej i praktyk z nią związanych. Chodzi o takie praktyki czy sposoby przepowiadania przyszłości, które czerpią z ukrytych bądź tajemnych mocy natury lub kosmosu, a których nie można zważyć i zmierzyć. Okultyzm jest sztuką odgadywania przyszłości, przewidywania przyszłych wydarzeń, odgadywania charakteru człowieka (wróżbiarstwo); umiejętnością wywoływania nadnaturalnych, cudownych skutków za pośrednictwem nadludzkich sił (magia); odwoływania się do duchów w celu nawiązania kontaktu ze zmarłymi (spirytyzm), by za ich pośrednictwem doświadczyć nie tylko objawień z zaświatów, ale także poprawy sytuacji materialnej, a zwłaszcza stanu zdrowia (uzdrowicielstwo okultystyczne). Inną, istotną współcześnie, gałęzią okultyzmu jest kult pogańskich bogów i bożków (np. słowiańskiego Światowida),a stąd już tylko jeden krok do ubóstwienia Szatana, którego nazywa się władcą ludzkości. Właśnie: okultyzm odwołuje się do sił demonicznych, satanistycznych, by człowiek zatracił właściwą ocenę dobra i zła, prawdy i kłamstwa, by ostatecznie zamiast Boga i szczęśliwego życia wiecznego w raju wybrał Jego przeciwieństwo: Szatana, z jego bezgranicznym królestwem nienawiści i zła. Okultyzm zmierza w przeciwnym kierunku niż religia. Religia dąży do oczyszczenia człowieka z egoizmu, gdy okultyzm to jego rozbudzenie i rozszerzenie.  Okultyzm jest antyreligią, bo jest techniką zdobycia siły duchowej, która jest zdecydowanie różna od łaski Bożej. Dla wielu więc chrześcijan „okultystyczny” znaczy tyle samo co „demoniczny”, „szatański”. Z drugiej strony wielu podających się za wierzących godzinami siedzi przed TV, czy wertuje w internecie strony pełne praktycznych wskazówek na temat czarowania, posługiwania się wahadełkiem, wróżenia z kart, wywoływania duchów itp. Liczne ankiety potwierdzają smutną prawdę, że zainteresowanie okultyzmem ciągle rośnie. Wielu ludzi przyznaje się, że brało udział w praktykach okultystycznych, a jeszcze więcej posiada na ten tychże praktyk odpowiednią wiedzę.

    Wśród tych „wielu”, niestety, dość znaczny procent stanowią dzieci i młodzież. Z okultyzmem związane są pewne zjawiska z życia naszych dzieci  czy wnuków, które na pierwszy rzut oka niewiele mają wspólnego z czarownicami, wahadełkiem czy tarotem. Należy do nich w pierwszym rzędzie literatura fantastyczna: książki (np. „Harry Potter”), czasopisma (np. „W.I.T.C.H.”) oraz filmy i seriale z tego gatunku (np. ”Pokemony”), w których aż roi się od czarów. W filmach i komiksach dużą rolę odgrywa reinkarnacja, magia, wszechobecne są różnorakie demony, nakłaniające nie tylko do destrukcji, do zła, ale prezentujące zło (np. zemstę) jako dobro, jako akt bohaterski. Równie niebezpieczne są gry komputerowe, w których postacie występujące to magowie, czarownice, druidzi, posługują się zaklęciami niczym potężna bronią. W niektórych grach (np. „Black and White”) można nawet samemu stać się bogiem i dorobić się gromady wiernych wyznawców.

      Z rzeczywistości wirtualnej przejdę do przykładu ze świata realnego. Od wielu lat panuje u nas moda na amerykańskie święto Halloween, obchodzone wieczorem w przededniu Wszystkich Świętych. Trzeba w tym miejscu konkretnie powiedzieć: ponieważ święto to wywodzi się z rytuałów pogańskich (celtyckich, Irlandia), podczas których oddawano cześć różnym bożkom (w tym siłom przyrody) poprzez co służono demonom, udział chrześcijanina w tych obrzędach – w jakiejkolwiek formie, choćby niewinnej zabawy – oznacza jednocześnie zdradę własnej wiary, zdradę Jezusa Chrystusa. Niemożliwe jest połączenie magii z chrześcijaństwem!

    By uprawiać okultyzm nie trzeba być zadeklarowanym satanistą, brać udział w tzw. czarnych mszach, wywoływać duchy, wystarczy w jakikolwiek sposób popierać, promować (w sposób jawny czy skryty) swym życiem, twórczością, wykonywaną pracą, wszelkie wartości sprzeciwiające się nauce Kościoła katolickiego, godzące w treści Dekalogu i Ewangelii (np. aborcję czy eutanazję), w osobę Jezusa Chrystusa jako Boga i jedynego zbawiciela człowieka. Takowym postępowaniem człowiek wyklucza siebie ze wspólnoty Kościoła i osób wierzących, staje się heretykiem i czcicielem Szatana.

   Jestem ochrzczony, przymierze miłości, które Bóg ze mną zawarł jest cały czas aktualne. Dysponując wolnością mam prawo zwrócić się z modlitwą do samego Boga. Próbując jednak podpatrzyć Jego tajemnice, nie wystawiam sobie dobrego świadectwa. Nie powinienem na własną rękę przekraczać granic życia ziemskiego i niezależnie od Boga zawładnąć Jego tajemnicami. Być wiernym Bogu tzn. wierzyć w Niego i służyć Mu poprzez wypełnianie Jego słowa. W swej codziennej rzeczywistości albo obdarzam zaufaniem Boga żywego, albo ufam wyimaginowanym siłom magicznym. Jeśli mam problem w życiu powinienem szukać jego rozwiązania u stóp Mistrza z Nazaretu, a nie w gabinecie tarocisty czy przed szklaną kulą u pani wróżki. 

   Pan Jezus powiedział: ”Nie można służyć Bogu i mamonie” Łk 16,13. A komu Ty służysz: Bogu czy mamonie?

   Bibliografia: Ks. A. Zwoliński „Mały leksykon zagrożeń duchowych”, Częstochowa 2014; Ks. Aleksander Posacki SJ „Encyklopedia zagrożeń duchowych”, Radom 2009; Hansjorg Hemminger „Ezoteryka i okultyzm. Poradnik dla rodziców”, Kraków 2005.


 
Edward Przebieracz

 Horoskop

        Wyraz „horoskop” pochodzi z języka greckiego: hora – czas; scopos – obserwator. Jest to wykres stanu „nieba” (konstelacji gwiazd) w określonym momencie czasowym, który dotyczy przede wszystkim narodzin człowieka, ale też znaczących wydarzeń w jego życiu. Sporządzany jest w celu zbadania i określenia charakteru oraz losu (przeznaczenia) człowieka. Wykres narodzin (zwany kosmogramem) analizowany jest przez „specjalistów” w tej dziedzinie, zwanych astrologami, którzy na podstawie położenia planet na tle znaków zodiaku „udowadniają” oddziaływanie przeróżnych energii  kosmicznych (pochodzących z gwiazd) na człowieka.   

     Większość  czasopism prowadzi stałe rubryki poświęcone horoskopom, wcale nie informując przy tym czytelników, że horoskop nie ma absolutnie żadnego uzasadnienia naukowego. Zainteresowanie horoskopami wynika z potrzeb psychologicznych i duchowych człowieka. Nie jest prawdą, że ludzie zwracają się do astrologii powodowani tęsknotą za związkiem z kosmosem, lecz potrzebę prawdziwego sacrum, którym jest wymagający Bóg (przestrzeganie dekalogu, cierpienie, dobre uczynki, wiara w Jezusa Chrystusa) zastępują tanią, bo niczego nie wymagającą, a nadto fałszywą wiarą w horoskopy. Opatrzność Boża, wpływ Boga na los człowieka i świata zastąpiony zostaje układem gwiazd. Horoskop niektórym ludziom dodaje nowej godności, pokazuje im jak mocno i głęboko związani są z całym wszechświatem. Poprzez przepowiedzenie astrologiczne, wyrażające się  w horoskopach, niewątpliwie działa szatan. Mistrz i ojciec  kłamstwa stosuje różne tricki, by odwieść ludzi od Boga, a jedną z tych sztuczek jest horoskop. Już św. Tomasz z Akwinu (1225-1274) pisał: „Wszelkie wróżenie posługuje się jakąś radą i pomocą szatańską do poznania przyszłych wydarzeń. Niekiedy wróżbici wzywają tej pomocy wyraźnie, niekiedy zaś demony w sposób ukryty wpływają na poznanie rzeczy przyszłych, nieznanych ludziom, im zaś znanych”.  Tymczasem Bóg przestrzegał Naród Wybrany przed przypisywaniem gwiazdom boskiej władzy nad życiem (Pwt 4,19). Przypisywanie boskiej mocy gwiazdom Pismo Święte nazywa głupotą (Mdr 13,1-5). Święty Paweł przestrzega, by unikać ludzkiej filozofii, będącej czczym oszustwem i wszystkiego, co jest oparte na ludzkiej tradycji, na żywiołach świata, a nie jest oparte na Chrystusie” (Kol 2,8-9).

   Horoskop, w świetle nauki Kościoła, jest przejawem astrologicznego wróżbiarstwa, które wynika z dawnych kultów astralnych (np. cześć oddawana gwiazdom). Astrologia, znana już w pogańskim świecie starożytnym (Babilonia, Egipt, Majowie, Aztekowie) jest zabobonem, ponieważ twierdzi, że życie i przeznaczenie człowieka uzależnione jest od wpływu gwiazd. Nie tylko najważniejsze chwile życia człowieka jak narodziny, ślub, czy śmierć mają być uwarunkowane układem gwiazd, ich naturą, budową, pozycją na niebie, ale także jego cechy charakteru i temperament. Trzeba pamiętać, że pozycje gwiazd astrolodzy ustalają na własną rękę i jest ona niezgodna z ich rzeczywistym położeniem, obserwowanym przez astronomów przy pomocy najnowocześniejszych teleskopów. Dlatego trzeba wyraźnie rozróżnić zabobonną astrologię od astronomii, która jest nauką ścisłą.  Horoskop miesza elementy nauki z domysłami, ośmieszając wiarę w Opatrzność Bożą, czyli nieustaną, czułą opiekę kochającego, osobowego Boga. Twierdzenie astrologów, że wpływ gwiazd determinuje człowieka w jego decyzjach, zachowaniu i wyznacza jego drogę życia, sprzeciwia się prawdzie o wolności człowieka, która objawił nam Pan Bóg. Tymczasem o przyszłości człowieka decydują w pełni jego wolne wybory dobra lub zła. Magisterium Kościoła nieustannie, już od pierwszych wieków chrześcijaństwa, ostrzega wiernych przed wielkim niebezpieczeństwem wróżbiarstwa i astrologii, przed korzystaniem z rad wróżbiarzy i astrologów. Jeśli osoba wierząca radzi się jasnowidza lub astrologa, wierzy we wróżby, przepowiednie, horoskopy, wtedy popełnia grzech śmiertelny.

      Niektórzy ludzie nie przejmują się jednak sankcjami moralnymi swego postępowania. I tak w Polsce działa Akademia Astrobiologii, gdzie jedną ze specjalizacji jest astrologia, nazywana tam kosmobiologią. Szumnie zwana ”akademia” ma główną siedzibę w Łodzi, a  na terenie kraju kilka placówek, w których każdy może zostać astrologiem i zarabiać na tym pieniądze. Owa szkoła posiada także własne wydawnictwo STUDIO ASTROPSYCHOLOGII, które wydaje szereg publikacji, zwłaszcza książki, promujące nie tylko astrologię (np. A. Paprocki „Śladami astrologii starożytnego Egiptu”, Białystok 1999), ale także inne niezwykle niebezpieczne dla duchowości człowieka dziedziny, np. jogę, reiki, hipnozę, tarot, chiromancję, bioenergoterapię, masaż ezoteryczny).  A naiwnych na korzystanie z usług takich „profesjonalistów”, obecnych nie tylko w prasie, ale także w radiu, telewizji, internecie, czy prowadzących własną działalność gospodarczą, nie brakuje.    

      Na temat wróżbiarstwa i magii ostrzeżenia dla wiernych zawarte są na kartach „Katechizmu Kościoła Katolickiego”: paragrafy nr 2115, 2116 (tutaj m.in. o odrzuceniu horoskopów), 2017.  

     Na zakończenie rozróżnijmy występujące w artykule dwa główne pojęcia:  astrologia – to praktyka zajmującą się przepowiadaniem losu człowieka na podstawie położenia gwiazd lub planet. Jej tworem jest horoskop, czyli opis konfiguracji (różnego położenia/układu) ciał niebieskich, stanowiący podstawę owej przepowiedni astrologicznej.

    Przeczytaj koniecznie: „Encyklopedia zagrożeń duchowych”, Radom 2009, s. 303-308;  ks. A. Zwoliński „Mały leksykon zagrożeń duchowych”, Częstochowa 2014, s. 91; „Gość Niedzielny” nr 1 z 6 I 2013 (T. Rożek „Zrobieni w horoskop”, s. 50-53 oraz ks. T. Jaklewicz „Koniec astrologii”, s. 51-53); ks. M. Piotrowski TChr „Astrologia i horoskopy”, w: „Miłujcie się” nr 11-12/2000, s.22-24; A. Kańduła „Czy wróżby to tylko zabawa?”, w: „Miłujcie się”, nr  5/2005, s. 34-35; H. Bartkiewicz, I. Korohoda „Igraszki z gwiazdami”, w: „Posłaniec św. Antoniego z Padwy”, nr 1/2015, s.6-11.


Edward Przebieracz
                                                                
                                                       Tatuaż 

        Encyklopedia Powszechna (Kraków 2002, tom 8, s.6) definiuje „tatuaż” jako „motyw lub wizerunek wykonany na ludzkim ciele poprzez wprowadzenie barwników pod skórę przez wykonaną uprzednio sieć gęstych nakłuć, tworzących określony wzór. Znany od czasów starożytnych pełnił różnorakie funkcje: ozdobną, oznaczał magiczną moc, określał przynależność do plemienia. W hitlerowskich obozach koncentracyjnych więźniom tatuowani numer identyfikacyjny”.
     Uważam, że definicja powyższa nie oddaje pełni prawdy na temat tatuażu, ponieważ wykonywany jest on nie tylko na ludzkim ciele, ale także i na ciele zwierząt (np. świń, kotów czy psów). 
     Termin „tatuaż” przywiózł z Polinezji do Europy i jako pierwszy użył angielski podróżnik James Cook (1728-1779) w 1773 r. „Tatau” oznaczało u tamtejszych ludów „znak”, „malowidło”.
      Choć w latach 60. XX wieku moda na tatuaże zakwitła dzięki rewolucji obyczajowej tzw. dzieci kwiatów, to jeszcze ćwierć wieku temu zwyczaj tatuowania się w naszym kręgu kulturowym ograniczony był do wąskich środowisk utożsamianych z tzw. marginesem społecznym. Tatuaże nosili wówczas głównie przestępcy, narkomani czy członkowie subkultur młodzieżowych.
    Na przełomie XX i XXI wieku nastąpiła istna erupcja popularności tatuaży. Zaczęli tatuować się aktorzy, gwiazdy rocka, sportowcy…  Pojawiła się nawet wytatuowana słynna lalka Barbie.  Mnóstwo osób oferować zaczęło swe usługi w różnego typu salonach tatuażu. Jedni zaczęli traktować tatuaż jako rodzaj wypowiedzi artystycznej,  siebie nazywając „artystą”, drudzy podchodzą bardziej praktycznie i usługę tę traktują jako doskonały biznes. Tatuaże stały się „cool” i „trendy”, głównie dzięki ich promocji przez różnego typu tzw. celebrytów w mediach, zwłaszcza w telewizji, a następnie w internecie, zwłaszcza w mediach społecznościowych. 


Pierwszy tatuaż reklamowy wykonano w 2005 r. Amerykanka Kari Smith wytatuowała sobie na czole adres jednego z kasyn internetowych. Dostała za to 10 tys. dolarów.

   Pismo Święte zawiera jasny zakaz tatuowania się: „Nie będziecie się tatuować” (Kpł 19,28). Konstantyn (272-337) – pierwszy chrześcijański cesarz rzymski, zakazał tatuowania niewolników, by „nie szpecić tego, co stworzone zostało na podobieństwo Boga”.  Różni papieże, od Hadriana I (700-795) począwszy, stanowczo zakazywali chrześcijanom tej praktyki jako pogańskiej i barbarzyńskiej. Chrześcijańscy misjonarze ewangelizując różne ludy i plemiona także walczyli z tym zwyczajem.
   Tatuowanie jest okaleczaniem swego ciała poprzez pozostawienie na nim malowideł, napisów bądź graficznych symboli. Jest zarazem wykroczeniem przeciw V przykazaniu, przeciw czci i szacunkowi jakie człowiek powinien okazywać wobec własnego ciała, ponieważ zostało one stworzone przez Boga i jest siedzibą Ducha Świętego (1 Kor 3,16-17). Najkrócej mówiąc: tatuowanie zniekształca piękno Bożego stworzenia. Ponadto zwyczaj tatuowania się sprzyja reklamie i promowaniu zła, gdyż zdecydowana większość tatuaży przedstawia demony lub ich symbole, np. w postaci węży czy smoków, jak też trupie czaszki, potwory, zoombies, przelew krwi, nagość, sex, wulgaryzmy, bluźnierstwa, śmierć, piekło… Tatuaże są jednym ze sposobów za pomocą którego do dusz chrześcijan aplikowane są amoralne, satanistyczne treści i cała tzw. kultura śmierci.

    W 1926 w Japonii powstało muzeum tatuażu, założone przez  patologa dr  Fukushi Masaichi (1878-1956), związane z wynalezieniem przez tego uczonego sposobu konserwacji ludzkiej skóry, które od wytatuowanych zbierało deklaracje, w formie testamentu, podarowania po śmierci swej wytatuowanej skóry. W ten sposób w muzeum stale powiększał się zbiór niezwykłych eksponatów…
     Ktoś powie: istnieją przecież tatuaże promujące chrześcijaństwo: przedstawiające świętych, aniołów, Maryję, Pana Jezusa, czy też symbolikę z dziedziny sacrum, zwłaszcza krzyż. Tak, to prawda, ale nie można zachwalać ich jako dobro, gdyż stoją w opozycji do wspomnianego zalecenia z Księgi Kapłańskiej i nauczania Kościoła. Nie można chcieć czynić dobra używając do tego niewłaściwych moralnie środków. Istnieje przecież wiele lepszych metod ewangelizacji niż prezentowanie na swym ciele religijnych malowideł. Jest absolutnie nie do pomyślenia, by Pan Jezus pozwolił wytatuować jakikolwiek znak na swoim ciele lub wbić w nie jakiś kolczyk. Podobnie nie do pomyślenia jest, by któryś z apostołów oszpecił swe ciało w ten sposób.
     Będąc naśladowcą Chrystusa (1 Kor 11,1), trzeba nam czynić nie zło, lecz  dobro, bo kto czyni dobro, jest z Boga (3 J 10,11). Nie możemy żyć według ciała, promując przez nie – a nawet na nim – cokolwiek, co sprzeciwia się Bogu. Dbajmy o własną moralność, czystość serca, prawdziwą wiarę. „Umiłowani, starajcie się, aby [Jezus] zastał was bez plamy i skazy – w pokoju” (2 P 3,14). Również bez plamy i skazy, którą świadomie i dobrowolnie w sposób nieusuwalny umieściliśmy na swoim ciele.
     Oprócz Encyklopedii Powszechnej i Pisma Świętego korzystałem z artykułów: Mirosław Salwowski „Tatuaże – renesans pogaństwa?” („Wzrastanie”, luty 2012, s.30-31); Mirosław Rucki „Nie będziecie się tatuować. Ja jestem Pan!” („Miłujcie się!”, nr 5/2013, s.46-47); z książki: ks. A. Zwoliński „Mały leksykon zagrożeń duchowych” (s.237-238); ze strony internetowej: http://beardedinkedandawesome.pl/2017/10/ciekawostki-o-tatuazu/







Publikacja: "U Oblat" - miesięcznik parafialny Parafia św. Stanisława Kostki (OO.Oblaci)
                     Lubliniec, wrzesień-październik 2019, strona 13. 


                                                                             

Edward Przebieracz
                                                                                  
     Kryszna

     Kryszna w religii hinduizmu to najważniejsze wcielenie (inkarnacja) boga Wisznu. W 1965 roku w Nowym Jorku założony został ruch religijny: Międzynarodowe  Towarzystwo Świadomości Kryszny. Rozwój ruchu został przyspieszony dzięki promowaniu go przez słynny angielski zespół The Beatles (1960-1970). Grupa ta nagrała kilka inspirowanych melodiami krysznaickimi piosenek, a Paul McCartney (ur. 1942) i jego żona Linda (ur.1941), wspólnie z chórem „Hary Kryszna”, nagrali płytę „Hare Kryszna Mantra”.
       Przedstawiciele tego odłamu hinduizmu pojawili się w Polsce w 1976 r. w Częstochowie, podczas dorocznego zlotu hipisów. Wkrótce też powstała pierwsza grupa wyznawców i pierwsze ośrodki: miejski - we Wrocławiu, wiejski - w Czarnowie (dawne woj. jeleniogórskie). Członkowie tego ruchu byli związani z Polskim Towarzystwem Psychotronicznym i Socjalistycznym Związkiem Studentów, którego rada uczelniana przy Politechnice Wrocławskiej wydawała w latach 80. miesięcznik „Weda”, poświęcony popularyzacji tej formy hinduizmu.
      Hare Kryszna jako Towarzystwo Świadomości Kryszny została w Polsce zalegalizowana  w 1988, a w 1991 r. zmieniła nazwę na Międzynarodowe Towarzystwo Kryszny w Polsce. Następnego roku Polskę odwiedził guru tego ruchu Harikesza Swami, a na ulicach Starego Miasta w Warszawie odbył się harinam (procesja wyznawców Kryszny).
      Obecnie w naszym kraju ośrodki kultu Kryszny  znajdują się w Krakowie, Warszawie, Gdyni i Wrocławiu. Ruch ten jest największą grupą reprezentującą w Polsce tradycje hinduistyczne. Miejscem rekrutacji nowych członków są nie tylko te wymienione miasta, ale głównie różne, rozsiane w całej Polsce, festiwale muzyki rockowej, ze słynnym festiwalem w Jarocinie na czele. Ruch prowadzi także bogatą działalność wydawniczą, chętnie włącza się w akcje charytatywne i ekologiczne, promują niby  zdrową kuchnię i oryginalne sposoby odżywiania się. Do częstych zabiegów retorycznych krysznaitów należy zarzucanie chrześcijanom łamania przykazania „nie zabijaj!” przez jedzenie mięsa. Tymczasem w Piśmie Świętym znajdujemy fragmenty, w których Bóg na taki uczynek zezwala (np. Dz 10,9-16, 1 Tm 4, 1-4), co czyn wspomniany zarzut bezpodstawny.
   Parlament Europejski w tzw. Raporcie Cottrella z 1984 uznał działalność Hare Kryszna za szkodliwą i niebezpieczną. Według tej rezolucji adepci porzucają swoje rodziny i poddawani są „technikom umysłowej zależności, zwłaszcza przez pozbawienie snu i bardzo surową wegetariańską dietę, co ma doprowadzić do dezorientacji jednostki i do sublimacji jej osobowości”  (Raport Parlamentu Europejskiego. Dokument I-47/84 z 2 IV 1984).
    „Zawierucha nadciągająca z Orientu”, jak o ruchu Hary Kriszna pisano w USA, dotarła i do tego kraju. Nie bez powodu, bo choć na farmie w Teksasie znajduje się „kraina szczęśliwości” Ruchu Świadomości Kryszny, to w  Stanach Zjednoczonych  krysznowcy byli oskarżani o rozboje z bronią w ręku, włamania, kradzieże samochodów, nielegalne posiadanie broni i przestępstwa podatkowe. Stwierdzono tam też wiele przypadków gwałtów na kobietach będących we wspólnocie, odnotowano akty znęcania się mężów nad swymi żonami. Artur Pais w artykule „Hare Kryszna - Hare Skandal”, opublikowanym w magazynie „Society” (1991) pisał o deprawacji dzieci, oszustwach i seksualnym wykorzystaniu nieletnich.
     Doktryna, jak i etyczny, strukturalny, społeczny i wychowawczy charakter Hare Kryszna pozostają w całkowitej sprzeczności z nauką chrześcijańską. Krysznowcy są sektą hinduistyczną, głoszącą m.in. reinkarnację, promującą ascetyzm wegetariański (niejedzenie mięsa, ryb, jajek), jogę i orgię seksualną. Najważniejszą księgą tego ruchu jest powstała ok. III w p.n.e. „Bhagawadgita” (czyli „Pieśń Pana”, określana jako „Nowy Testament hinduizmu”, składa się z 18 pieśni). Dla odprawiania praktyk religijnych wyznawcy Kriszny noszą sznur 108 paciorków, symbolizujący 108 pasterek, kochanek Kriszny. Na tych paciorkach wyznawca powinien codziennie odśpiewać minimum 216 razy mantrę „Hare Kryszna, Hare Rama”, co daje łącznie 1728 razy. Według nich bez przewodnika duchowego, tzw. guru, żaden postęp na drodze rozwoju duchowego nie jest możliwy. By zostać bhaktą, czyli sługą pana Kryszny, niezbędne jest wiele poświeceń w sferze ciała i ducha, m.in. spanie na karimacie, wstawianie o 3:45 nad ranem, mycie się tylko w zimnej wodzie, zerwanie wszelkich kontaktów ze światem zewnętrznym, w tym z przyjaciółmi i rodziną.
    Osoba Kryszny jest amoralna z chrześcijańskiego punktu widzenia. Kryszna kłamie, kradnie, uwodzi pasterki, zabija, co nie jest traktowane jedynie symbolicznie.                             
       Mimo, że według teologii hinduskiej Kryszna „jest obecny w sercu każdej żywej istoty” i przyjmuje się wieczność duszy, to jest ona jednak poddana reinkarnacji i w zależności od osiągniętej za życia świadomości odrodzi się na niższym bądź wyższym poziomie istnienia, może zatem otrzymać ciało kota czy psa, albo ciało półboga. W ten sposób następuje wyzwolenie duszy uzyskane z pomocą świadomości Kryszny, wieczna szczęśliwość bycia jednym z Kryszną.  
     Zanim jednak wyznawca osiągnie ową szczęśliwość przez długie lata musi praktykować zdyscyplinowaną pobożność. Krysznaici w każdym z domów mają posąg swego bożka, któremu zobowiązani są składać ofiary z owoców i kwiatów, są też zobligowani do wielogodzinnego powtarzania mantr, niezliczonego bicia pokłonów przed posągiem. Sytuacje takie opisuje Pismo Święte: w Księdze Izajasza (Iz 44, 9 i nn) znajdziemy satyrę odnoszącą się do kultu pogańskiego, psalmista (Ps 115, 4-8) pisze zaś o bałwochwalstwie. Hare Kryszna zaprzecza odwieczności Jezusa Chrystusa i Jego boskości, czyniąc Go jedną z półboskich, milionowych wcieleń Kriszny. Krysznie jednak  brakuje miłości.  W jego kulcie brak miejsca na łaskę czy miłosierdzie, nie jest Bogiem osobowym. Nie jest w ogóle Bogiem, jedynie bożkiem.
     Książki polecane do przeczytania: „Tajemniczy świat sekt i kultów”, Warszawa 1994 – rozdział: J. Ritchie „Morderstwa i przemyt. Wyznawcy Kryszny”; „Magia – cała prawda”, Poznań 2016 – rozdziały: Artur Suski „Byłem w sekcie Hary Kryszna”, Sergiusz „Czego Ci nie powiedzą krysznowcy”, Ewa Borowik-Dąbrowska „Hare Kryszna”; Barbara Grabowska „Kryszna. Z dziejów literatury indyjskiej”, Warszawa.

Publikacja: "U Oblat" - miesięcznik parafialny Parafia św. Stanisława Kostki (OO.Oblaci)
                     Lubliniec, czerwiec 2019, strona 13.


 Edward Przebieracz


    New Age

     New Age czyli Nowa Era, Nowa Epoka, to ogólnoświatowy prąd kulturowo-społeczno-religijny proponujący nowe, współczesne spojrzenie na człowieka i otaczającą go rzeczywistość. Człowiek, zmęczony konsumpcyjną i techniczną cywilizacją, wezwany jest do całkowitej przemiany swej świadomości, aż do granic zdobycia przekonania, iż jest boskim współtwórcą kosmosu, nie mający nad sobą osobowego Boga. New Age, zwąc się superreligią lub religią człowieka kosmicznego spod znaku Wodnika, głosi wyzwolenie się z krępujących nas norm cywilizacji, religii i moralności.
   Propagatorzy tego ruchu, przekonani o rychłym upadku chrześcijaństwa i kultury z nim związanej, występują najczęściej pod szlachetnymi szyldami jak np. ruch pokoju, ekologia, państwa bez granic, szkoły bez stresu. Teoria tego ruchu, łącząc religię z magią, naukę z parapsychologią, filozofię z astrologią, wychodzi na spotkanie wielu skrytym pragnieniom człowieka, szczególnie młodego.
     Niestety, New Age mimo, że nazywa się religią godną człowieka XXI wieku, tak naprawdę jest tylko jej namiastką, kolejną utopią, która po upadku totalitaryzmów zapowiada raj na ziemi dla swych wybranych. Nawiązując do okultyzmu, teozofii i starych wierzeń Wschodu, odrzucając racjonalizm i religie objawione nie znamionuje postępu, lecz cofnięcie się ludzkości. Wzywając do praktykowania spirytyzmu, yogi, hipnozy, medytacji wschodniej, tarota, horoskopów, wierząc w moc kryształów, korzystając ze starych zabobonów, tak naprawdę z jednej strony powraca do czystego pogaństwa, z drugiej zaś czerpie z buddyzmu i hinduizmu, by zaproponować ludziom „podróż do wewnątrz” w celu odkrycia intuicji ludzkiego umysłu, którego możliwości mogą zastąpić wszechmoc Boga.  
    Ruch New Age nie rozpoczął się –  jak głoszą niektórzy – w latach 60. czy 70. XX w. korzeniami bowiem swymi sięga do starożytnej gnozy, hinduizmu jak i żydowskiej kabały. Jego wcielenie nowożytne to  Towarzystwo Teozoficzne, założone przez Rosjankę Helenę Pietrowną Bławatską (1831-1891) w 1875 r. w Nowym Jorku, głoszące ideę wspólnych prawd jednoczących wszystkie religie świata. Za europejski korzeń ruchu uważa się działalność austriackiego antropozofa Rudolfa Steinera (1861-1925) i założone przez niego w Dormach k. Bazylei w 1913 r. Towarzystwo Antropozoficzne. Zapowiadał on nadejście nowej ery, czyli tzw. szóstej epoki świata spod znaku Wodnika – New Age, która ma przynieść ludziom nowy porządek świata.
    New Age nie da się w żaden sposób pogodzić jej z naszą wiarą katolicką, ponieważ ruch ten głosi tezy jawnie antychrześciajńskie, np., że stoimy u progu nowej ery, w której chrześcijaństwo przeminie, a zastąpi je superreligia człowieka kosmosu. Według tej teorii słońce dla każdego znaku Zodiaku potrzebuje 2100 lat, aby przejść do nowego znaku. Właśnie teraz znajdujemy się w okresie jego przejścia ze znaku Ryb, gdzie panowało chrześcijaństwo, do znaku Wodnika, gdzie zapanuje ludzkość oświecona. Twierdzi, że tak jak człowiek ulega rytmowi dnia, pór roku i życia, tak samo w olbrzymim cyklu ulega wpływom kosmosu kultura i całe narody.
   Główne zasady ruchu New Age:
1)Bóg jakom osoba nie istnieje, jest rozproszoną we wszechświecie energią kosmiczną 2)ludzie są częścią bóstwa, każdy człowiek może powiedzieć: „Ja jestem bogiem” 3)jedyną potrzebą ludzkości jest przemiana, czyli uświadomienie sobie swej boskości 4) zło nie istnieje, jest nim tylko stan bycia nieświadomym swej boskości 5)zbawienie jest to przejście do wyższej świadomości i można je osiągnąć poprzez stosowanie wielu technik oddziałowujących na ciało, umysł i ducha, np. poprzez yogę 6) przemiana jednostki jest punktem wyjścia do przemiany ludzkości, która doznawać będzie masowych oświeceń, aż do zjednoczenia wszystkich społeczeństw.
    Religia Wodnika twierdzi, że Jezus Chrystus nie ma monopolu na boskość, Jego bóstwo nie jest większe niż bóstwo każdej osoby. Jest On ukazywany jako zwykły człowiek, który  jest duchowo zharmonizowaną i rozwiniętą istotą, która służy za przykład duchowego poznania i ewolucyjnego postępu. Chrystus jako boska zasada jest siłą energetyczną nazywaną chrystoświadomością, którą może posiąść każdy. Oczywiście odrzuca się zmartwychwstanie i wniebowstąpienie Jezusa twierdząc, że odszedł „do wewnątrz”, skąd wywodzą się wszystkie istoty, czyli do świadomości, która jest źródłem wszechrzeczy – niebieskim królestwem wewnątrz.
   New Age odrzuca Biblię jako objawienie, posiada swoje „święte księgi”: „Ewangelię Wodnika” i napisaną przez R. Steinera „Piątą Ewangelię”, które pełne są teologicznego fałszu, zwłaszcza na temat życia Pana Jezusa.
   New Age jest niebezpieczną, nie tylko dla wierzącego w Jezusa Chrystusa, pseudoreligią, gdyż fundamentem rzeczywistości nie jest Bóg, tylko jaźń. Wszechświat zjednoczony przez jaźń istnieje w 2 wymiarach: widzialnym i niewidzialnym – dostępnym w odmiennych stanach świadomości. Istotą doświadczenia New Age jest świadomość w wymiarze kosmicznym, gdzie czynniki takie jak przestrzeń, czas i moralność nie istnieją. Śmierć fizyczna nie oznacza końca jaźni; nie ma też lęku przed śmiercią u człowieka, który jest panem wszechświata i przechodzi w łańcuchu reinkarnacji do nowych wcieleń.
  O New Age wspomniał Jan Paweł II, przemawiając do biskupów polskich 12 I 1993 r. : „Nie można nie zauważyć negatywnego wpływu sekt, a także nasilających się pseudoreligijnych prądów, określanych mianem New Age. Wielu chrześcijan nie uświadamia sobie, ze ruch ten odwołując się do znanych im z katechizmu pojęć rozumie je w sposób odmienny” (Jan Paweł II „Kościół wspólnotą ewangelizującą”, „LOssevatore Romano”, wyd. pol., 2 (150). R.XIV, 1993, s.17).
  Na temat New Age napisano wiele książek demaskujących ten pseudoreligijny ruch. Polecam do przeczytania „krótko i konkretnie na temat”, czyli wydanie kieszonkowe:  ks. Stefan Dobrzanowski „New Age – pogaństwo w nowych szatach”, wyd. Polskie Towarzystwo Teologiczne, Kraków 1994 (stron 56).

Publikacja: "U Oblat" - miesięcznik parafialny Parafia św. Stanisława Kostki (OO.Oblaci)
                     Lubliniec, maj 2019. 



Edward Przebieracz
                                                                                  
                                     Sekty

     Wyraz „sekta” (od łacińskich słów secare = odcinać, odrąbywać; bądź sequi = pójść za kimś, naśladować ) oznacza grupę religijną, która oderwała się  od macierzystego kościoła, aby założyć nowy kościół, z własnymi zasadami wiary i organizacji, np. od kościoła Adwentystów Dnia Siódmego odłączyli się Świadkowie Jehowy. Ponieważ wyraz „sekta” nabrał negatywnego znaczenia dzisiaj na określenie „sekta” używa się wyrażenia „związek wyznaniowy” czy „nowy ruch religijny”. Same zaś sekty przypisują sobie różne nazwy: kościół, zbór, stowarzyszenie, związek, kult religijny, religia, organizacja, szkoła, centrum itp. Sekta izoluje się od reszty społeczeństwa i posiada własnego przywódcę: mistrza, guru, proroka, który zazwyczaj jest osobą charyzmatyczną, o cechach dyktatorskich, mającą dar przekonywania i podporządkowywania sobie ludzi, a co za tym idzie ich doktrynalnego „prania mózgów”. Członków sekty cechuje  bezwzględna lojalność wobec przywódcy, posunięta aż do popełnienia zbiorowego samobójstwa, a także silna osobowa więź wewnętrzna.
     Spotkanie z fałszem religijnym i konfrontacja wyznawców Jezusa Chrystusa z błędnymi naukami miała już miejsce w czasach biblijnych. Św. Paweł (5/10 – 64/67) wskazuje na kilka podstawowych cech fałszywej religii: fałszywa filozofia, zerwanie więzi z Jezusem, omijanie krzyża i Golgoty, wymyślny ceremoniał, płytki moralizm, nierozsądny mistycyzm, duchowa ślepota. Dla wierzących drogowskazem przed sekciarskimi nowinkami są słowa św. Pawła  z Listu do Galatów 1, 6-8: „Nadziwić się nie mogę, że od Tego, który was łaską Chrystusa powołał, szybko chcecie przejść do innej Ewangelii. Innej jednak Ewangelii nie ma; są tylko jacyś ludzie, którzy sieją wśród was zamęt i chcieliby przekręcić Ewangelię Chrystusową. Ale gdybyśmy nawet my lub anioł z nieba głosił wam Ewangelię różna od tej, która wam głosimy – niech będzie przeklęty!”. 
   Przez wieki pojawiali się wciąż nowi magowie, psychotechnicy programujący ludzi, w taki sposób, by każdy człowiek mógł stać się nadczłowiekiem, a nawet więcej: Bogiem. By  miejsce Boga zajął człowiek jako Bóg. By wszystko było „byciem, świadomością i błogością”. W każdym czasie pojawiali się manipulatorzy ludzkich dusz, twierdzący, że człowiek ma prawo wyznaczać granice dobra i zła, decydować o całym świecie, że potrafi być samowystarczalny (stąd idea samozbawienia).  
   Dzisiaj idee „ojców założycieli” wielu sekt są nadal bardzo żywe, ba, strojąc się w szaty pobożności oferują one ludziom raj, który początek ma już tu na ziemi, a konkretnie w ich wspólnocie. Na ten pseudoreligijny lep zaspokojenia Absolutu, niestety, wielu ludzi daje się złapać.
      W sekcie zmartwychwstały Jezus Chrystus nie stanowi centrum wiary,  jej członkowie dosłownie pojmują Pismo Święte, przy czym odwołują się do własnej świętej księgi (np. Księga Mormonów) i przekonani są o absolutnym złu świata (pozostaje on pod władzą szatana). W każdej sekcie stosowane są specyficzne metody propagandy przez przywódcę (zakaz samodzielnego myślenia, zmuszanie członków do postępowania niezgodnego z ich sumieniem). Nie tylko młodzi ludzie kuszeni są do zwracania się ku najprzeróżniejszym guru i ich nauczania na temat życia wewnętrznego, technik odprężania się i medytacji.
     Dlaczego dzisiaj sekty cieszą się tak wielkim powodzeniem? Współczesny człowiek poszukuje zbawienia tanim kosztem, bez wysiłku i konieczności cierpienia, bez potrzeby niesienia własnego krzyża. Szerokim łukiem omija wymagania Kościoła, a zamiast do kapłanów zwraca się ku nowym kierownikom sumień, którzy uczą zstępować do najgłębszych pokładów duszy, by tam odnaleźć takiego Boga, w jakiego poszukujący chcą wierzyć. Odnajdują także potrzebę wspólnoty na ludzką miarę. Nie tylko młodzi ludzie, mający po dziurki w nosie wielkomiejskiej anonimowości, bardziej niż ich dziadkowie i ojcowie, skłonni są szukać w sekciarskich zgromadzeniach ciepłego i braterskiego środowiska, którego nie zaznali we własnej rodzinie, dzielnicy, na uczelni. W sektach mogą liczyć, ze zostaną przyjęci, wysłuchani i spotkają się z uznaniem.  Do Kościoła trzeba iść, podczas gdy sekty same przychodzą do ludzi. To jest olbrzymia różnica. Oni nas szukają, oni się nami interesują. Najpierw rekrutacja, potem indoktrynacja. Dokonywana także po to, by czerpać korzyści materialne z nowych członków – dokonywane bezpośrednio, przez zagarnianie ich majątku, bądź pośrednio – poprzez zmuszanie do pracy, za którą nie otrzymują wynagrodzenia  bądź otrzymują bardzo liche, nieadekwatne do wykonanej pracy. To z jednej strony, z drugiej zaś faktem jest, że różne sekty szybko znajdują bogatych sympatyków i sponsorów, którzy uczynili z tychże wspólnot atrakcyjny dla współczesnego człowieka towar. Handel nieśmiertelnością, bezpieczeństwem, utwierdzanie poczucia własnej wartości, sprzedaż samozadowolenia i różnych obiektów miłości, poczucia siły i więzi z dzieciństwem, oferta magicznych rozwiązań dla każdego problemu, zapobieżenie każdej ludzkiej słabości na tej ziemi, czy obietnica raju jako nagroda dla wybranych, okazały się złotym interesem.    
   Pośród stale zwiększającej się ilości sekt można wymienić ich 4 główne nurty: 1) sekty millenarystyczne – oczekujące końca świata, np. Adwentyści Dnia Siódmego, Świadkowie Jehowy 2) sekty o inspiracji mądrościowej Dalekiego Wschodu, np. Towarzystwo Świadomości Kriszny, Instytut Wiedzy Transcendentalnej 3) sekty o inspiracji mądrościowej zachodniej i reprezentujące „nową religijność”, np. astrologia, okultyzm, satanizm, gnoza (gr. gnosis = poznanie, wiedza). Tą ostatnią, znaną w świecie chrześcijańskim już od I wieku, potępił papież Leon XIII (1810 – 1903) w 1891 r. nazywając ją jako „starą herezję, która odradza się w sposób podziwu godny, przyjmując różne nazwy i pod patronatem różnych sekt, i przybierając różne postacie, uwodzące ludzi przy pomocy błędu i tworząc obszerne systemy”.
     Sekty uwodzą ludzi i tworzą własne pseudoreligijne systemy za pomocą wielu technik manipulacyjnych, z których wymienić trzeba: bombardowanie miłością, technika flirtu, pochlebstwo, przebudowa świadomości, rozbicie struktury osobowości, pozbawianie snu, niszczenie głodem, frustracje seksualne, zmniejszenie poczucia bezpieczeństwa, degradacja i pogarszanie obrazu samego siebie, wyzwalanie silnego poczucia winy, doprowadzenie osobowości do stanów regresji, ofiarowanie nowego życia, hipnoza wspomagana narkotykami i środkami psychotropowymi.
   Brytyjski Ośrodek Informacyjny  ds. Sekt i Kultów opracował nawet listę 18 objawów, które obejmują zachowania sugerujące, że dana osoba mogła paść ofiarą jakieś sekty. Wymienione są tam m.in.: nagła i wyraźna zmiana osobowości, zamknięcie się w sobie i tajemniczość, posługiwanie się nowymi terminami – żargonem sekty, nowy sposób odżywiania się, przesadny krytycyzm, utrata zdolności krytycznego myślenia, agresywność, zachowania neurotyczne…
  Watykański dokument na temat sekt Documentation Catholique z 1986 r. jest nadal aktualny. Czytamy w nim, m.in. że „podstawy i metody działania sekt są w stanie zniszczyć osobowość człowieka, dezorganizować rodziny i społeczeństwo, że ich nauczanie daleko odbiega od nauczania Chrystusa i Jego Kościoła”.   
    Katechizm Kościoła Katolickiego z 1994 r. w Paragrafie trzecim „Kościół jest jeden, święty, powszechny i apostolski” wiele artykułów (od nr 811 do 870) poświęca tematyce „rozłamów, które ranią jedność Ciała Chrystusa”, wymieniając herezję, apostazję i schizmę. W artykule 817 przypomniane są słowa Orygenesa (184 – 253): „Gdzie grzech, tam zjawia się wielość, tam schizma, tam herezja, tam niezgoda. Gdzie jest cnota, tam jest jedność, tam wspólnota, która sprawia, ze wszyscy wierzący mają jedno ciało i jedną duszę” (Homiliae in Ezechielem 9,1). Katechizm do herezji, apostazji i schizmy nawiązuje jeszcze w artykule 2089.
     Kiedyś Prymas Tysiąclecia ks. kard. Stefan Wyszyński (1901 – 1981) powiedział: „Najgorsza jest mieszanka pobożności z głupotą, bo pobożność minie, a głupota zostanie”.
    Ważnym ogniwem samoobrony przed sektami są Centra Informacji, Dokumentacji                 i Badań Nowych Ruchów Religijnych i Sekt. Oferują one bogaty materiał informacyjny na temat sekt, kolportują książki, filmy, taśmy ze świadectwami byłych członków, służą pomocą. W Krakowie istnieje Dominikańskie Centrum Informacji o Nowych Ruchach Religijnych i Sektach w Polsce. Podobne Centrum prężnie działa w Gdańsku. Do samoobronnych działań społecznych trzeba także zaliczyć powstawanie stowarzyszeń i organizacji powoływanych przez ofiary sekt oraz ich rodziny, np. Ruch Obrony Rodzin i Jednostki, prowadzący liczne poradnie psychologiczne. Przy wielu parafiach prowadzone są punkty poradnictwa religijnego.
   Z publikacji książkowych niewątpliwie warto polecić interesującą pozycję, liczącą ponad 330 stron: biskup Zygmunt Pawłowicz „Leksykon Kościołów, Ruchów Religijnych i Sekt w Polsce”, Częstochowa 2008 (Biblioteka „Niedzieli”, tom 201).


Publikacja: "U Oblat" - miesięcznik parafialny Parafia św. Stanisława Kostki (OO.Oblaci)
                     Lubliniec, kwiecień 2019.




Edward Przebieracz
 

Dlaczego nie robię zakupów w „Lewiatanie”?


   Od pewnego czasu liczne rozgłośnie radiowe, w tym  katolickie archidiecezjalne radio M z Katowic, uraczają słuchaczy śpiewaną reklamą marketu „Lewiatan”, którą jest przeróbką słynnego przeboju Andrzeja Dąbrowskiego „Do zakochania jeden krok”.  W internecie, na stronie www.lewiatan.pl, możemy szerzej poczytać o „Polskiej Sieci Handlowej Lewiatan”, reklamującej się jako „Twój dobry sąsiad”. Lewiatan Holding S.A. ma swoją główną siedzibę we Włocławku, a swoje liczne sklepy posiada na terenie całej Polski, także w Lublińcu.

     Przyznaję jak na spowiedzi: nigdy nie robiłem zakupów w „Lewiatanie” i nigdy ich nie zrobię. I nie chodzi mi tutaj o kiepskiej jakości produkty, zbyt wysokie ceny,  jakieś zastrzeżenia, co do obsługi, czy innego typu uwagi pod adresem w/w sklepu. Nic z tych rzeczy. Mam jedno jedyne zastrzeżenie, jednak dla mnie osobiście – jako człowieka  wierzącego w Jezusa Chrystusa – bardzo ważne: nie odpowiada mi nazwa sieci tych sklepów: „Lewiatan”.

     Lewiatan bowiem to imię potwora morskiego ogromnych rozmiarów, króla wszelkiego morskiego stworzenia, wspominanego w kilku miejscach w Starym Testamencie: Hi 3,8 oraz 40,25-41,26; Ps 74,14 oraz 104,24-26; Iz 27,1; w starotestamentalnych księgach apokryficznych: Księga Henocha, 4 Księga Ezdrasza); w żydowskich legendach oraz w literaturze rabinistycznej, kabalistycznej, okultystycznej. Jak podaje Słownik PWN Lewiatan to biblijny potwór morski symbolizujący zło, które Bóg zniszczy na końcu dziejów.

                                              
Wyobrażenie Lewiatana spotykane w księgach magicznych i okultystycznych, w tzw. grymuarach, które  zawierają skrótową wiedzę astrologiczną, listy aniołów i demonów, zbiory zaklęć, wskazówki do wyrabiania talizmanów i przywoływania bytów duchowych i eterycznych.

    Lewiatan u Żydów symbolizował anioła śmierci, oskarżyciela, uwodziciela, ducha zniszczenia, który w przyszłości miał zginąć. W literaturze chrześcijańskiej jest on często wyobrażeniem szatana, zagrażającym istotom stworzonym przez Boga i próbującym je pożreć. Podobnego zdania był św. Tomasz z Akwinu (1225-1274), który opisywał Lewiatana jako demona zazdrości. Lewiatan bywa łączony z motywem „piekielnej paszczy” (Hellmouth), potwornej istoty, w pysku której skazani na potępienie znikną podczas Sądu Ostatecznego. W ikonografii chrześcijańskiej pojawia się on jako potwór będący personifikacją piekła, w którego wnętrzu są dusze ludzi. Na tego to potwora zastawiono pułapkę: Bóg zarzucił wędkę, której sznur tworzą przodkowie Jezusa Chrystusa lub ludzkie narodzenie Jezusa, hak to boskość Jezusa, przynęta to Jego ciało. Lewiatan próbuje złapać przynętę (męka Pana Jezusa), ale ukryty hak rozdziera mu paszczę (zmartwychwstanie Jezusa).

    W średniowieczu znana była legenda o uwięzieniu w roku 317 Lewiatana w podziemiach Lateranu (ówczesnej siedziby papieży) przez papieża Sylwestra I (285-335). Pod koniec X w. ludzie spodziewali się nadejścia nadzwyczajnych zdarzeń. Proroctwa Sybilli powiadały, że wraz z przełomem wieków potwór wydostanie się z więzienia i zniszczy ziemię oraz niebo. Przerażenie wzmagała zbieżność tych wizji z nowotestamentową Apokalipsą św. Jana. Znaku zapowiadającego katastrofę dopatrywano się również w osobie ówczesnego papieża, który uprawiał jakoby praktyki czarnoksięskie (w istocie wykształcony był w matematyce, mechanice i astronomii, budował zegary i instrumenty astronomiczne), a przy tym przybrał imię Sylwestra II (946-1003). Budziło to podejrzenia, że jeden Sylwester uwięził smoka, a drugi go wypuści. Według legendy, gdy nastał rok 1000, a spodziewana katastrofa nie nadeszła, lud ogarnęła euforia. Cieszono się i bawiono do następnego dnia. Zdarzenie to miało dać początek corocznym sylwestrowym zabawom.

    Jeden z najsłynniejszych literackich opisów Lewiatana jako Szatana pojawia się w poemacie Williama Blake’a (1757-1827) „Zaślubiny nieba i piekła”. W „Raju utraconym Johna Miltona (1608-1674), słowo „Lewiatan” używane jest na określenie wielkości i siły szatana, rządzącego wieloma królestwami. O Lewiatanie wspomina także Herman Melville (1819-1891) w powieści „Moby Dick”. Określenie to odnosi się tam do kaszalota. Wzmianki o Lewiatanie znajduje się także w: „Panu Tadeuszu Adama Mickiewicza (1798-1855), gdzie przywoływany jest on w opisie nieba i Gwiazdozbioru Smoka; w  Balladynie Juliusza Słowackiego (1809-1849) (akt III scena 4); w wierszu Czesława Miłosza (1911-2004) pt. „Tak mało”.
  Według twórcy Kościoła Szatana, Antona Szandora LaVeya (1930-1997), Lewiatan symbolizuje żywioł wody (łączący się z życiem i stworzeniem) oraz kierunek zachodni.           W biblii satanistycznej jest on wymieniany jako jeden z Czterech Koronnych Książąt Piekieł (co zostało zainspirowane przez „Księgę Świętej Magii Abramelina Maga z XV w.).

    Kościół Szatana używa także pentagramu Bafometa, na którego rogach widnieją litery hebrajskie. Zaczynając od najniższego z nich i posuwając się przeciwnie z ruchem wskazówek zegara (w hebrajskim czyta się wspak), litery układają się w słowo „לִוְיָתָן” (LVIThN), czyli „Lewiatan.                                     

     Ks. dr Sebastian Kępa w swych porannych audycjach „Spotkania z Biblią” w radiu Jasna Góra (pon. – sob. 8,30), wielokrotnie zwracał uwagę, że katolik nie powinien brać udziału w czymkolwiek, co niesie treści niezgodne z Ewangelią i nauką Kościoła katolickiego, bezpośrednio nazywając rzecz po imieniu: „Ja nie robię zakupów w Lewiatanie, bo Lewiatan to imię bestii, nazwa demona, a uczeń Jezusa Chrystusa musi trzymać się od takich miejsc z daleka. „Unikajcie wszystkiego, co ma choćby pozór zła” (1 Tes 5,22). „Nie można służyć Bogu i mamonie (Łk 16,13)”. 

     Podpisuję się całym sercem pod tym zdaniem ks. dr. S. Kępy. A ty?

Publikacja: "U Oblat" - miesięcznik parafialny Parafia św. Stanisława Kostki (OO.Oblaci)
                     Lubliniec, marzec 2019, strona 14.


 Edward Przebieracz
          JOGA

     Wśród licznych ofert  zajęć dla dorosłych proponowanych przez Miejski Dom Kultury w Lublińcu znajduje się m.in. zaproszenie do udziału w zajęciach z jogi: http://mdk.lubliniec.pl/informacje/joga. Pani - certyfikowany instruktor jogi zachęca mieszkańców Lublińca do uczestnictwa w płatnych spotkaniach pt. „Regeneracyjna Joga od podstaw” oraz „Joga dla każdego”. Jeśli komuś mało tematycznych spotkań w poniedziałki i czwartki może przyjść na dodatkowe zajęcia z inną panią we wtorki środy i czwartki. W sobotę 5 I, i – co gorsza – w niedzielę 6 I, a więc zarazem w święto Trzech Króli, kiedy to ulicami Lublińca szedł orszak wiernych wszystkich lublinieckich parafii, MDK zapraszał na „Weekend otwarty: fitness, joga”. Tzw. Mobilne Studio Ruchu kusiło bezpłatnym wejściem „dla kobiet i mężczyzn, dla dzieci i całej rodziny”, by „miło i aktywnie spędzić weekend”. Zaproszenie, by „aktywnie wejść w Nowy Rok” zostało opublikowane w lublinieckim „Dzienniku Zachodnim", 4 I 2019, str. 1.
   Tymczasem, jeśli uważasz się za człowieka wierzącego, wiedz, że joga zainteresowała samego Ojca Świętego Jana Pawła II: dokument Kongregacji Nauki Wiary z 15 X 1989 „List do biskupów Kościoła katolickiego o niektórych aspektach medytacji chrześcijańskiej” bardzo negatywnie wypowiedział się na temat wschodnich metod medytacji  w świecie chrześcijańskim.
     Ponadto w książce „Przekroczyć próg nadziei” papież-Polak napisał ponadto: „Wypada przestrzec chrześcijan, którzy z entuzjazmem otwierają się na rozmaite propozycje pochodzące z tradycji religijnych Dalekiego Wschodu, a dotyczące na przykład technik i metod medytacji oraz ascezy. W pewnych środowiskach stało się to wręcz rodzajem mody, którą przejmuje się bezkrytycznie. Trzeba, ażeby najpierw dobrze poznali własne duchowe dziedzictwo, żeby także zastanowili się, czy mogą się tego dziedzictwa ze spokojem sumienia wyrzekać” (Lublin 1994, s. 80).
     Te słowa św. Jana Pawła II sprzed ćwierć wieku są dzisiaj szczególnie aktualne. Praktykowanie gimnastyki rodem z Indii, oddawanie się relaksowi umysłu, ma bowiem prowadzić do odblokowania w człowieku węzłów (kanałów) energetycznych (tzw. czakry) po to, aby mógł on przyjmować energię okultystyczną (określaną jako kundalini), w konsekwencji czego stać się medium sił okultystycznych i wystawić się na działanie złych duchów, które pragną go nie tylko zniszczyć, ale przede wszystkim doprowadzić do wiecznego potępienia. Otwarciu czakr ma dopomóc także recytowanie mantry (formuły uwielbienia hinduskiego bóstwa). Nawet buddyjscy mistrzowie jogi potwierdzają, że już same ćwiczenia otwierają na świat duchowy i są etapem wtajemniczenia! Śmieją się z Europejczyków, którzy próbują jogę oddzielić od jej duchowości. Joga z założenia zanurzona jest bowiem w świecie duchów, a poszczególne pozycje jogiczne poświęcone są różnym bożkom. Gesty i ćwiczenia w jodze nie mogą być więc neutralne duchowo, ćwicząc ją zostajemy wciągnięci w swoisty rodzaj bałwochwalstwa (zob. Wj 23, 24). Czy wierzący w Chrystusa, który ma tylko Jemu oddawać cześć i uwielbienie, może powtarzać bluźniercze formuły mantr?
    Techniki jogi sprowadzają się do odpowiedniego ułożenia ciała (asany), kontrolowania oddechu i jego skanalizowania (pranajana), oraz do powtarzania mantr, co ma odblokować energię. Mantra jest swego rodzaju autohipnozą inteligencji, ma doprowadzić do zawieszenia jej działania, do utraty świadomości osobowej – nirwany, zjednoczenia z przyrodą, ale na zasadzie jakiegoś rozpłynięcia się w niej. Jest to stan przypominający działanie narkotyków, prowadzi do chwilowego zapomnienia osobistych problemów. W ostateczności takie zjednoczenie ze wszystkim prowadzi do doświadczenia całkowitej samotności. Jest to przeciwne ludzkiej naturze, gdyż ostatecznym powołaniem człowieka jest miłość. Aby zaistniała miłość, muszą być dwie osoby. Miłość jest tylko międzyosobowa. Natomiast nirwana jest doświadczeniem totalnej samotności. Cała technika i główny cel praktykowania jogi sprzeciwia się ostatecznemu powołaniu człowieka. Bóg nie stworzył nas w tym celu, abyśmy stopili się w jedno z naturą i zatracili swoją osobowość. Powołał nas do istnienia, abyśmy w wolności nawiązali z Nim osobową relację miłości przez przyjmowanie daru Jego Miłości w Boskiej Osobie Ducha Świętego. W ten sposób Bóg pragnie czynić nas świętymi, czyli dokonywać dzieła naszego przebóstwienia, a przez nas uświęcania świata. Wtedy nasza osobowość będzie się rozwijać i osiągać swoją pełnię przez zjednoczenie w miłości z Bogiem.
    W jodze uobecnia się pokusa po raz pierwszy wypowiedziana w Raju:otworzą się wam oczy i tak jak Bóg będziecie znali dobro i zło” (Rdz 3,5). Pokusa ta rodzi żądzę władzy oraz pychę. Ulegając jej, człowiek otwiera się na działanie tajemniczych duchowych istot, staje się ich kanałem przekaźnikowym (channeling). Owe wrogie istoty objawiają swoją obecność stopniowo, najczęściej wyrażają swoją nienawiść do Chrystusa i Maryi, podsuwając ludziom bluźniercze myśli podczas modlitwy i Eucharystii.
     W religiach wschodu wszystko jest przejawem boga, wszystko jest bogiem, a człowiek ma sobie uświadamiać, że on też sam jest bogiem. W takim rozumieniu bóg nie jest Bogiem osobowym, ale siłą kosmiczną, a człowiek powinien wyzwolić się ze złudzenia swojej osobowości, aby mógł zjednoczyć się z energią całej przyrody, z wielką całością, niejako wtopić się w energię bożą. Można to osiągnąć tylko za cenę wyrzeczenia się swojej osobowości, zatracenia swojego jedynego i niepowtarzalnego „ja”. Skoro ja jestem bogiem i inni ludzie są bogami, nie mogę powiedzieć „ja”, nie mogę nawiązywać relacji miłości z innymi ludźmi.
   Z Objawienia dowiadujemy się, jak błędne i szkodliwe jest takie myślenie, gdyż Bóg jest Stwórcą natury i z nią się nie zlewa. Bóg jest transcendentny w stosunku do wszystkich stworzeń. Jest On Trójcą Osób i pragnie, aby człowiek nawiązał z Nim osobową relację i przez to potwierdził oraz rozwinął niepowtarzalność swojej osoby. Mamy tu do czynienia z dwoma przeciwstawnymi drogami duchowości: joga proponuje mistykę naturalną wtopienia człowieka w całą przyrodę przez zatracenie wymiaru osobowego, natomiast duchowość judeochrześcijańska ukazuje drogę niesamowitego rozwoju osoby ludzkiej, która dokonuje się poprzez relacje miłości z Bogiem i innymi ludźmi, aż do doprowadzenia go do uczestnictwa w Boskiej naturze (2 P 1,4), do stania się dzieckiem Bożym. Św. Paweł wzywa „Unikajcie wszystkiego, co ma choćby pozór zła” (1 Tes 5,22). Dlatego nie  istnieje żadna „joga chrześcijańska”, jakby niektórzy jej zwolennicy chcieli (Bede Griffiths „Powrót do Środka”, Warszawa 1985, s. 109). Najkrótsza definicja jogi? Proszę bardzo: „Joga jest podporą diabła, który chce zniewolić myśli ludzkie” (Sergine Snanaoudj „Aby opadły łańcuchy”, Chodzież [b.r.w.], s.103-104.      

  Publikacja: "U Oblat" - miesięcznik parafialny Parafia św. Stanisława Kostki (OO.Oblaci) 
                        Lubliniec, luty 2019, strona 14.

                                                

Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza