Zagrożenia duchowe


ZAGROŻENIA  DUCHOWE


Edward Przebieracz 

ZAGROŻENIA  DUCHOWE   

Zabawy z gwiazdami

       Astrolog udzieli ci rad, pomoże w interesach, podróżach, wątpliwościach, miłości, małżeństwie, w rozprawach sądowych, egzaminach, studiach, konkursach… Ostrzeże cię przed czyhającym niebezpieczeństwem, grożącym wypadkiem. Złagodzi twoje rozczarowania. Pomoże przezwyciężyć kryzysy. Wskaże ci drogę do szczęścia. Poradź się go, a dowiesz się wreszcie prawdy o sobie!

     Jasnowidze, wróżbici, specjaliści od talizmanów, wyposażeni w nadzwyczajne zdolności zawsze są gotowi do udzielenia odpowiedzi na pytania dotyczące życia i śmierci. Starają się wzbudzić w nas przekonanie, że rozwiążą wszelkie nasze problemy – nie tylko na umówionym osobistym spotkaniu, ale także poprzez nadawane na żywo programy w telewizji, a zwłaszcza w internecie. Oczywiście owe porady udzielane są za odpowiednią opłatą.

   Niektórzy ludzie traktują astrologię, czyli praktykę przepowiadania losu człowieka na podstawie położenia gwiazd lub planet, jako swoistą zabawę. Przenoszą się w świat gwiazd, który rządzi się swoimi prawami, ma swoich władców, bohaterów, a nawet własny język. To rodzaj gry, która wciąga i wielu po prostu „się bawi”. Inni od astrologii oczekują czegoś większego, by nie powiedzieć: głębszego. Pragną bowiem otrzymać wskazówki dotyczące własnej duszy, nie otrzymując przy tym żadnych wymagań moralnych, które dzisiaj nie są w modzie, a w dodatku są bardzo niewygodne. Wielu ludzi wierzy, że interpretacje astrologiczne są bardzo wiarygodne i dzięki nim można odpowiednio i z korzyścią zarządzać własnym życiem. Nie przyjmują oni prawdziwego faktu, że motywacją twórców „przemysłu” astrologicznego są po prostu pieniądze, którzy to ludzie, żerując na ludzkiej naiwności, posługują się „tajemnymi mocami”, by zbić na tym fortunę. Horoskopy w codziennych gazetach, literatura brukowa, programy telewizyjne, portale internetowe, podczas których możemy poznać tajemnice naszego życia, uczyniły z astrologii element kultury masowej, który dzisiaj jest bardzo dochodowym interesem.

   Czy astrologię da się pogodzić z wiarą chrześcijańską? Czy zajmowanie się astrologią jest grzechem? Czy próbując poznać przyszłość na podstawie obserwacji biegu planet, nie sięgamy po wiedzę zarezerwowaną wyłącznie dla Pana Boga?

  Biblia jednoznacznie i kategorycznie sprzeciwia się astrologii, nie po to, by zamknąć przed nami możliwości intelektualnych poszukiwań i zdobycia prawdziwej mądrości, ale chce nas ostrzec przed kłamstwami tzw. duchowych przewodników. Sztuki tajemne, nauki okultystyczne (głoszące istnienie nadprzyrodzonych tajemnych sił), są wytworem szatana, który jako ojciec kłamstwa, podstępna istota, znana już w trzecim rozdziale Księgi Rodzaju, który pragnie wiecznego unicestwienia każdego człowieka.

     Prawda ukazuje Boga, stworzenie i nas samych w jasnym świetle. Nie może zawierać żadnych wewnętrznych sprzeczności, jakie napotykamy w astrologicznych przekazach. Mądrość Boża na kartach Pisma Świętego głosi, że złudne jest pokładanie nadziei w gwiazdach, poszukiwanie wybawienia i uzdrowienia gdzie indziej niż w Bogu (Pwt 4,19; Iz 47,13). Dlatego nie można angażować się w okultyzm i równocześnie żyć w zgodzie z wolą Bożą. Ze sferą wiedzy tajemnej wiążę się śmiertelne niebezpieczeństwo: oddanie umysłu i duszy pod panowanie fałszu. Dlatego astrologii nie powinno się traktować „tylko dla żartów”, „z przymrużeniem oka”, czy czynić z niej jakiegokolwiek swojego hobby.

      Wiara, że przeznaczenie człowieka zapisane jest w gwiazdach i że przez horoskop można odczytać własną przyszłość neguje wolność człowieka i Opatrzność Bożą. Człowiek wierzący nie trapi się zbytnio pragnieniem poznania wszystkiego i za wszelka cenę. Świadomy własnej godności zdolny jest skłonić głowę w geście adoracji wobec Boga swego Stwórcy i Pana. „Nie wierzymy, aby to układ gwiazd wyznaczył doczesne narodziny Tego, który jest odwiecznym Stwórcą i Panem wszystkich rzeczy. Nie dlatego Chrystus się narodził, że zaświeciła gwiazda, ale dlatego zaświeciła, że Chrystus się narodził” – przekonuje św. Augustyn z Hippony  (354-430). Święty ten także daje nam jedną dobrą radę odnośnie astrologii: „Lecz od tych, którzy sądzą, że gwiazdy niezależnie od woli Bożej rozstrzygają, co mamy czynić, co nas spotka dobrego, co przecierpimy złego, winni odwracać uszy wszyscy… Zmartwychwstanie Chrystusa uwalnia każdego człowieka od lęku przed kosmosem”.

Lektura na temat wróżbiarstwa i magii:                                                                                                  Pismo Święte: Pwt 13,2-4; Pwt 18,10-12.14.20; Iz 47, 13-14; Jr 29,8. Katechizm Kościoła Katolickiego: artykuły nr 2115, 2116, 2117.

   Posiłkowałem się artykułem: Hanna Bartkiewicz, Iwona Korohoda „Igraszki z gwiazdami”, w: „Posłaniec św. Antoniego z Padwy”, nr 1/2015, s.6-11.


Edward Przebieracz 

ZAGROŻENIA  DUCHOWE   

Magia świąt Bożego Narodzenia

     Już coraz mniej zaskakuje nas fakt, gdy nawet przed uroczystością Wszystkich Świętych spotykamy w przestrzeni publicznej wiele różnorodnych nawiązań do Bożego Narodzenia: symbole, obrazy, pieśni, reklamy, markety pełne świątecznych gadżetów. Jednocześnie wiemy przy tym doskonale, że reklamowi i wystawowi Krasnale, Śnieżynki, brzuchaci Mikołaje nie są wyrazem prawdziwej religijności.

    To rodzaj swoiście rozumianej religijności bez Boga, demokratycznej i wolnej: religii ludu, zrodzonej z ludzi, dla ludzi, przez ludzi. Religii dającej przestrzeń wyjścia poza siebie, ale nie dotyczącą rzeczy ostatecznych; śmierci i losów pośmiertnych człowieka oraz celu i przeznaczenia ludzkości. Taka propozycja życia, która nie każe łamać sobie głowy problemem istnienia poza granicami bytu lub poza granicami ludzkiego poznania, ale zapewnia dobre samopoczucie, korzystanie pełnymi garściami z życia, spełnienie tu – na ziemi, w doczesności, spotyka bardzo wielu zwolenników. Naukowcy nazywają to religią cywilną bądź świecką, laicką.

     W okresie grudniowym wielu ludzi sięga po symbole związane z Bożym Narodzeniem: Mikołaja, choinkę, Dzieciątko, uczestniczą oni także w łamaniu się opłatkiem, tradycyjnym poście w Wigilię, składaniu sobie życzeń, wspólnym uroczystym posiłku rodzinnym, obdarowywaniu się prezentami. Nikt nie chce przecież być samotny i sprowadzony jedynie do konsumpcyjnego, ekonomicznego czy socjologicznego wymiaru. Dlatego wiele osób masowo przybywa na święta z emigracji, głównie jednak po to, by poczuć „magię świąt”, doświadczyć znanych tradycji i symboli, bo tam, gdzie mieszkają, czują obcość. Motywem jednak ich świątecznych zachowań nie jest wiara we Wcielenie (prawda wiary głosząca, iż Druga Osoba Trójcy Świętej - Jezus Chrystus, przyjął ludzkie ciało oraz ludzką naturę), ale wspólnota rodzinno-kulturowa, najkrócej pisząc: od żywej wiary ważniejszy jest obfity stół i wesoło, rodzinnie, spędzony czas.  

    Owa religia świecka ma  niezwykle istotną cechę, bardzo dziś pożądaną, której nie mają tradycyjne religie instytucjonalne – nie jest ani restrykcyjna, ani elitarna, ani roszczeniowa. Jest próbą zebrania społeczności wokół jakiejś idei, ale nie wiąże się z obowiązkiem przestrzegania przykazań i stosowania trudnych reguł moralnych. Dziś dla wielu ludzi to korzystająca z symboliki Bożego Narodzenia kultura, a nie religia, jest niejako „duszą” współczesnego, pozbawionego Boga, pełnego różnorakich zagrożeń, zimnego i coraz bardziej stechnicyzowanego świata.

     Patrząc na to, co dzieje się przed świętami Bożego Narodzenia – na wysyp pracowniczych i szkolnych wigilii i spotkań, na świąteczny wystrój przestrzeni publicznej i komercyjnej – stajemy się świadkami zjawiska, w którym kultura laicka dominuje w przestrzeni publicznej, w której  do tej pory, w naszym kręgu cywilizacyjnym, dominowało chrześcijaństwo. Centralna dla chrześcijaństwa idea Wcielenia w kulturze europejskiej (nie mówiąc już o globalnej) dla bardzo wielu ludzi przestała już być atrakcyjna. Każdy uważny obserwator współczesnych trendów widzi, że świat Zachodu wyraźnie w przestrzeni publicznej, instytucjonalnej, a jednocześnie proponuje pewien rodzaj zamiennika. Jest nim kultura laicka, z odpowiednio skonstruowaną własną pseudoreligijną opowieścią i symboliką.

    W kulturze świeckiej następuje wspieranie swoistego folkloru religijnego. Polega to między innymi na uczestniczeniu w obrzędach religijnych nie z wewnętrznej potrzeby spotkania z Bogiem żywym i dążenia do przemiany, ale ze względów kulturowych. Procesje, poświęcenia, śluby, pogrzeby czy inne ceremonie postrzegane są jako specyficzny rodzaj teatru, który uczestniczącym daje namiastkę duchowości bądź jest opłacalny politycznie. W takiej sytuacji rytuały, instytucje, zewnętrzne obrzędy stają się najważniejsze. Bez głębokiego doświadczenia nawrócenia religia staje się formą samą w sobie i celem dla samej siebie. Skutkiem tego jest odseparowanie życia prywatnego i społecznego od moralności chrześcijańskiej.

      Co zatem powinniśmy robić? Z całą mocą przeciwstawiać się fałszywemu, tylko kulturowemu postrzeganiu religii. Nic tak nie działa przekonywująco na innego, obcego człowieka, jak własny, osobisty przykład. W myśl słów św. Jakuba „Wiara bez uczynków martwa jest” (Jk 2,17.26) trzeba krzewić prawdziwą wiarę w każdym czasie i w każdym miejscu, nie tylko w czasie świąt Bożego Narodzenia.

Wigilia

 

opłatek

kolędy

choinka

prezenty

                                                     za stołem              miejsce

to wszystko

psu na budę

                                                               jeśli Chrystus                                                                                                                                                                                                                                                                                  nie narodzi się                                                                                                                               

w Twoim sercu.

 

                                        Edward Przebieracz

                               z przygotowywanego do wydania tomiku „Moja mała wiara”.

     Prawdziwa wiara jest świadomą i wolną relacją człowieka do osobowego, realnie istniejącego Boga, od którego człowiek czuje się zależny i do którego dąży jako do Najwyższego Dobra, nadającego sens jego życiu i działaniu. Tylko tak rozumiana religia ukazuje fundament prawdy  o człowieku i jego otwartość na Boga, stanowiąc naturalny początek właściwego przeżywania Bożego Narodzenia – nie jedynie jako kulturowego wydarzenia, ale osobistego spotkania z Bogiem Wcielonym.

    Bibliografia: M. Lilla, Bezsilny Bóg. Religia, polityka i nowoczesny Zachód, Warszawa 2009; ks. J. Grzybowski Szukając światła w nocy. Rozważania o religii, kulturze i polityce, Kielce 2019; J. Mariański, Religia w społeczeństwie ponowoczesnym, Warszawa 2010; J. Sochoń, Religia jako odpowiedź, Warszawa 2008; M. Szulakiewicz, Religia i czas, Toruń 2008; Z.J. Zdybicka, Człowiek i religia, Lublin 2006.

                                                                                                             Edward Przebieracz

Edward Przebieracz 

ZAGROŻENIA  DUCHOWE   
 
                                                  Apostazja - bohaterstwo czy dezercja?

    Jeszcze tego samego dnia 22 X 2020, gdy Trybunał Konstytucyjny orzekł o niezgodności z Konstytucją ustawy dopuszczającą tzw. aborcję eugeniczną*, rozpoczęły się masowe protesty feministek i ich zwolenników. Bardzo szybko obiektem ataków stał się także Kościół katolicki. Okazało się, że „forma protestu” jest nie tylko rzucanie z wściekłością w przestrzeń publiczną wulgaryzmów, ale także dewastacja obiektów kościelnych. To jeszcze nie wszystko – wkrótce pojawiła się idea apostazji, jako trwałej formy zerwania relacji z Kościołem.  

    Feministki ukuły hasło „narodowej apostazji”. Tym samym granice agresji i absurdu zostały mocno przesunięte. Apostazja została potraktowana jako banał, jako coś, co jest wyrazem aktualnej mody.

   Czym jest apostazja? Słowo to, wywodzi się z języka greckiego: apostasia – odstępstwo, oznacza: 1) dobrowolne, świadome i całkowite odejście od wiary człowieka ochrzczonego, 2) porzucenie stanu duchownego po wyższych święceniach lub z zakonu po ślubach wieczystych.

   Trzeba jednoznacznie powiedzieć, że ten rodzaj odstępstwa od wiary, zawsze w Kościele był uważany za najcięższe przewinienie. Apostaci, zwani także w okresie pierwszych prześladowań lapsi, byli surowo karani przez władze kościelne. W stosunku do nich używano kar degradacji lub ekskomuniki (czyli  wyłączenie grzesznika ze społeczności wiernych).

    Aktualnie obowiązujący Kodeks Prawa Kanonicznego z 1983 r. określa apostazję jako „całkowite porzucenie wiary chrześcijańskiej” (kan.751). Zachowana została w nowym prawie kościelnym kara ekskomuniki wiążącej mocą samego prawa w stosunku do apostatyczłowieka, który dokonał aktu porzucenia wiary religijnej, czyli apostazji (kan. 1364). Dodatkowe kary spotykają osoby duchowne (kan.1336).

    Apostazja stanowi zawsze grzech ciężki i bardzo poważne wykroczenie moralne. Wynika to z wielkości powołania chrześcijańskiego – wielkości i bezcenności daru, którym człowiek został obdarowany i którym – poprzez apostazję – dobrowolnie wzgardził.

   W tym miejscu trzeba spojrzeć na rzeczywistość wiary, która w pierwszym rzędzie jest darem Boga. To właśnie ten dar zostaje brutalnie odrzucony przez apostatę. Akt apostazji z perspektywy wiary jest więc aktem arogancji wobec działania Bożego i aktem pogardy wobec Miłości, która zstąpiła na ziemię.

   Katolicyzm podkreśla, że akt wiary zostaje utrwalony w sakramencie chrztu świętego. Wiara integralnie wiąże się ze chrztem, jest jego warunkiem, a chrzest jest swoistym wyznaniem wiary. Chrzest ma charakter pieczęci, która jest nienaruszalna. Dlatego trwałość tego sakramentu sprawia, że nawet ten, kto rezygnuje  z wiary, pozostaje nadal ochrzczonym. Mało tego, „Wielenie Syna Bożego świadczy o tym, że Bóg szuka człowieka” (Jan Paweł II „Tertio Millennio Adveniente”), dlatego Bóg pozwala apostacie w każdej chwili wrócić do Siebie, powrócić do wspólnoty z Bogiem w ustanowionym przez Niego Kościele.  

  Wydarzenia z jesieni 2020 r. odsłoniły w naszym kraju niewątpliwie kruchość naszej wiary. To, co dla wielu było monolitem okazało się nadwyrężona konstrukcją. Jednak najbardziej przerażający jest fakt banalizacji tego aktu wyrzeczenia się Boga. Nagle wielu celebrytów zaczęło publicznie, w różnych mediach, zwłaszcza w internecie, ogłaszać swoje odejście od wiary katolickiej. Nie trzeba było długo czekać, by w ślad za nimi poszli niektórzy wierni Kościoła katolickiego, także ludzie młodzi, którzy ponadto zaczęli rezygnować z lekcji religii w szkole. Pojawiły się różne artykułu i publikacje uświadamiające, typu: Apostazja jak dokonać? Dlaczego? Jak przebiega? Można powiedzieć, że nagle nastała pseudomoda na „wypisanie się” z Kościoła i chwalenie się takim „bohaterskimczynem w mass mediach, przy okazji dokopując kapłanom, ośmieszając Kościół katolicki i – niejednokrotnie – drwiąc z samego Boga. A przecież – jak zapewnia św. Paweł (Gal 6,7-8a) – „Bóg nie pozwoli z siebie szydzić”. Mało tego: Bóg nie pozwoli z siebie szydzić, nawet jeśli ktoś w Niego nie wierzy.

     Wielu „bohaterów”, którzy zrezygnowali z wiary katolickiej, tak naprawdę poprzez akt apostazji tym samym dokonali aktu dezercji z Kościoła katolickiego. Dlaczego? Przykazania Boże, Ewangelia Jezusa Chrystusa i nauczanie Kościoła katolickiego wymagają wysiłku ze strony człowieka, podporzadkowania się, wymagają pokory serca, posłuszeństwa, słuchania głosu Pasterza, wzywają do wyrzeczenia się swego „ego”, do przyjęcia i przeżycia cierpienia, do życia, w którym bardziej opłaca się być niż mieć. Nie każdemu taka opcja jednak odpowiada. Dlatego człowiek tworzy własną pseudoteologię, zastępując Boga prawdziwego swoim własnym bożkiem – stworzonym według swojego zapotrzebowania, dopasowanego do własnego wygodnego życia, do własnego, prywatnego dekalogu. Prawdziwy uczeń Chrystusa, mimo grzeszności i ciągłej walki ze złem, słucha Jego głosu, ale są i tacy, którzy nie chcą słuchać głosu Pana i odłączają się od Bożego stada, nie biorąc pod uwagę konsekwencji swej decyzji, które skutkują  (o ile wcześniej nie dojdzie do nawrócenia) życiem bez sakramentów, bez Kościoła, bez Boga, utratą prawa do pogrzebu katolickiego i w rezultacie samobójstwem duchowym: skazaniem się na wieczne potępienie.

*  *  *

Maryjo

zgubiłem nić sensu

i błądzę

w labiryncie życia

wstaw się

do Dobrego Pasterza

aby wziął na swoje ramiona

zagubną owcę

                                                                                                                                                                                     Edward Przebieracz                                                                                         

z tomiku  „Prawdziwa sława” – Wyd. Księgarnia św. Jacka, Katowice 1995, s.21.

* Termin aborcja eugeniczna stał się bardzo popularny w Polsce w momencie, gdy ruchy antyaborcyjne stworzyły projekty mające na celu zaostrzenie ustawy antyaborcyjnej. Wywołało to ogromne wzburzenie tych  kobiet, które chciały  móc decydować o własnym życiu oraz życiu swoich nienarodzonych dzieci, które cierpią na nieuleczalne  choroby i nie mają szans na zdrowe życie. Wówczas przeciwnicy, aby przekonać do swoich racji, zaczęli nazywać takie sztuczne poronienie aborcją eugeniczną.

  Posiłkowałem się  mądrym artykułem ks. prof. Pawła Bortkiewicza TChr „Apostazja. Banalizacja i szyderstwo”, który publikowany był w wielu w czasopismach i na  portalach katolickich, np.: kolobrzegwiary.pl


Edward Przebieracz 

ZAGROŻENIA  DUCHOWE   
 
                                                               Być jak Barbie

   Czym jest lalka dla dziewczynki? Pytanie to tylko pozornie wydaje się proste. Lalka to nie jest tylko przedmiot do zapełnienia czasu powierzchowną rozrywką. Z punktu widzenia dziecięcej psychologii jest to znaczący element całościowego obrazu świata. Lalka to dziecko, które dziewczynka usynawia i o które troszczy się jak o własne. Lalka to przyjaciółka, której powierza się swoje sekrety i tajemnice. Występuje tu i rozwija się silna identyfikacja emocjonalna, typowa zresztą dla dziewczynek. Ta głęboka empatia łatwo może przejść w więź duchową, bowiem poziom psychologiczny otwiera dziecko na poziom duchowy.

     Powaga „lalkowego tematu” narasta szczególnie wtedy, kiedy problem dotyczy naszych dzieci, ich rozwoju, zdrowia psychicznego, formacji, postaw życiowych, stosunku do rzeczywistości, a przede wszystkim, kiedy dotyka ich moralności i duchowości.  Jeśli problem zabawek dotyczy duchowości i religii, to dotyka także etyki i moralności, a więc problemu dobra i zła, wartości i antywartości. Z religijnego, zwłaszcza chrześcijańskiego, punktu widzenia ma to ogromne znaczenie dla zbawienia wiecznego. W tym kontekście można mówić o zabawkach i antyzabawkach. Nie trzeba być naukowcem, badaczem, by stwierdzić, że współczesne gry i zabawy (w tym i zabawki) stały się jednowymiarowe, powierzchniowe, dla dziecka niebezpieczne, destrukcyjne, siejące w jego umyśle i duszy nie tyle pustkę, co próbujące zawładnąć tą duszą poprzez wstrzyknięcie do niej jadu zła. A jak najprościej i najszybciej dobrać się do małego dziecka, by wykraść jego duszę? Poprzez zabawkę oczywiście.

       Jedną z tych szatańskich zabawek, które pragną wykraść, czy raczej zawładnąć duszą dziecka, jest lalka Barbie, którą opisać można najkrócej w ten sposób: wyzywający wygląd, wysokie obcasy, prowokujący ubiór (spódniczki mini), jaskrawy makijaż w złym guście, przypominający image prostytutki. Szybko jednak zauważono, że proporcje w budowie ciała Barbie nie są jednak naturalne. Nie tylko miliony dziewczynek na całym świecie, ale także dorosłe kobiety, próbowało uczynić się podobnymi do tej „idealnej figury”, doprowadzając się do anoreksji czy obsesji plastycznych operacji. Pojawiło się nawet określenie syndrom Barbie.

      Barbie to nie dziecko czy pluszowy miś, które można przytulić, zaopiekować się nimi. To jakby dorosłe, seksualnie rozwinięte kobiety (lub przedwcześnie rozwinięte), które mają rozwinięte fizjologiczne kobiece  cechy, jak np. obfity, wyeksponowany biust. Te młode kobiety-lalki nie potrzebują już czułości, ale modnych ciuchów, drogich samochodów i relacji damsko-męskich, ale głównie z bogatymi mężczyznami. To rodzi w umysłach dziewczynek określony styl życia, formuje model egoistycznych postaw i relacji. Dla dorosłego zabawka to przedmiot, a dla dziecka to jakby żywa istota, z która się identyfikuje na bardzo głębokim poziomie psychologicznym i duchowym.

       Dzieci próbują naśladować swoje zabawki, dlatego zabawki mogą doprowadzić do deformacji świadomości dziecka, zamazując różnice między dobrem a złem, między pięknem a brzydotą. Formują  w ten sposób fałszywe, światowe, snobistyczne i egoistyczne pojęcie piękna.

     Seksualna nieskromność, jaka epatuje ze strony lalek Barbie (a także innych, promowanych w mediach dziecięcych lalek, m.in. Monster High), w tym także podsycana chęć podobania się, sprzyja przekraczaniu granic także w obszarze duchowości, która skłania się ku magii. Seks i okultyzm mogą mieć ze sobą wiele wspólnego i często wzajemnie się inspirować, jak to wykazują badania naukowe.

      Rodzice powinni  szczególnie zwracać uwagę na to, co oferuje się dziś im dzieciom. Bez wątpienia należy dzieciom ograniczyć dostęp do przedmiotów i treści, które zahaczają o magię, okultyzm, satanizm. Niestety, niektórzy rodzice bagatelizują poważny problem, nie widzą przeszkód, aby ich dzieci bawiły się nieodpowiednimi dla nich zabawkami. Wydaje im się, że lalki Barbie są niegroźne, „bo to tylko zabawki”, „bo to tylko lalki”. Tymczasem możemy być pewni, że jeśli jest to tylko zabawa, to jest to zabawa w grzech, a więc coś, co nigdy nie będzie podobało się Bogu i z całą pewnością bardzo Go obraża.

      Sklep internetowy Nodik.pl tak reklamuje lalki Barbie: Pierwsza lalka Barbie trafiła do sprzedaży w 1959 roku i od tamtej pory jest jedną z najpopularniejszych zabawek dla dziewczynek na całym świecie. Syrenki, księżniczki, fashionistki - każda z lalek firmy Mattel przenosi małe dziewczynki do świata pełnego magii i niczym nieograniczonej wyobraźni. Każda mała dziewczynka powinna posiadać przynajmniej jedną Barbie, która stanie się jej towarzyszką w pierwszych latach życia. Pomoże ona zyskać nowych przyjaciół oraz oderwać się od codziennych obowiązków. Dziecięca wyobraźnia nie zna żadnych granic, a lalki Barbie sprawiają, że dziewczynki przez wiele godzin oddają się pasjonujące zabawie. Latająca wróżka, syrenka bądź księżniczka z zaczarowanej krainy, umożliwiają odgrywanie scenek z bajek i nie tylko. Dziewczynki chętnie bawią się lalkami Barbie zarówno samodzielnie, jak i z rodzicami lub w grupie rówieśniczej.

      Koniecznie przeczytaj: miesięcznik „Egzorcysta” nr 10 (74) październik 2018 – którego temat przewodni brzmi „Demoniczne zabawki” (artykuły m.in. „Zabawki i antyzabawki”, „Gry komputerowe – igraszki z diabłem”, „Kultura, która niszczy duszę”).


Edward Przebieracz 

ZAGROŻENIA  DUCHOWE   
 
                                                               Znieczulica

   Znieczulenie stosuje lekarz, np. dentysta, zazwyczaj w formie zastrzyku, by pacjent nie czuł bólu. Znieczulica to niewrażliwość na ból innego człowieka. Znieczulica to inaczej zamykanie się w swoich czterech ścianach i tym samym odgradzanie się od życia oraz od innych ludzi. Znieczulica to stawianie niewidzialnego muru nie tylko naprzeciw ludziom najbliżej mieszkającym, ale nawet tych z rodziny, z którymi mieszka się pod jednym dachem. To szczególnie bolesna sytuacja dotykająca,  pozostawionemu samemu sobie, człowieka cierpiącego.  Mówi się, że człowiek, który wiele wycierpiał w życiu, szybciej przyjdzie z pomocą drugiemu cierpiącemu, niż  ten, którego los tak bardzo nie doświadczył. Ten pierwszy po prostu rozumie, co znaczy cierpieć, a drugi nie za bardzo się w taką trudną sytuację wczuwa. Znieczulica negatywnie wpływa na relacje między ludźmi tworząc obcość z innym człowiekiem. Niejednokrotnie nasza obojętność jest tłumaczona, że lepiej się nie wtrącać, że to przecież żaden z moich znajomych, że my potrzebujemy spokoju i bezpieczeństwa, a to co wokół nas się dzieje nie obchodzi nas i nigdy nie spotka. Nie reagujemy. Spuszczamy wzrok. Udajemy, że nie widzimy tego, co dzieje się wokół nas – w autobusie, na ulicy czy za ścianą. Zdaniem naukowców to znak czasów, w których przyszło nam żyć. To choroba XXI wieku nazywana znieczulicą.

   Winda w budynku mieszkalnym. Wśród pasażerów chłopak i dziewczyna. On łapie ją za szyję, uderza i krzyczy: „Jesteś nic niewarta!”. Co na to pozostali? Nie reagują. Udają, że nie widzą, grają na telefonie, spuszczają wzrok, oglądają swoje ubranie lub szybko wychodzą z windy. Tak wyglądało doświadczenie przeprowadzone ostatnio przez pewną organizację, która za pomocą ukrytych kamer bada zachowanie ludzi w różnych sytuacjach. Scenkę z udziałem pary aktorów powtarzano wielokrotnie w ciągu dwóch dni. Wyniki eksperymentu zaskoczyły inicjatorów. Sądzili, że około połowy świadków przemocy w jakiś sposób udzieli pomocy ofierze. Ale stanowczo zareagowała tylko jedna kobieta.

     Reżyser Stanisław Bareja (1929-1987) w swych filmach pokazywał, że nawet w szarej komunistycznej beznadziei ludzie potrafili się z sobą solidaryzować i okazywać sobie życzliwość. Tak rzeczywiście było. Teraz mamy z tym do czynienia zdecydowanie rzadziej. Więzi społeczne systematycznie zanikają. Psychologowie tłumaczą narastającą obojętność faktem, że nigdy wcześniej nasze otoczenie nie było tak bardzo złożone, człowiek nie musiał przetwarzać aż tylu bodźców.  Ludzie, skupieni na gonitwie do swoich wytyczonych celów, po drodze potykają się o inne postacie, czasem leżące. Wymijają je slalomem i pędzą dalej. Inni stają się dla nas przezroczyści.

     Nie tylko obecnie, w czasie epidemii koronawirusa, sporo jest takich przypadków, gdy chorzy nie mogą liczyć na braterską czy sąsiedzką pomoc. Ludzi starszych, chorych, samotnych, czasem wymagających izolacji, mało kto chce, jeszcze tym bardziej bezinteresownie, wesprzeć. Muszą oni liczyć na dobrą wolę i pomoc innych, bo trzeba im posprzątać mieszkanie, zrobić zakupy, pójść do apteki, może gdzieś podwieźć… Przecież chorobie niejednokrotnie towarzyszy  wyjątkowa słabość i przykro jest człowiekowi, gdy nie znajdzie się nikt, nawet z (może nawet licznej) rodziny, kto na przykład ugotuje obiad, podzieli się choćby samą zupą. Znieczulica nie pozwala na ten drobny gest serca.

     Polscy internauci dostrzegli zagrożenie pod nazwą znieczulica. Na Facebooku powstała grupa „Nie dla znieczulicy w tym kraju”. Chociaż żyjemy w dobie konsumpcjonizmu, wciąż jest wiele akcji charytatywnych, niektórzy chętnie angażują się w wolontariat lub przekazują pieniądze na cele dobroczynne. I w takich ludziach nasza nadzieja, że jednak nie dla wszystkich zobojętnienie i znieczulica są powszechną normą, dzięki takim ludziom wzmaga się wiara, że nigdy nie nastanie czas kamiennych serc.

Najwyższy czas

 najwyższy czas

                                                         zrzucić brzemiona egoizmu
                                                         nienawiść przekuć w miłość 
                                                         i w niebie otworzyć
 konta dobrych uczynków
 
 najwyższy czas żyć tak
 by dla Boga nie zabrakło miejsca
 w żłobkach naszych serc 
  
najwyższy czas kochać tak
by cudze rany bolały jak swoje 
  
najwyższy czas
 rozebrać mur
z kamiennych serc zbudowany                              
 
Edward Przebieracz
 z  tomiku „Wiersze przebrane”- Wydawnictwo św. Macieja Apostoła, Lubliniec 2013 (s. 28). 
 

       W domu, na polu, na ulicy, poczytaj i obejrzyj na temat znieczulicy: Danuta Mastalska „Znieczulica” w: „Zeszyty Maryjne”, nr 2(140)/2021, s.38-39; Katarzyna Nowicka „Znieczulica społeczna – choroba XXI wieku”, w: „Wprost” nr 49/2014; https://sciaga.pl/tekst/136515-137-znieczulica-choroba-spoleczna;     https://tvmalbork.pl/aktualnosci/29841,czy-naprawde-tkwi-w-nas-znieczulica-spoleczna;  https://www.youtube.com/watch?v=pvk05k0pGGo


Edward Przebieracz 

ZAGROŻENIA  DUCHOWE   
 
                                                                 Gender
 

   W ostatnich latach pojawiła się na świecie nowa ideologia, która w sposób zdecydowany występuje przeciw chrześcijaństwu. Owa ideologia, której na imię gender (czytamy: dżender), próbuje wmówić ludziom, że nieważne są ramy biologiczne dotyczące ich płci. Genderyści proponują w tej sprawie dwie bardzo ważne rzeczy: 1) usunięcie ze świadomości człowieka faktu, że jest on mężczyzną albo kobietą; 2) swobodny wybór płci. Gender chce wprowadzić do świadomości, zwłaszcza najmłodszych, że w sprawach płci są niczym nieograniczeni i mogą w sposób dowolny ingerować w swoją biologię. Jednocześnie widzimy, jak niektóre nowe formy edukacyjne, zawierają wiele elementów ideologii gender i próbują pobudzać seksualnie nawet przedszkolaki. W Polsce sprzeciw części rodziców wywołał projekt „Szczęśliwa 15”, realizowany w przedszkolach w Rybniku. Rodziców zaniepokoiły powtarzające się pytania dzieci powracających z przedszkoli, między innymi dotyczące ubierania się chłopców w sukienki. Pseudoedukatorom chodzi o to, by w konsekwencji takich pseudopedagogicznych działań dać wielkie możliwości manipulacji ludźmi i ich niezdrowe namiętności wykorzystywać do różnych celów. Poza tym gender, wchodząc do naszych przedszkoli, szkół, a także na uczelnie, domaga się dużych środków finansowych na to, by jak najskuteczniej wprowadzać tą ideologię w umysły dzieci, młodzieży i studentów. Ideologowie gender chcą znieść pojęcie ojcostwa i macierzyństwa, zburzyć instytucję ojca i matki. Pojawia się przy tym także pojęcie osoby genderqueer, czyli takiej, która nie identyfikuje się ani jako kobieta, ani jako mężczyzna. Nie dziwi już fakt, że w  ankietach przedszkolnych i szkolnych dostrzeżemy zapis: opiekun 1 i opiekun 2.

      Za promowanymi programami pedagogicznymi typu  gender stoją przeróżne ośrodki, rozsiane po całym świecie, które mają potężne fundusze i nastawione są wrogo do całej cywilizacji chrześcijańskiej, a tak naprawdę mają jeden główny i wspólny cel: dążą do zniszczenia chrześcijaństwa.

      Jako nieprzypadkowy zatem jawi się ogromny atak na duchownych, zwłaszcza w internecie, których przedstawia się jako pedofilii, przestępców i ludzi niemoralnych. Chodzi o to, by odebrać im dobre imię, a Kościołowi dobrą, wypracowaną przez wieki, sławę. Bo Kościół stoi na przeszkodzie gender, a inaczej przecież zachowywać nie może się, gdyż odrzucić musiałby objawienie i Ewangelię.

  Tymczasem, czy nam się to podoba czy nie, rodzimy się wyposażeni w męski lub żeński „garnitur” płciowy i rozwijamy się jako mężczyzna lub kobieta, różniąc się dość zasadniczo na poszczególnych etapach rozwoju. A etapy te są także wyzwaniem i zarazem zadaniem dla każdego człowieka: dziewczynka winna więc wypracowywać w sobie jak najpiękniejsze cechy kobiecości, mężczyzna zaś – męskości, nakierowane w sposób naturalny na małżeństwo i rodzinę. Oczywiście, nie można mówić o małżeństwie w odniesieniu do związków osób tej samej płci, bowiem niemożliwe jest zrodzenie w nich potomstwa. Kościół zawsze uważał za grzech pozycie seksualne między takimi osobami, za małżeństwo uznając tylko związek  kobiety z mężczyzną. 

    Celem życia ludzkiego według ideologii gender byłoby jedynie maksymalne wykorzystanie swej płciowości, z nastawieniem na zaspokojenie przeróżnych potrzeb seksualnych. Dlatego ideologia ta jest niebezpieczeństwa dla całego życia społecznego, a przede wszystkim rodzinnego, skazanego praktycznie na unicestwienie. Trzeba bardzo mocno podjąć próby uświadamiania społeczeństwu niebezpieczeństwa, które przychodzi pod płaszczykiem ideologii głoszonych przez złotoustych ateistów i feministki, że rodzina jest złem, że istnieje ucisk kobiety w społeczeństwie, że nasze tradycyjnie religijne rodziny charakteryzuje przemoc i niemoralność. Jako chrześcijanie, jako uczniowie Jezusa Chrystusa – jedynego zbawiciela człowieka   musimy stawić czoła tej nowej rewolucji kulturowej, która niszczy podstawy życia społecznego (przykład: pikieta modlitewno-edukacyjna przeciwników ideologii gender na Placu Zbawiciela, Warszawa 2014). Jako ludzie wierzący nie możemy chować głowy w piasek, nie możemy lekceważyć tego poważnego zagrożenia duchowego, które na swym sztandarze wypisane ma hasło gender. 

    W liście do katolików na pierwszą niedzielę  adwentu 2013 episkopat Słowacji dokonał krytyki gender stwierdzając iż „ideologia gender jest gorsza od ateizmu”, natomiast w liście do wiernych na Niedzielę  Świętej Rodziny 29 XII 2013 episkopat rzymskokatolicki  Ukrainy przestrzegł przed katastrofalnymi konsekwencjami ideologii gender jako teorii sprzecznej z Bożym planem i prawem naturalnym. Z tej samej okazji list pasterski Episkopatu Polski dotyczył kwestii gender. Biskupi są zdania, że „gender jest ideologią o marksistowskich korzeniach”, która „promuje zasady całkowicie sprzeczne z rzeczywistością i tradycyjnym pojmowaniem natury człowieka” i napisali, że jej niebezpieczeństwo wynika „z głęboko destrukcyjnego charakteru zarówno wobec osoby, jak i relacji międzyludzkich, a więc całego życia społecznego”.

     Lektury do poczytania i do podumania, artykuły: Monika Kacprzak „Społeczne koszty wdrażania ideologii gender”, w: COLLOQUIA THEOLOGICA OTTONIANA 2/2014, s. 63-73; ks. Ireneusz Skubiś „Gender, czyli wilk w owczej skórze”, w: „Niedziela” nr 49 z 8 XII 2013, s. 22-23; książki: „Gender kontrrewolucja” Wydawnictwo M; Grażyna Lasoń-Kochańska „Gender w literaturze dla dzieci i młodzieży” Wydawnictwo WNAP, Słupsk 2012;  Marzena Nykiel „Pułapka Gender”, Wydawnictwo M 2014; Marzena Nykiel „Rozmawiając o gender. Argumenty bez mitów”, Wydawnictwo Sióstr Loretanek; ks. Dariusz Oko „Dyktatura gender”, Wydawnictwo Biały Kruk, 2014. 

                                                                                                                  Edward Przebieracz


Edward Przebieracz 

ZAGROŻENIA  DUCHOWE 
 

Zawiść

                                                                                      Lecz kiedy! ...oh, czujecie, wy, coście kochali!

                                                                                                   Jakim zawiść ogniem pali!

                                                                     Adam Mickiewicz (1798-1855) „Dziady – część IV”

      Zawiść to niebezpieczna wada duchowa człowieka, zdaniem historyka Jana Długosza (1415-1480), właściwa charakterowi Polaków. Korzeniem  zawiści jest próżność osobista i wrażliwość, a nawet: nadwrażliwość, na pozytywne wartości drugich. Powoduje ją i wzmacnia usposobienie melancholiczne, ogólna cierpkość duchowa, rozgoryczenie po życiowych porażkach,  a nawet doświadczenie przykrych zdarzeń losowych.

   Zawiść jest zawsze moralnie zła, bo ingeruje w cudze dobra nie mając do tego prawa. Przejawy zawiści: pogarda dla osiągnieć bliźniego, niszczenie jego dzieł, obmowa i oszczerstwo, mające na celu podważenie autorytetu bliźniego; podkreślanie własnych osiągnięć i wartości swojej osoby wobec chwalenia osiągnieć innych, pozbawienie bliźniego słusznie należących się mu tytułów, awansów czy nagród za osiągnięcia, nienawiść do innego człowieka ze względu na jego wyższość i wartość; radość z cudzych niepowodzeń, kpina i szyderstwo w nieszczęściu innych, jątrzenie i „kopanie dołków” pod bliźnimi; w skrajnych przypadkach zawiść może być powodem kradzieży, a nawet zabójstwa.

      Najprościej pisząc: zawiść  prowokuje człowieka do różnych złych czynów, których ofiarą jest nasz bliźni, tylko dlatego, że „odważył” się być w czymś lepszy od nas.

     Czym się różni zawiść od zazdrości? Zawiść, w odróżnieniu od zazdrości, połączona jest z gotowością do przeciwstawienia się bliźniemu i szkodzenia mu w miarę nadarzających się sposobności. Pokrewne jest tu zjawisko rywalizacji, mające bardziej charakter społeczny – współubieganie się o wyłączne posiadanie upragnionych wartości, które ze swej natury są niepodzielne. Zazdrość tymczasem jest to uczucie niechęci do innej osoby powodowane prawdziwym albo rzekomym zagrożeniem z jej strony dóbr osobistych, zwłaszcza emocjonalno-społecznych. Stąd o Bogu można powiedzieć, że jest „zazdrosny” broniąc swego prawa do wyłącznej czci, ale nigdy nie można do Stwórcy użyć wyrażenia „zawistny” (por. Wj 20, 5; Ptw 4, 25; Joz 24, 19).

     Jak pozbyć się trującego korzenia zawiści? Trzeba go jak najszybciej wyrwać poprzez zmianę nastawienia wewnętrznego. Człowiek dotknięty tą wadą winien wzbudzać w sobie życzliwość do ludzi, których przedtem nie darzył sympatią. W takich przypadkach szczególnie aktualna jest nauka Chrystusa o miłości nieprzyjaciół (por. Mt 5, 14). Przejawem tej miłości, a zarazem jej fundamentem, jest częsta modlitwa za nich, świadczenie im grzeczności przy nadarzającej się okazji (np. życzenia imieninowe, urodzinowe), podziękowanie za doznaną z ich strony przysługę, nieokazywanie na zewnątrz żadnej nieprzychylności. Wszelkie przejawy zawiści należy tłumić od razu, bo z czasem mogą się wzmacniać.

    Ponieważ szatan przybiera czasem postać anioła światłości (por. 2 Kor 11, 14), trudno się dziwić, że zawiść potrafi wślizgiwać się także do życia duchowego: wówczas człowiek na widok czyichś zalet staje się niespokojny, cieszy się  z upadku swojej siostry czy brata, pragnie tylko własnego wyróżniania. Swoją doskonałość buduje na własnej ambicji i stosuje wobec innych zasady walki konkurencyjnej.  

     Tymczasem każdy człowiek ma swój dar od Stwórcy, własne powołanie i  odmienne imię u Boga (por. Ap 2, 17) i powinien to w pełni urzeczywistniać, nie porównując się z nikim. Pierwsi mogą być bowiem ostatnimi, a ostatni pierwszymi,  i na tym między innymi będzie polegało wiele niespodzianek w niebie. Cieszmy się darami otrzymanymi od Boga, a o inne zapobiegajmy własnym wysiłkiem i współpracą z Bożą łaską.

    Już starożytni filozofowie pisali o zawiści, np. jeden z najsławniejszych filozofów starożytnej Grecji  Arystoteles  (384 p.n.e- 322 p.n.e) opisał zawiść jako ból, który odczuwamy w związku ze szczęściem innych.

    Także wielu Ojców  i Doktorów Kościoła wypowiedziało się na temat zawiści: św. Grzegorz z Nyssy (ok. 335-ok. 395) napisał w swym dziele „De vita Moysis” („Życie Mojżesza”), że „Zawiść to książę złych czynów, macierz śmierci, pierwsze drzwi grzechu, korzeń wad, początek boleści, rodzicielka klęski, przyczyna nieposłuszeństwa, zasada niesławy”. Św. Grzegorz Wielki (540-604) w „Moraliach”: „Z zawiści rodzi się nienawiść, szemranie, oczernianie, uciecha w przeciwnościach bliźniego, a utrapienie w jego pomyślności”. Św. Piotr Chryzolog  (406-450) w „Sermo” m.in. „Zawiść to trucizna występków, jad zbrodni, matka grzechów, początek wad”. O zawiści, jako jednej z dwóch wad głównych (wraz z lenistwem duchowym),  pisze także św. Jan od Krzyża (1542-1591) w słynnym swym dziele pt.  „Noc ciemna”.

        Na temat zawiści mówił  Papież Franciszek podczas  Mszy św. sprawowanej w Domu Świętej Marty  24 I 2020 (źródło:http://www.jp2w.pl/pl/37921/127365/Zamknac_drzwi_zazdrosci_zawisci_i_plotkom.html):  „Zawiść prowadzi do zabijania. To właśnie przez tę bramę diabeł wszedł na świat. Biblia mówi: Śmierć weszła na świat przez zawiść diabła (Mdr 2, 24). Zazdrość i zawiść otwierają drzwi do wszelkiego zła. Dzielą również wspólnoty. Wspólnota chrześcijańska, gdy cierpi – niektóre jej członki – z powodu zawiści, zazdrości w końcu się dzieli: jeden przeciw drugiemu. To silna trucizna. Jest to trucizna, którą znajdujemy w Kainie na pierwszej stronie Biblii”
      Ojciec Święty dodał, że w sercu osoby dotkniętej  zawiścią rodzi się gorycz. Nie potrafi ona śpiewać, wielbić Boga, nie ma radości, nieustannie patrzy na to, co mają inni, a czego ona nie ma. A to prowadzi do goryczy rozprzestrzeniającej się na całą wspólnotę. Natomiast efektem zawiści są plotki, próba poniżenia drugiej osoby, aby samemu ukazać się nieco lepszym.

    „Módlmy się za nasze wspólnoty chrześcijańskie, aby to ziarno zazdrości między nami nie zostało posiane, aby zazdrość nie zagościła w naszym sercu, w sercu naszych wspólnot i abyśmy mogli iść naprzód, uwielbiając Pana z radością. To wielka łaska, łaska, by nie popaść w smutek, w urazy, w zazdrość i zawiść” – zakończył swoją homilię Ojciec Święty. 

      Polecam do przeczytania: Maria Szyszkowska „Nienawiść i zawiść”, Wydawnictwo IWZZ, 1989;  Helmut Schoeck „Zawiść. Źródło agresji, destrukcji i biedy”, Wydawnictwo Fijorr, 2012; Jurij Karłowicz Olesza „Zawiść” (powieść), PIW 1959; Tadeusz Breza „Zawiść” (powieść psychologiczna), Czytelnik 1977;  Szymon Szymonowic „Flagellum livoris. Bicz na zawiść”, poemat, tekst łacińsko-polski, wyd. Towarzystwo Naukowe KUL, 2004.

      Polecam do posłuchania:  https://niedzwiecka.net/pdcst/dwie-paskudy-na-z-zazdrosc-i-zawisc/

                                                                                                                                Edward Przebieracz
 

Edward Przebieracz 

ZAGROŻENIA  DUCHOWE                                                                             

                                       Fonoholizm, czyli uzależnienie od telefonu

      Tak jak ludzie w XX wieku uzależniali się od różnych substancji, tak wiek XXI przyniósł falę uzależnień od różnych zachowań: zakupów, jedzenia, dostępu do Internetu, gier, ćwiczeń na siłowni, opalania itd. Każdy nałóg  można rozpoznać po charakterystycznych objawach, przede  wszystkim po tym, że dana czynność  (lub zachowanie) staje się najważniejsza.

      Telefon dzisiaj to chyba najbardziej podstawowe urządzenie elektroniczne, bez którego współczesny człowiek nie potrafi się obyć. Dzięki Internetowi mobilnemu, który zamieszkał w naszych telefonach komórkowych, mamy pod ręką dostępny cały świat. Z jednej strony daje to poczucie ogromnej niezależności, ale z drugiej jest istotnym zagrożeniem prowadzącym do uzależnienia.

       Na przykład osoba uzależniona od telefonu będzie się starała poświęcać temu urządzeniu  jak najwięcej czasu. Będzie z niego korzystać zaraz po przebudzeniu, podczas posiłków, wspólnych spotkań, zakupów, spaceru, w samochodzie, w szkole, w pracy, a nawet w toalecie czy w wannie. Jeśli  osoba uzależniona, w tym bardzo często dzieci i młodzież, spotka się z ograniczeniami i zakazami wówczas zareaguje złością, rozdrażnieniem, buntem, a nawet agresją, do której dochodzi, gdy stopień uzależnienia jest zaawansowany.

    Drugi objaw polega na tym, że dane zachowanie powoduje zmiany naszego nastroju. Objaw ten można najłatwiej sprawdzić obserwując swoje dziecko „z przyspawaną komórką do ręki” – czyli nastrój dziecka pogarsza się, gdy rodzic wprowadza ograniczenia używania smartfona. Niestabilność nastroju osoby uzależnionej zależy bowiem od korzyści lub ich braku, wynikających z korzystania telefonu.

     Po trzecie: tolerancja dawkowania. Nastolatek, aby ciągle mógł osiągać taki sam stan przyjemności jak na początku, musi zwiększyć dawkę danej czynności. Fonoholik wydłuża więc czas korzystania ze smartfona, mimo coraz większych szkód związanych z tym zachowaniem, o czym informują go zazwyczaj jego najbliżsi.

    Czwartym objawem jest tzw. zespół odstawienny. Kiedy nałogowa czynność zostaje przerwana lub znacznie ograniczona, wówczas człowiek uzależniony cierpi na szereg dolegliwości. Odczuwa przykre objawy somatyczne  i psychiczne, np. skurcze żołądka, bóle głowy, duszności, bezsenność, pobudzenie psychoruchowe. Ponadto wybucha gwałtowną złością, wywołuje kłótnie rodzinne, często reaguje agresją, która może przejść w apatię lub depresję.

    Przyczyną uzależnień młodych ludzi od urządzeń mobilnych są nie tylko problemy natury szkolnej czy rodzinnej, ale także poszukiwanie przyjemnych doznań i potrzeba eksperymentowania z nowymi urządzeniami.  Nasze dzieci i wnuki, pokolenie z XXI w., odkrywając świat cyberprzestrzeni, czują się w nim jak ryby w wodzie – mają swoich znajomych, własny język, pozycję społeczną. Niestety, świat urządzeń mobilnych , który początkowo fascynuje młodego człowieka, niejednokrotnie wciąga go tak głęboko w swą przestrzeń, że nie tylko uzależnia go, ale i niszczy, zwłaszcza duchowo. Potrzeba bliskości to jedna z elementarnych potrzeb emocjonalnych każdego człowieka, którą oferują zaspokoić urządzenia mobilne. Prawdziwa jednak bliskość – oprócz dialogu – zakłada jednak kontakt fizyczny, spotkanie z drugim człowiekiem twarzą w twarz. Nie wystarczy siedzenie godzinami w internecie, chatowanie, mailowanie, wysyłanie dziesiątków screenów, aby ochronić się przed samotnością. Kolejne lajki pod zdjęciami, wysyłane serduszka czy buźki cieszą tylko na chwilę. Prawdziwym wygranym jest ten, kto spotyka się z drugim człowiekiem w realu. Bliskość wymaga bowiem prawdy, a nie wyretuszowanego zdjęcia na potrzeby chwili.

    Uzależnienie od telefonu może prowadzić do zaniku zainteresowań i pasji życiowych. Spędzając z komórką coraz więcej godzin, przestajemy  nie tylko czytać książki, ale szkoda nam czasu na inne spędzanie wolnych chwil niż przed ekranem smartfona. Fonoholizm stopniowo zabiera nam po kawałku wszystkie inne przyjemności i pasje związane ze światem realnym. Mało tego: uzależnienie od telefonu może prowadzić do utraty kontroli nad własnym życiem.

    Dzieciom do 2 roku życia nie zaleca się kontaktu z tabletami i smartfonami, a w przypadku dzieci starszych powinno stosować się następujące zasady:

·        nie powinny one korzystać z urządzeń mobilnych codziennie. Dobrym pomysłem jest ustalenie dnia lub weekendu bez tabletu/smartfona,

·         należy wprowadzić zasadę zakazu używania telefonu przy stole podczas wspólnych posiłków,

·         dzienny kontakt z wszelkimi urządzeniami ekranowymi nie powinien przekraczać 30 min. w przypadku dzieci młodszych i 2 godzin w przypadku nastolatków,

·         trzeba wprowadzić zasadę niekorzystania z komórki przed snem i odkładania jej z dala od łóżka,

·         należy wyposażyć urządzenia mobilne w programy antywirusowe i aplikacje kontroli rodzicielskiej,

·         w przypadku małych dzieci rodzice powinni towarzyszyć dzieciom przy korzystaniu z nowoczesnych technologii i wykorzystać ten czas na uświadamianie zagrożeń i ochronę przed niebezpieczeństwami,

·         w przypadku starszych dzieci starać się wspólnie spędzać czas przed ekranem, wykorzystując go na budowanie relacji z dzieckiem;

·         nie należy traktować urządzeń mobilnych jako nagrody, a zakazu ich używania jako kary. Podnosi to w oczach dziecka atrakcyjność tych urządzeń i wzmacnia przywiązanie do nich.

    Wpływ na zachowanie dzieci i młodzieży mamy my – dorośli. To rodzice są pierwszymi i najważniejszymi modelami dla dziecka.  Jeśli rodzice używają  telefonów zbyt często i w nieodpowiednich miejscach, to na niewiele zda się pouczanie dzieci o szkodliwym wpływie smartfonu na człowieka. Nie można dziecku ograniczać korzystania z telefonu, gdy sami mamy problem, by odłożyć go na miejsce.

                                                                                                      Edward Przebieracz

Edward Przebieracz 

ZAGROŻENIA  DUCHOWE                                                                                       

                                                                          Telepatia


Edward Przebieracz 

ZAGROŻENIA  DUCHOWE                                                                             

                                                          Cywilizacje pozaziemskie

      Mimo, że nauka zdecydowanie odrzuca legendy o istnieniu innych cywilizacji w kosmosie  i wiąże je z ludowymi podaniami, prymitywną wiarą w siły przyrody lub wypaczone formy wiary w duchów przodków, to jednak w wielu kulturach istnieje przekonanie, a nawet wiara, w prawdziwość kontaktów z istotami z kosmosu, najczęściej spoza Układu Słonecznego. Na istnienie rzekomych cywilizacji pozaziemskich wskazywać ma niezwykły rozwój dawnych, wymarłych cywilizacji (np. Sumerów), które nie osiągnęłyby tak wysokiego rozwoju kulturowego bez pomocy obcych cywilizacji. Pojawiły ponadto się relacje osób, które twierdzą, że oni sami zostali porwani przez kosmitów, a następnie zabrani na statek kosmiczny.  

     W tym miejscu wypada zaznaczyć, że wiele doniesień o UFO (Niezidentyfikowane Obiekty Latające), w tym zeznania o „uprowadzeniach”, pozostaje w sprzeczności z koncepcją, według której kosmici są istotami o wyższej od naszej cywilizacji.

      Rodzi się zatem pytanie: czy zatem poza Ziemią istnieją alternatywne światy, zbudowane na innych zasadach i prawach niż ludzka cywilizacja?

      Tęsknota za kontaktem z kosmitami rodzi się z pragnienia lepszego i bardziej szczęśliwego świata. W twórczości literackiej i filmowej przedstawia się mieszkańców cywilizacji pozaziemskich (c.p.) żyjących w świecie niemalże doskonałym, nie tylko pod względem technicznym, ale także etycznym, co więcej, rzekomo doskonała technika umożliwia życie w świecie bez wojen, przemocy, niesprawiedliwości; do tego dołącza się brak chorób, długowieczność, czy nawet nieśmiertelności. W porównaniu z kosmitami człowiek jawi się jako okrutne i niedorozwinięte półzwierzę.

       Doskonały świat kosmitów wyrażają przede wszystkim jednak ich paranormalne zdolności (np. telepatia, czyli możliwość komunikacji pomiędzy formami życia bez użycia żadnych znanych człowiekowi zmysłów) i nadzwyczajna technika (materializacje, dematerializacje).  Istoty pozaziemskie przedstawiane są jako życzliwe, przestrzegające człowieka przed różnymi zagrożeniami, nadużyciami (np. energii jądrowej), a w efekcie możliwością samozagłady. Kosmici przy tym różnią się między sobą wielkością, kolorem, rodzajem zachowań i działań.

     Fascynację c.p. nie tylko podjęły wspomniane wcześniej literatura oraz film, ale przede wszystkim uczyniły z niego temat bardzo popularny i  niezwykle dochodowy. Opowieściami o spotkaniach z UFO poświęcony jest kwartalnik „UFO”, ufologię propaguje się na rozmaitych zjazdach, pseudonaukowych sympozjach, np. „UFO-Forum”, obchodzony jest Międzynarodowy Dzień UFO. Przekonanie o istnieniu c.p. wpaja się dzieciom nie tylko poprzez produkcję ufoludkowych kostiumów, zabawek i różnych gadżetów, ale i głosząc optymistyczne przesłanie, że między dziećmi ziemskimi a istotami z innych światów możliwa jest przyjaźń i pokój. Program poznawania i pokochania istot pozaziemskich jako „sympatycznych” Obcych jest treścią wielu kreskówek i filmów dla dzieci (np. „E.T”, reż. Steven Spielberg, 1982).  Temat  c.p. jest ciągle obecny w „ufologicznych” filmach dla dorosłych (np. „Mój własny wróg”, reż. Wolfgang Petersen, 1985), w którym ludzkość znajduje się w stanie wojny z pozaziemska rasą, a istoty pozaziemskie o odrażającym wyglądzie różnych monstrów, mogą być przez człowieka nie tylko akceptowane, ale również pokochane.  Także filmy science fiction często odwołują się do c.p., często gromadząc milionową widownię i odnosząc olbrzymi sukces kasowy, np. „Star Wars” (1997), a zwłaszcza „Gwiezdne wojny” (od 2015).

     Kult kosmitów propaguje w swej twórczości pisarz szwajcarski Erich von Däniken (ur. 1935), który w swej książce „Rydwan bogów” przekonywał, iż przybysze z kosmosu odwiedzili Ziemię 10 tys. lat temu i stworzyli ludzi. Obfitość argumentów Dänikena została obalona jako totalna fikcja, a sam autor przyznał, że swój materiał literacki traktował w sposób bardzo dowolny, co nie przeszkodziło mu wydać kilkanaście książek, sprzedanych łącznie w nakładzie ponad 50 mln egz. Swoistą religię Dänikena przejął nowy „prorok” Rael (Claude Vorilhon, ur. 1946), który założył sektę (potem nazwaną Ruchem Raeliańskim). Miał on otrzymać przesłanie dla całej ludzkości od przedstawiciela c.p., że „wszelkie formy życia na Ziemi wraz z człowiekiem zostały naukowo stworzone przez Kosmitów za pomocą inżynierii genetycznej (synteza DNA)” i że to „Kosmici zapoczątkowali wszystkie istniejące aktualnie religie”.

      Co mówią hierarchowie Kościoła Katolickiego na temat poglądu wiernych na temat kosmitów?        

      Ojciec Jose Gabriel Funes (ur. 1963):  „Nie jest to w sprzeczności z naszą wiarą, ponieważ nie możemy określić granic Bożej wolności tworzenia. Jeżeli nazywamy ziemskie istoty „bratem" lub „siostrą", dlaczego nie zwracać się do nich „bracie, kosmito"? On także jest dziełem stworzenia".

    Dyrektor Watykańskiego Obserwatorium Astronomicznego, jezuita, Guy Consolmagno (ur.1952): „Myślę, że możemy założyć, że jeśli będą pochodzić z Alpha Centauri lub galaktyki obok, są dziełem Boga. To wszystko to dzieło Boga! Jeśli kiedyś odnajdziemy inteligentne formy życia, powinniśmy sobie uciąć z nimi pogawędkę o inkarnacji".

      Papież Franciszek (Jorge Mario Bergoglio, ur. 1936)  zapytany: „Jaki należy mieć stosunek do kosmitów?” w 2014 roku powiedział, że „należy ochrzcić przybysza z kosmosu, jeśli wyraziłby taką chęć, gdyby jutro przybyła, na przykład, ekspedycja Marsjan, a niektórzy z nich przyszliby do nas, zieloni, z długim nosem i wielkimi uszami, jak opisują ich dzieci i jeden z nich powiedział: «Chcę zostać ochrzczony!». Co by się stało? Nie możemy obawiać się kosmitów, bo jeżeli istnieją, to są dziełem Boga, a jeśli Pan za tym stoi, naszym obowiązkiem jest to zaakceptować" - czytamy na międzynarodowym katolickim portalu Aleteia (wersja angielskojęzyczna): https://aleteia.org/2017/10/27/if-aliens-exist-can-catholics-believe-in them/?utm_source=deon&utm_medium=link_artykul

                                                                                                          Edward Przebieracz
 

 Edward Przebieracz 

ZAGROŻENIA  DUCHOWE                                                                                                                

                                                     Feng shui

      Feng shui z języka chińskiego oznacza „wiatr-woda” – jest to tradycja pochodząca ze starożytnych Chin, a konkretnie z religii taoizmu, który głosi bezosobowy ład w przyrodzie i społeczeństwie. Feng shui badą rzekomą współzależność energii życiowej chi i krajobrazu, lokalizacji mieszkania, rozplanowania i wystroju jego wnętrza. Chodzi o sztukę odczytywania danych terenu, by wznoszone budowle usytuowane były tam, gdzie występuje korzystna równowaga jing jang oraz gdzie energia chi może swobodnie krążyć. W sztuce tej chodzi o dobór elementów „odpowiednich” dla samopoczucia człowieka oraz jego pomyślności. Sztuka feng shui obejmuje szeroki zakres działań związanych z aranżacją przestrzeni w miejscu zamieszkania, używa się przy tym wahadełka lub różdżki, by za pomocą tych przyrządów wskazać miejsca niewłaściwe i wykluczone z idealnego planu lokalizacji (np. cmentarz czy miejsce zbrodni), twierdząc, iż  każde pomieszczenie przechowuje w sobie pamięć o wydarzeniach, zwłaszcza jeśli tym wydarzeniom towarzyszyły silne emocje. W związku z tym powstaje konieczność tzw. „oczyszczenia” terenu z „negatywnych energii”, zwłaszcza unikaniu – rzekomo szkodliwych energetycznie – spiczastych kształtów oraz przedmiotów w kształcie krzyża. Oprócz rzeźby terenu ideologia feng shui uwzględnia także negatywne oddziaływanie żył wodnych, rzek, jezior, wpływ gwiazd, planet i konstelacji, pozycji Ziemi, Księżyca, pór roku, sił jang... W wyniku przeróżnych „oczyszczających” zabiegów unika się nieszczęść, a zyskuje szczęście, sukces i błogostan.

    Dla zapewnienia ochrony przed niepowodzeniem czy złem często stosuje się odpowiednie – wywodzące się z Indii, Chin i Tybetu – rytuały i medytacje, które mają ochronić mieszkańców, np. zastawianie „pułapek na demony”, czemu mają służyć specjalne dzwonki nad drzwiami wejściowymi. Jeśli odstraszające złe duchy dzwonki nie wystarczą, należy szukać innych, skutecznych środków, a niekiedy nawet przebudować dom czy biuro, zwłaszcza w przypadku, jeśli ktoś inny wybuduje w pobliżu nieco wyższy budynek.

   Feng shui kieruje się do świata bożków i duchów (tzw. idolatria), do magii, jest formą kultywowania różnych pseudonauk i przesądów. Takie magiczne myślenie, gdzie dobro utożsamia się z sukcesem, zaś zło z klęską czy niepowodzeniem, jest tym groźniejsze, że przenika do  architektury i sztuki wystroju wnętrz, stając się obowiązkową i modną praktyką ludzi zamożnych, także popularną wśród celebrytów, mocno promowaną w różnorakich mediach, zwłaszcza w Internecie możemy znaleźć mnóstwo stron publikujących „wiele wskazówek dotyczących harmonijnej aranżacji wnętrz” . Popularyzowana także w wielonakładowych i bogato ilustrowanych książkach jako koncepcja neutralna, bezpieczna i łagodna, jest w gruncie rzeczy ukrytą formą ataku nie tylko na zwykłą prawdomówność w kulturze i uczciwość intelektualną, ale zwłaszcza na kulturę i wiarę chrześcijańską.

   Do dziś jeszcze w Chinach przed rozpoczęciem jakichkolwiek robót ziemnych czy budowy, każdy musi zasięgnąć rady geomanty (różdżkarza), aby nie popaść w konflikt z duchami przyrody, działającymi za pomocą „promieniowania ziemskiego” z „żył wodnych”. W razie konfliktu nieszczęście spada na całą rodzinę i okolicę. Nie tylko dla dzisiejszych Chińczyków stosowanie zasad feng shui jest sprawą priorytetową w codziennym życiu, bo feng shui ma zapewnić komfort we wszystkich sferach życia, zapewnić miłość, zdrowie, harmonię, powodzenie, karierę, czy bogactwo. Próbuje także wnikać w życie intymne człowieka: Jeśli w Twoim życiu brakuje kogoś najważniejszego, jesteś samotna i chcesz to zmienić albo w związku nie układa się zbyt dobrze, warto nad tym popracować, stosując zasady feng shui w sypialni (cytat za: https://www.urzadzamy.pl/salon/feng-shui-w-domu-najczestsze-bledy-podczas-aranzacji-mieszkania-jak-uniknac-aa-PdWd-txNg-KyjT.html).

      Niestety, feng shui zdobywa sobie coraz większą popularność w Europie, a także w Polsce. Współczesna obawa, często zabobonna, przed działaniem „żył wodnych” w domach zbudowanych nad nimi (podsycana przez różdżkarzy) sprawia, że ludzie próbują się na różne sposoby zabezpieczyć przed działaniem „złych mocy”, poprzez instalowanie różnych odpromienników czy ekranów, eliminujących rzekome promieniowanie. Jednocześnie, stosując tego rodzaju fetysze i talizmany, ludzie ci wiążą się z niebezpiecznym światem duchowym, nie tylko obcym, ale przede wszystkim wrogim tradycji chrześcijańskiej.

    Człowiek zawierzając taoistycznej nauce o lokalizacji tajemnych źródeł energii i sposobach jej rozprzestrzeniania się, tworząc i wierząc w zasady optymalnego budowania i urządzania domów oraz biur ze względu na przepływ energii, która ma wpływ na ludzkie powodzenie, zdrowie i szczęście, odcina się tym samym od jedynego i prawdziwego  źródła mocy, zdrowia i szczęścia, którym jest Jezus Chrystus.  

    Na zakończenie chciałbym dodać pewne uzupełnienie, by nie wylewać dziecka z kąpielą. Musimy zwracać uwagę na to, jak projektujemy nasze domy i jak urządzamy ich wnętrza. Z dziada pradziada przekazywane są przecież – nic nie mające z feng shui - pewne zasady, które mają służyć dobremu, tj. wygodnemu i zdrowemu mieszkaniu. Od lat zalecano, by główne okna z domu wychodziły na południe, na zachód, gdyż po prostu dawały dużo światła i słońca. Unikano stawiania łóżka pod oknem, gdyż „ciągnęło zimno”. Były to zasady czysto zdroworozsądkowe, służące lepszemu wykorzystaniu tego, co dawała nam natura, bez żadnych tajemnych „energii” i „mocy”.

                                                                                                          Edward Przebieracz

Edward Przebieracz 

ZAGROŻENIA  DUCHOWE                                                                                                

                                                                  Homeopatia

      W niejednym kolorowym czasopiśmie pojawiają się artykuły promujące naturalne metody leczenia. Autorzy tych tekstów reklamują homeopatię jako całkowicie bezpieczną dla zdrowia metodę leczenia, która polega na stosowaniu minimalnych dawek środków, które podane w większych porcjach wywołują objawy podobne do danej choroby. Homeopatia lansowana jest jako nowoczesny sposób leczenia, który zawdzięczamy niemieckiemu lekarzowi Samuelowi Hahnemannowi. Lekarz ten nie tylko sformułował prawo: „Ta sama substancja wywołująca chorobę również ją leczy”, ale także zaatakował ówczesną oficjalną medycynę twierdząc, że popełnia ona wiele omyłek, stosując brutalny sposób leczenia poprzez silne środki, opium, spuszczanie krwi…                 

                                          Samuel Christian Friedrich Hahnemann  (1753-1843).

     Każdy, kto bliżej pozna biogram wynalazcy nowatorskiej metody leczniczej przekona się, że doktor Samuel był człowiekiem kpiącym z chrześcijaństwa i samego Jezusa Chrystusa, którego nazwał Arcyfantastą, a Jego dzieło zbawcze określał jako urojenie i zabobon.  Hahnemann – ojciec jedenaściorga dzieci – należał do sekty wolnomularskiej, był członkiem loży masońskiej, parał się spirytyzmem i jak sam oświadczył – homeopatia powstała dzięki informacjom przekazanych mu podczas seansów spirytystycznych. Słownik  Hahnemanna jest ezoteryczny (tajemny), jego myśli zostały zaczerpnięte ze wschodniej filozofii – hinduizmu.  Znając te fakty należy bezwzględnie odrzucić proponowaną przez tego naukowca metodę leczenia, w myśl słów Jezusa Chrystusa „że złe drzewo nie może rodzić dobrych owoców” (Mt 7,18). Z najważniejszej pracy Hahnemanna „Organon der rationellen Heilkunde” (Narzędzie rozumowej wiedzy lekarskiej) dowiadujemy się, że choroby to „czysto duchowy, dynamiczny rozstrój życia”. Trzeba więc, by działały w obszarze ducha, po to by „uduchowić materię”.

      W porównaniu z faktycznymi postępami nauk farmaceutycznych homeopatia jawi się jako powrót do magicznych praktyk, tyle, że ubranych w naukową postać. Bo jak wytłumaczyć fakt, że dla prawidłowej diagnostyki w homeopatii wykorzystuje się np. grafologię (charakter pisma), irydiologię (ocena stanu zdrowia na podstawie wyglądu tęczówki oka), akupunkturę (nakłuwanie specjalnymi igłami aktywnych punktów ciała) czy astrologię (datę i miejsce urodzenia pacjenta)? Bo jak wytłumaczyć fakt, że homeopatia używa ok. tysiąca substancji, z których większość została odkryta za pomocą wahadełka lub w czasie seansów spirytystycznych? Klasyfikacja chorób jest więc bardzo fantazyjna, tym bardziej, że w klasyfikacji owej totalnie ignoruje odkrycia innych dziedzin naukowych, np.  mikrobiologiczne czy chemiczne.

      Specyfiki homeopatyczne przed dopuszczeniem ich do obrotu nie przechodzą badań wymaganych dla innych produktów leczniczych. Ogromne pieniądze wydawane są na promocję tych homeopatycznych niby-leków i choć są one sprzedawane w aptekach nie figurują w „Urzędowym wykazie produktów leczniczych dopuszczonych do obrotu na terytorium Rzeczpospolitej Polskiej”. Kryzys naszej służby zdrowia stwarza doskonałe warunki do promowania mody na homeopatię. Zwłaszcza, że bez recepty dostępne są nie tylko specyfiki na grypę czy odchudzanie, ale też produkty na dolegliwości wymagające wizyty u specjalisty.   

       Jednym z filarów w reklamie homeopatii jest podkreślany brak skutków ubocznych homeopatycznych specyfików. Jednak nie jest to cała prawda – one występują, tylko są innej natury. U osób, które dłużej zażywały środki homeopatyczne pojawiają się mianowicie trudności w sferze duchowej, niektórzy bowiem bardziej potrafią zaufać homeopatii niż Panu Bogu. Także egzorcyści potwierdzają, że w swej praktyce spotkali się ze zniewoleniem duchowym, którego źródłem była homeopatia, u wielu ludzi pojawiły się takie problemy jak np. oschłość duchowa, depresja, brak poczucia sensu życia, zniechęcenie, opór przed modlitwą i samym Bogiem. Leczenie homeopatyczne jest owocem filozofii i religii hinduskiej, panteistycznej („Bóg jest wszędzie, także  w zwierzęciu czy w roślinie), ezoterycznej.

       Należy bezwzględnie pozbyć się ze swojej apteczki fiolek z homeopatycznymi granulkami, gdyż homeopatia jest bardzo niebezpieczna. Nie tylko dlatego, że człowiek magicznie pojmuje świat wierząc, iż lekarstwa homeopatyczne mają wpływać na siebie nawzajem, gdy buteleczki stoją obok siebie na półce. Jej niebezpieczeństwo ma inny wymiar: homeopatia obiecuje za pomocą energii, czyli za pomocą „istoty niematerialnej” rozcieńczonej w roztworze, poprawę zdrowia. Najkrócej pisząc: chcąc leczyć ciało tak naprawdę uśmierca duszę!

     Pismo Święte nigdy nie wspomina o energii, ale wyraźnie mówi o mocy. Ta moc objawia się najpełniej w Eucharystii. Tam bije źródło, z którego mamy czerpać siły duchowe i fizyczne.  Nie zapominajmy także o sakramencie namaszczenia chorych, który ustanowił Chrystus, by przez posługę Kościoła chorzy z mocy Ducha Świętego zostali uzdrowieni,  a cierpiący uzyskali pokrzepienie.

      Polecam lektury: artykuł: Maria Suszyńska „Homeopatia”, Miłujcie się! Nr 2-2008 , ss. 21-23; książka: Sergine Snanoudj „Aby opadły łańcuchy”, Chodzież [b.r.w] ss.119-121; słowniki: ks. A. Zwoliński „Mały leksykon zagrożeń duchowych”, Częstochowa 2014, ss.90-91; „Encyklopedia zagrożeń duchowych”, Radom 2009, ss.297-303.

                                                                                                          Edward Przebieracz

 

 Edward Przebieracz 

LGBT

     „Jestem katolikiem, ale…”. Takie zdanie można często usłyszeć w rozmowie ze współczesnymi katolikami. Wielu ludzi, mimo publicznie deklarowanej przynależności do Kościoła i wiary w Jezusa Chrystusa, popiera prądy myślowe, koncepcje lub ideologie, które są z wiarą katolicką zupełnie sprzeczne. Zazwyczaj stoi za tym nieświadomość, często naiwność, a w skrajnych przypadkach zła wola. Katolik, przyjmując konkretną wiarę i wyznając jasno określone wartości, nie może zgadzać się na wizję życia moralnego sprzeczną z nauką Kościoła i treściami zawartymi w Piśmie Świętym. 

        Skrót LGBT odnosi się do społeczności lesbijek (L), gejów (G), osób biseksualnych (B) i transpłciowych (T). Termin LGBT powstał w latach 60. XX w. w USA, a do powszechnego obiegu wszedł w latach 90. XX w. Istnieją różne skrótowce rozwijające ten podstawowy termin, jak LGBTQ – obejmujący osoby, które identyfikują się jako queer lub nie są pewne swojej tożsamości seksualnej (questioning) czy LGBTI – osoby interpłciowe. Akronimy te są niekiedy łączone, tworząc jeden wspólny – LGBTIQ  lub LGBT+, by objąć spektrum seksualności i tożsamości płciowych.

LGBT+ obejmuje:

  • Gejów – mężczyzn, którzy zakochują się w innych mężczyznach.
  • Lesbijki – kobiety, które zakochują się w innych kobietach.
  • Osoby interpłciowe, czyli te, które urodziły się jednocześnie z męskimi oraz żeńskimi cechami fizycznymi. O ich płci decyduje najczęściej rodzina lub lekarze. W takiej sytuacji po urodzeniu przeprowadza się operację u takiej osoby, aby została ona dziewczynką lub chłopcem. Kiedy osoba interpłciowa dorasta, okazuje się, że była to pomyłka.
  • Osoby transpłciowe to osoby, które czują, że ich płeć jest inna, niż ta przypisana im przy urodzeniu.
  • Osoby biseksualne to osoby, które zakochują się i w mężczyznach i w kobietach.

      Orientacja seksualna (opisująca to, w kim się zakochujesz i kto ci się podoba – heteroseksualizm, homoseksualizm, biseksualizm) i tożsamość płciowa (opisująca, to, z jaką płcią się identyfikujesz) to dwie różne i niezależne od siebie rzeczy. Jak głosi Stowarzyszenie Miłość Nie Wyklucza – można być osobą trans (chcieć uzgodnić płeć) i hetero (kochać osoby innej płci, niż własna). Można też być osobą homoseksualną (kochać osoby tej samej płci) i cispłciową (czuć się dobrze z płcią przypisaną przy urodzeniu).

      Niektórzy praktykujący katolicy uczestniczą w tzw. paradach równości, organizowanych przez środowiska LGBT.  Są wśród nich również osoby publiczne, a także dziennikarze mediów, które określają się jako katolickie. Jedną z wielu możliwych motywacji takich osób jest chęć podkreślenia tego, że Jezus przychodzi zbawić wszystkich ludzi. Jednak nie rozróżniają oni dwóch zupełnie różnych pojęć: szacunku dla człowieka i popierania ideologii sprzecznej z chrześcijaństwem.”. W nakazie „nienawidzić grzechu, miłować grzesznika” streszcza się cała postawa, jaką katolik powinien przyjąć wobec osób o innej orientacji seksualnej. Należy otaczać tych ludzi modlitwą i pomagać im w ciężkiej walce o zachowanie takiego obrazu życia, jakiego wymaga od człowieka ochrzczonego Ewangelia. Nie wolno ich prześladować, czy dyskryminować. Ale jednocześnie nie można pochwalać ich czynów i tolerować obnoszenie się z nieewangelicznym stylem życia, a tzw. parady równości są w swej istocie skrajnym przykładem gloryfikacji grzechu. Jednym z tzw. uczynków miłosierdzia pozostaje „Grzeszących upominać”, a nie „W grzechu utwierdzać”!

      Osoby ze środowisk LGBT potrafią być niezwykle agresywne, w słowie i zachowaniu, w stosunku zwłaszcza do katolików, przede wszystkim do duchowieństwa, do różnych instytucji kościelnych i Kościoła jako Domu Bożego. Kościół katolicki nie chce iść na ustępstwa i „naraża się” środowiskom LGBT niezmiennością głoszonych norm życia społecznego, zwłaszcza w dziedzinie seksualności, a które to normy wypływają z kart Pisma Świętego. I dodajmy: nigdy nie mogą być zmienione, nawet gdyby wszyscy ludzie tego chcieli, a nawet gdyby tego chciał anioł z nieba, gdyż innej Ewangelii nie ma. „Nadziwić się nie mogę, że (…) tak szybko chcecie przejść do innej Ewangelii. Innej jednak Ewangelii nie ma: są tylko jacyś ludzie, którzy sieją wśród was zamęt i którzy chcieliby przekręcić Ewangelię Chrystusową. Ale gdybyśmy nawet my lub anioł z nieba głosił wam Ewangelię różną od tej, którą wam głosiliśmy - niech będzie przeklęty! Już to przedtem powiedzieliśmy, a teraz jeszcze mówię: Gdyby wam kto głosił Ewangelię różną od tej, którą [od nas] otrzymaliście - niech będzie przeklęty! (Ga 1, 6-9).

        Pierwszym kościelnym dokumentem, otwierającym dyskusję na temat sytuacji osób homoseksualnych w Kościele, była  deklaracja o niektórych zagadnieniach etyki seksualnej „Persona Humana" z 1975 r., podpisana przez papieża Pawła VI. Deklaracja dotyczyła kwestii kształtowania osoby przez jej płciowość i odpowiadała na rewolucję obyczajową przełomu lat 60. i 70. Autorzy dokumentu, sygnowanego przez Ojca Świętego, podkreślali, że w niedawnym czasie nasiliło się „zepsucie obyczajów", wynikłe z nadawania płciowości przesadnego znaczenia, dlatego za swój cel obejmują uporządkowanie kościelnego nauczania na temat płciowości, które zawarte jest choćby w dokumentach Soboru Watykańskiego II.

     Teksty na temat homoseksualizmu znajdują się w „Katechizmie Kościoła Katolickiego” (nr 2357-2359). Zachęcam do ich przeczytania.

    Homoseksualizm jest w Biblii konkretnie potępiony, gdyż  Bóg stworzył człowieka jako mężczyznę i kobietę z zamysłem stworzenia przez nich rodziny, a więc rodzenia i wychowywania potomstwa (zobacz: Rdz 1, 27-28): „Ktokolwiek obcuje cieleśnie z mężczyzną, tak jak się obcuje z kobietą, popełnia obrzydliwość” (Kap 20, 13) oraz „Ani rozpustnicy, ani bałwochwalcy, ani cudzołożnicy, ani rozwiąźli, ani mężczyźni współżyjący z sobą, ani złodzieje, ani chciwi, ani pijacy, ani oszczercy, ani zdziercy nie odziedziczą królestwa Bożego” (1 Kor 6, 9-10). Święty Paweł negatywnie o homoseksualizmie wypowiadał się jeszcze w Liście do Rzymian (Rz 1, 26–27) i w Pierwszym Liście do Koryntian (1 Kor 6, 9–10). Za cytowanie tych właśnie fragmentów Pisma Świętego niedawno pewien człowiek w Polsce stracił pracę, a kanadyjski sąd w ogóle zakazuje ich przytaczania bez kontekstu jako „mowę nienawiści”!

     Podsumowując: nauka Kościoła o homoseksualizmie jest jednoznaczna. Składają się na nią trzy elementy. Po pierwsze, negatywna ocena współżycia homoseksualnego. Po drugie, wezwanie do szacunku i zrozumienia potrzeb duszpasterskich osób homoseksualnych, czy szerzej: osób ze środowisk LGBT. Po trzecie, wezwanie osób homoseksualnych (szerzej: LGBT) do wstrzemięźliwości, a pozostałych do współczucia i delikatności. Te trzy elementy są równoważne i nie wolno nam – jeśli chcemy pozostać wierni nauce Kościoła – podkreślać tylko jednego z nich, lekceważąc pozostałe.

 Edward Przebieracz 

Wschodnie sztuki walki

        Zainteresowanie wschodnimi sztukami walki w Europie pojawiło się w latach 70. ubiegłego wieku pod wpływem filmów (np. „Wejście smoka”, 1973) z  Bruceem Lee (1965-1993), który stał się idolem dla młodego pokolenia. Przyczyną ich rosnącej popularności była także brutalizacja życia codziennego, strach przed agresorem nie tylko w parku czy na ulicy, ale gdziekolwiek. Wiele dzielnic, zwłaszcza w wielkich miastach, okryło się złą sławą siedlisk przemocy. Mnóstwo ludzi zaczęło wtedy szukać sposobów, by „nie bać się na ulicy” i zgłębiać wschodnie sztuki walki, trenując w różnych sekcjach czy klubach prowadzonych przez, nagle licznych jak grzyby po deszczu, mistrzów karate, kung-fu, aikido czy judo. Status dyscyplin olimpijskich, perspektywa zdobycia medalu na olimpiadzie czy mistrzostwach świata, jeszcze bardziej zmotywował młodych ludzi do ciężkiego treningu i doskonalenia się we wschodnich sztukach walki.

      Lecz wschodnie sztuki walki to nie tylko sport. Niestety, wiem, co piszę, bo w swej młodości trenowałem karate, a potem, będąc już człowiekiem dorosłym i mającym rodzinę – dłużej i bardziej poważnie – uprawiałem judo. Nawet wciągnąłem w treningi swego wtedy kilkuletniego syna i wspólnie wyjeżdżaliśmy na obozy treningowe.  

   Powtórzę więc z całą świadomością: wschodnie sztuki walki to nie tylko sport. Za karate, kung-fu, aikido czy judo kryje się bowiem cały system filozoficzno-duchowy, całkowicie obcy kulturze chrześcijańskiej. Ludzie, którzy uprawiają sztuki walki, świadomie bądź nieświadomie, stają się także wyznawcami pewnej duchowości, która w założeniu jest „dynamiczną formą medytacji”. W ciągu kilku tysięcy lat ludzie Wschodu kierowali sposoby medytacji na osiągnięcie oświecenia i znalezienie punktu równowagi, w którym nie ma różnic i przeciwieństw, a dobro i zło są dwoma stronami jednej całości. Wszystko istnieje dzięki przepływowi energii między jin a jang. Mistrzowie wschodnich sztuk walk, doskonaląc się fizycznie i duchowo całymi dniami przez szereg długich lat (jak pokazano to np. w filmie „Klasztor Shaolin”, 1982) nabywają zdolności, które my uważamy za paranormalne, za okultystyczne – czyli moce tajemne: chodzenie po zaostrzonych nożach, kładzenie się na rozżarzonych węglach czy potłuczonych butelkach, potrafią skoczyć na pudełko zapałek nie gniotąc go, czy przyjąć każde uderzenie na swoje ciało bez pozostawienia żadnego śladu, potrafią łamać przedmioty, które są nie do złamania, otrzymują moce uzdrowieńcze. Mistrz Morihei Ueshiba (1883-1969), twórca sztuki aikido, tak tłumaczył, czym jest jego wynalazek: „Aikido, które praktykuję, ma miejsce dla każdego z ośmiu milionów bogów świata i ja współpracuję z nimi wszystkimi. Uczyń samego siebie obrazem Buddy. Wszyscy powinniśmy być przemienieni w bogów lub zwycięskich Buddów. Aikido doskonali i uzupełnia wszystkie religie. W każdej chwili musimy podążać boską ścieżką heiki”.

    Celem wschodnich sztuk walk jest także osiągniecie przez ich adepta całkowitej pewności siebie. „Twoja prawdziwa siłą zależy tylko od ciebie” – mawiał najwybitniejszy mistrz karate Masutatsu Oyama (1923-1994). Tymczasem chrześcijańscy ojcowie pustyni twierdzili, że zwycięstwo szatana zasadza się na naszej pysze: im bardziej samym sobie doskonali, tym mocniej jesteśmy zniewoleni. Oddawanie czci mieczom czy portretom mistrzów walk można uznać za bałwochwalstwo. Jeszcze groźniejsze dla człowieka jest otwarcie się na różne szkodliwe energie, poprzez trening „ubóstwiające” człowieka, np. energię zhin. Tak więc naprawdę  adepta sztuki walki wzmacniają nie tyle prawdziwe umiejętności sportowe, ile różnorakie siły demoniczne, objawiające się m.in. w napadach agresji i złości. Trzeba to powiedzieć wprost, że sztuki walki nie są do pogodzenia z duchem miłości, pokoju i łagodności, który promieniuje z Ewangelii od osoby Jezusa Chrystusa. I nie bajką jest twierdzenie, że przez praktykowanie sztuk walki można ulec opętaniu. Św. Piotr ostrzega: „Znaleźli się fałszywi prorocy wśród ludu tak samo, jak wśród was będą fałszywi nauczyciele, którzy wprowadzają zgubne herezje. Wyprą się oni Władcy, który ich nabył, a sprowadzą na siebie rychłą zgubę. A wielu pójdzie za ich rozpustą, przez nich zaś droga prawdy będzie obrzucona bluźnierstwami” (2 P 2,1-2).

      Najkrócej: wszystkie sztuki walki mają swe korzenie na Wschodzie (Japonia, Chiny, Korea), wyrażają jego filozofię i mają ścisły związek z medytacją, są bowiem jedną z jej form. Wśród nich do najważniejszych należą: karate – stosuje metodę typową dla filozofii hinduskiej: kształtowanie ducha ludzkiego poprzez kształtowanie ciała; taekwondo – to koreańska sztuka walki zbliżona do karate; kung-fu  – tłumaczy się jako „człowiek-ekspert”, „człowiek-artysta” i jako wzór obiera chińskiego mistrza Konfucjusza (551 p.n.e. – 479 p.n.e.); jujitsu – jest połączeniem kung-fu i japońskich sztuk walki, koncentruje się na umiejętności atakowania i zadawania przeciwnikowi śmiertelnych ciosów; aikido –  to nazwa japońska „drogi, która prowadzi do zjednoczenia z powszechnym duchem”; kendo – to „ścieżka miecza”; judo – wywodząca się z jujitsu „droga miękkości”.

     Wschodnie sztuki walki tratuje się jako zwykle dyscypliny sportowe, co ułatwia ich promocję w krajach tradycyjnie chrześcijańskich. W Kościele katolickim pojawiło się jednak wiele głosów ostrzegających przed nimi jako nośnikami wrogiej filozofii życia i światopoglądu. W 1990 r. Stolica Apostolska opublikowała instrukcję, w której zaleciła roztropne podejście do różnorakich form medytacji wschodnich. Także wspólnoty ewangelickie czy protestanckie nie dały się zwieść naukom odciągającym od Boga i uznały, że duch filozofii leżącej u wschodnich szkół walki jest sprzeczny z Ewangelią.

Edward Przebieracz                                                                            

                                                             Okultyzm

        Wyraz „okultyzm” pochodzi od łacińskiego słowa occultus, czyli tajemny, ukryty, mroczny. Najkrótsza definicja okultyzmu: całość wiedzy tajemnej i praktyk z nią związanych. Chodzi o takie praktyki czy sposoby przepowiadania przyszłości, które czerpią z ukrytych bądź tajemnych mocy natury lub kosmosu, a których nie można zważyć i zmierzyć. Okultyzm jest sztuką odgadywania przyszłości, przewidywania przyszłych wydarzeń, odgadywania charakteru człowieka (wróżbiarstwo); umiejętnością wywoływania nadnaturalnych, cudownych skutków za pośrednictwem nadludzkich sił (magia); odwoływania się do duchów w celu nawiązania kontaktu ze zmarłymi (spirytyzm), by za ich pośrednictwem doświadczyć nie tylko objawień z zaświatów, ale także poprawy sytuacji materialnej, a zwłaszcza stanu zdrowia (uzdrowicielstwo okultystyczne). Inną, istotną współcześnie, gałęzią okultyzmu jest kult pogańskich bogów i bożków (np. słowiańskiego Światowida),a stąd już tylko jeden krok do ubóstwienia Szatana, którego nazywa się władcą ludzkości. Właśnie: okultyzm odwołuje się do sił demonicznych, satanistycznych, by człowiek zatracił właściwą ocenę dobra i zła, prawdy i kłamstwa, by ostatecznie zamiast Boga i szczęśliwego życia wiecznego w raju wybrał Jego przeciwieństwo: Szatana, z jego bezgranicznym królestwem nienawiści i zła. Okultyzm zmierza w przeciwnym kierunku niż religia. Religia dąży do oczyszczenia człowieka z egoizmu, gdy okultyzm to jego rozbudzenie i rozszerzenie.  Okultyzm jest antyreligią, bo jest techniką zdobycia siły duchowej, która jest zdecydowanie różna od łaski Bożej. Dla wielu więc chrześcijan „okultystyczny” znaczy tyle samo co „demoniczny”, „szatański”. Z drugiej strony wielu podających się za wierzących godzinami siedzi przed TV, czy wertuje w internecie strony pełne praktycznych wskazówek na temat czarowania, posługiwania się wahadełkiem, wróżenia z kart, wywoływania duchów itp. Liczne ankiety potwierdzają smutną prawdę, że zainteresowanie okultyzmem ciągle rośnie. Wielu ludzi przyznaje się, że brało udział w praktykach okultystycznych, a jeszcze więcej posiada na ten tychże praktyk odpowiednią wiedzę.

    Wśród tych „wielu”, niestety, dość znaczny procent stanowią dzieci i młodzież. Z okultyzmem związane są pewne zjawiska z życia naszych dzieci  czy wnuków, które na pierwszy rzut oka niewiele mają wspólnego z czarownicami, wahadełkiem czy tarotem. Należy do nich w pierwszym rzędzie literatura fantastyczna: książki (np. „Harry Potter”), czasopisma (np. „W.I.T.C.H.”) oraz filmy i seriale z tego gatunku (np. ”Pokemony”), w których aż roi się od czarów. W filmach i komiksach dużą rolę odgrywa reinkarnacja, magia, wszechobecne są różnorakie demony, nakłaniające nie tylko do destrukcji, do zła, ale prezentujące zło (np. zemstę) jako dobro, jako akt bohaterski. Równie niebezpieczne są gry komputerowe, w których postacie występujące to magowie, czarownice, druidzi, posługują się zaklęciami niczym potężna bronią. W niektórych grach (np. „Black and White”) można nawet samemu stać się bogiem i dorobić się gromady wiernych wyznawców.

      Z rzeczywistości wirtualnej przejdę do przykładu ze świata realnego. Od wielu lat panuje u nas moda na amerykańskie święto Halloween, obchodzone wieczorem w przededniu Wszystkich Świętych. Trzeba w tym miejscu konkretnie powiedzieć: ponieważ święto to wywodzi się z rytuałów pogańskich (celtyckich, Irlandia), podczas których oddawano cześć różnym bożkom (w tym siłom przyrody) poprzez co służono demonom, udział chrześcijanina w tych obrzędach – w jakiejkolwiek formie, choćby niewinnej zabawy – oznacza jednocześnie zdradę własnej wiary, zdradę Jezusa Chrystusa. Niemożliwe jest połączenie magii z chrześcijaństwem!

    By uprawiać okultyzm nie trzeba być zadeklarowanym satanistą, brać udział w tzw. czarnych mszach, wywoływać duchy, wystarczy w jakikolwiek sposób popierać, promować (w sposób jawny czy skryty) swym życiem, twórczością, wykonywaną pracą, wszelkie wartości sprzeciwiające się nauce Kościoła katolickiego, godzące w treści Dekalogu i Ewangelii (np. aborcję czy eutanazję), w osobę Jezusa Chrystusa jako Boga i jedynego zbawiciela człowieka. Takowym postępowaniem człowiek wyklucza siebie ze wspólnoty Kościoła i osób wierzących, staje się heretykiem i czcicielem Szatana.

   Jestem ochrzczony, przymierze miłości, które Bóg ze mną zawarł jest cały czas aktualne. Dysponując wolnością mam prawo zwrócić się z modlitwą do samego Boga. Próbując jednak podpatrzyć Jego tajemnice, nie wystawiam sobie dobrego świadectwa. Nie powinienem na własną rękę przekraczać granic życia ziemskiego i niezależnie od Boga zawładnąć Jego tajemnicami. Być wiernym Bogu tzn. wierzyć w Niego i służyć Mu poprzez wypełnianie Jego słowa. W swej codziennej rzeczywistości albo obdarzam zaufaniem Boga żywego, albo ufam wyimaginowanym siłom magicznym. Jeśli mam problem w życiu powinienem szukać jego rozwiązania u stóp Mistrza z Nazaretu, a nie w gabinecie tarocisty czy przed szklaną kulą u pani wróżki. 

   Pan Jezus powiedział: ”Nie można służyć Bogu i mamonie” Łk 16,13. A komu Ty służysz: Bogu czy mamonie?

   Bibliografia: Ks. A. Zwoliński „Mały leksykon zagrożeń duchowych”, Częstochowa 2014; Ks. Aleksander Posacki SJ „Encyklopedia zagrożeń duchowych”, Radom 2009; Hansjorg Hemminger „Ezoteryka i okultyzm. Poradnik dla rodziców”, Kraków 2005.


 
Edward Przebieracz

 Horoskop

        Wyraz „horoskop” pochodzi z języka greckiego: hora – czas; scopos – obserwator. Jest to wykres stanu „nieba” (konstelacji gwiazd) w określonym momencie czasowym, który dotyczy przede wszystkim narodzin człowieka, ale też znaczących wydarzeń w jego życiu. Sporządzany jest w celu zbadania i określenia charakteru oraz losu (przeznaczenia) człowieka. Wykres narodzin (zwany kosmogramem) analizowany jest przez „specjalistów” w tej dziedzinie, zwanych astrologami, którzy na podstawie położenia planet na tle znaków zodiaku „udowadniają” oddziaływanie przeróżnych energii  kosmicznych (pochodzących z gwiazd) na człowieka.   

     Większość  czasopism prowadzi stałe rubryki poświęcone horoskopom, wcale nie informując przy tym czytelników, że horoskop nie ma absolutnie żadnego uzasadnienia naukowego. Zainteresowanie horoskopami wynika z potrzeb psychologicznych i duchowych człowieka. Nie jest prawdą, że ludzie zwracają się do astrologii powodowani tęsknotą za związkiem z kosmosem, lecz potrzebę prawdziwego sacrum, którym jest wymagający Bóg (przestrzeganie dekalogu, cierpienie, dobre uczynki, wiara w Jezusa Chrystusa) zastępują tanią, bo niczego nie wymagającą, a nadto fałszywą wiarą w horoskopy. Opatrzność Boża, wpływ Boga na los człowieka i świata zastąpiony zostaje układem gwiazd. Horoskop niektórym ludziom dodaje nowej godności, pokazuje im jak mocno i głęboko związani są z całym wszechświatem. Poprzez przepowiedzenie astrologiczne, wyrażające się  w horoskopach, niewątpliwie działa szatan. Mistrz i ojciec  kłamstwa stosuje różne tricki, by odwieść ludzi od Boga, a jedną z tych sztuczek jest horoskop. Już św. Tomasz z Akwinu (1225-1274) pisał: „Wszelkie wróżenie posługuje się jakąś radą i pomocą szatańską do poznania przyszłych wydarzeń. Niekiedy wróżbici wzywają tej pomocy wyraźnie, niekiedy zaś demony w sposób ukryty wpływają na poznanie rzeczy przyszłych, nieznanych ludziom, im zaś znanych”.  Tymczasem Bóg przestrzegał Naród Wybrany przed przypisywaniem gwiazdom boskiej władzy nad życiem (Pwt 4,19). Przypisywanie boskiej mocy gwiazdom Pismo Święte nazywa głupotą (Mdr 13,1-5). Święty Paweł przestrzega, by unikać ludzkiej filozofii, będącej czczym oszustwem i wszystkiego, co jest oparte na ludzkiej tradycji, na żywiołach świata, a nie jest oparte na Chrystusie” (Kol 2,8-9).

   Horoskop, w świetle nauki Kościoła, jest przejawem astrologicznego wróżbiarstwa, które wynika z dawnych kultów astralnych (np. cześć oddawana gwiazdom). Astrologia, znana już w pogańskim świecie starożytnym (Babilonia, Egipt, Majowie, Aztekowie) jest zabobonem, ponieważ twierdzi, że życie i przeznaczenie człowieka uzależnione jest od wpływu gwiazd. Nie tylko najważniejsze chwile życia człowieka jak narodziny, ślub, czy śmierć mają być uwarunkowane układem gwiazd, ich naturą, budową, pozycją na niebie, ale także jego cechy charakteru i temperament. Trzeba pamiętać, że pozycje gwiazd astrolodzy ustalają na własną rękę i jest ona niezgodna z ich rzeczywistym położeniem, obserwowanym przez astronomów przy pomocy najnowocześniejszych teleskopów. Dlatego trzeba wyraźnie rozróżnić zabobonną astrologię od astronomii, która jest nauką ścisłą.  Horoskop miesza elementy nauki z domysłami, ośmieszając wiarę w Opatrzność Bożą, czyli nieustaną, czułą opiekę kochającego, osobowego Boga. Twierdzenie astrologów, że wpływ gwiazd determinuje człowieka w jego decyzjach, zachowaniu i wyznacza jego drogę życia, sprzeciwia się prawdzie o wolności człowieka, która objawił nam Pan Bóg. Tymczasem o przyszłości człowieka decydują w pełni jego wolne wybory dobra lub zła. Magisterium Kościoła nieustannie, już od pierwszych wieków chrześcijaństwa, ostrzega wiernych przed wielkim niebezpieczeństwem wróżbiarstwa i astrologii, przed korzystaniem z rad wróżbiarzy i astrologów. Jeśli osoba wierząca radzi się jasnowidza lub astrologa, wierzy we wróżby, przepowiednie, horoskopy, wtedy popełnia grzech śmiertelny.

      Niektórzy ludzie nie przejmują się jednak sankcjami moralnymi swego postępowania. I tak w Polsce działa Akademia Astrobiologii, gdzie jedną ze specjalizacji jest astrologia, nazywana tam kosmobiologią. Szumnie zwana ”akademia” ma główną siedzibę w Łodzi, a  na terenie kraju kilka placówek, w których każdy może zostać astrologiem i zarabiać na tym pieniądze. Owa szkoła posiada także własne wydawnictwo STUDIO ASTROPSYCHOLOGII, które wydaje szereg publikacji, zwłaszcza książki, promujące nie tylko astrologię (np. A. Paprocki „Śladami astrologii starożytnego Egiptu”, Białystok 1999), ale także inne niezwykle niebezpieczne dla duchowości człowieka dziedziny, np. jogę, reiki, hipnozę, tarot, chiromancję, bioenergoterapię, masaż ezoteryczny).  A naiwnych na korzystanie z usług takich „profesjonalistów”, obecnych nie tylko w prasie, ale także w radiu, telewizji, internecie, czy prowadzących własną działalność gospodarczą, nie brakuje.    

      Na temat wróżbiarstwa i magii ostrzeżenia dla wiernych zawarte są na kartach „Katechizmu Kościoła Katolickiego”: paragrafy nr 2115, 2116 (tutaj m.in. o odrzuceniu horoskopów), 2017.  

     Na zakończenie rozróżnijmy występujące w artykule dwa główne pojęcia:  astrologia – to praktyka zajmującą się przepowiadaniem losu człowieka na podstawie położenia gwiazd lub planet. Jej tworem jest horoskop, czyli opis konfiguracji (różnego położenia/układu) ciał niebieskich, stanowiący podstawę owej przepowiedni astrologicznej.

    Przeczytaj koniecznie: „Encyklopedia zagrożeń duchowych”, Radom 2009, s. 303-308;  ks. A. Zwoliński „Mały leksykon zagrożeń duchowych”, Częstochowa 2014, s. 91; „Gość Niedzielny” nr 1 z 6 I 2013 (T. Rożek „Zrobieni w horoskop”, s. 50-53 oraz ks. T. Jaklewicz „Koniec astrologii”, s. 51-53); ks. M. Piotrowski TChr „Astrologia i horoskopy”, w: „Miłujcie się” nr 11-12/2000, s.22-24; A. Kańduła „Czy wróżby to tylko zabawa?”, w: „Miłujcie się”, nr  5/2005, s. 34-35; H. Bartkiewicz, I. Korohoda „Igraszki z gwiazdami”, w: „Posłaniec św. Antoniego z Padwy”, nr 1/2015, s.6-11.


Edward Przebieracz
                                                                
                                                       Tatuaż 

        Encyklopedia Powszechna (Kraków 2002, tom 8, s.6) definiuje „tatuaż” jako „motyw lub wizerunek wykonany na ludzkim ciele poprzez wprowadzenie barwników pod skórę przez wykonaną uprzednio sieć gęstych nakłuć, tworzących określony wzór. Znany od czasów starożytnych pełnił różnorakie funkcje: ozdobną, oznaczał magiczną moc, określał przynależność do plemienia. W hitlerowskich obozach koncentracyjnych więźniom tatuowani numer identyfikacyjny”.
     Uważam, że definicja powyższa nie oddaje pełni prawdy na temat tatuażu, ponieważ wykonywany jest on nie tylko na ludzkim ciele, ale także i na ciele zwierząt (np. świń, kotów czy psów). 
     Termin „tatuaż” przywiózł z Polinezji do Europy i jako pierwszy użył angielski podróżnik James Cook (1728-1779) w 1773 r. „Tatau” oznaczało u tamtejszych ludów „znak”, „malowidło”.
      Choć w latach 60. XX wieku moda na tatuaże zakwitła dzięki rewolucji obyczajowej tzw. dzieci kwiatów, to jeszcze ćwierć wieku temu zwyczaj tatuowania się w naszym kręgu kulturowym ograniczony był do wąskich środowisk utożsamianych z tzw. marginesem społecznym. Tatuaże nosili wówczas głównie przestępcy, narkomani czy członkowie subkultur młodzieżowych.
    Na przełomie XX i XXI wieku nastąpiła istna erupcja popularności tatuaży. Zaczęli tatuować się aktorzy, gwiazdy rocka, sportowcy…  Pojawiła się nawet wytatuowana słynna lalka Barbie.  Mnóstwo osób oferować zaczęło swe usługi w różnego typu salonach tatuażu. Jedni zaczęli traktować tatuaż jako rodzaj wypowiedzi artystycznej,  siebie nazywając „artystą”, drudzy podchodzą bardziej praktycznie i usługę tę traktują jako doskonały biznes. Tatuaże stały się „cool” i „trendy”, głównie dzięki ich promocji przez różnego typu tzw. celebrytów w mediach, zwłaszcza w telewizji, a następnie w internecie, zwłaszcza w mediach społecznościowych. 


Pierwszy tatuaż reklamowy wykonano w 2005 r. Amerykanka Kari Smith wytatuowała sobie na czole adres jednego z kasyn internetowych. Dostała za to 10 tys. dolarów.

   Pismo Święte zawiera jasny zakaz tatuowania się: „Nie będziecie się tatuować” (Kpł 19,28). Konstantyn (272-337) – pierwszy chrześcijański cesarz rzymski, zakazał tatuowania niewolników, by „nie szpecić tego, co stworzone zostało na podobieństwo Boga”.  Różni papieże, od Hadriana I (700-795) począwszy, stanowczo zakazywali chrześcijanom tej praktyki jako pogańskiej i barbarzyńskiej. Chrześcijańscy misjonarze ewangelizując różne ludy i plemiona także walczyli z tym zwyczajem.
   Tatuowanie jest okaleczaniem swego ciała poprzez pozostawienie na nim malowideł, napisów bądź graficznych symboli. Jest zarazem wykroczeniem przeciw V przykazaniu, przeciw czci i szacunkowi jakie człowiek powinien okazywać wobec własnego ciała, ponieważ zostało one stworzone przez Boga i jest siedzibą Ducha Świętego (1 Kor 3,16-17). Najkrócej mówiąc: tatuowanie zniekształca piękno Bożego stworzenia. Ponadto zwyczaj tatuowania się sprzyja reklamie i promowaniu zła, gdyż zdecydowana większość tatuaży przedstawia demony lub ich symbole, np. w postaci węży czy smoków, jak też trupie czaszki, potwory, zoombies, przelew krwi, nagość, sex, wulgaryzmy, bluźnierstwa, śmierć, piekło… Tatuaże są jednym ze sposobów za pomocą którego do dusz chrześcijan aplikowane są amoralne, satanistyczne treści i cała tzw. kultura śmierci.

    W 1926 w Japonii powstało muzeum tatuażu, założone przez  patologa dr  Fukushi Masaichi (1878-1956), związane z wynalezieniem przez tego uczonego sposobu konserwacji ludzkiej skóry, które od wytatuowanych zbierało deklaracje, w formie testamentu, podarowania po śmierci swej wytatuowanej skóry. W ten sposób w muzeum stale powiększał się zbiór niezwykłych eksponatów…
     Ktoś powie: istnieją przecież tatuaże promujące chrześcijaństwo: przedstawiające świętych, aniołów, Maryję, Pana Jezusa, czy też symbolikę z dziedziny sacrum, zwłaszcza krzyż. Tak, to prawda, ale nie można zachwalać ich jako dobro, gdyż stoją w opozycji do wspomnianego zalecenia z Księgi Kapłańskiej i nauczania Kościoła. Nie można chcieć czynić dobra używając do tego niewłaściwych moralnie środków. Istnieje przecież wiele lepszych metod ewangelizacji niż prezentowanie na swym ciele religijnych malowideł. Jest absolutnie nie do pomyślenia, by Pan Jezus pozwolił wytatuować jakikolwiek znak na swoim ciele lub wbić w nie jakiś kolczyk. Podobnie nie do pomyślenia jest, by któryś z apostołów oszpecił swe ciało w ten sposób.
     Będąc naśladowcą Chrystusa (1 Kor 11,1), trzeba nam czynić nie zło, lecz  dobro, bo kto czyni dobro, jest z Boga (3 J 10,11). Nie możemy żyć według ciała, promując przez nie – a nawet na nim – cokolwiek, co sprzeciwia się Bogu. Dbajmy o własną moralność, czystość serca, prawdziwą wiarę. „Umiłowani, starajcie się, aby [Jezus] zastał was bez plamy i skazy – w pokoju” (2 P 3,14). Również bez plamy i skazy, którą świadomie i dobrowolnie w sposób nieusuwalny umieściliśmy na swoim ciele.
     Oprócz Encyklopedii Powszechnej i Pisma Świętego korzystałem z artykułów: Mirosław Salwowski „Tatuaże – renesans pogaństwa?” („Wzrastanie”, luty 2012, s.30-31); Mirosław Rucki „Nie będziecie się tatuować. Ja jestem Pan!” („Miłujcie się!”, nr 5/2013, s.46-47); z książki: ks. A. Zwoliński „Mały leksykon zagrożeń duchowych” (s.237-238); ze strony internetowej: http://beardedinkedandawesome.pl/2017/10/ciekawostki-o-tatuazu/







Publikacja: "U Oblat" - miesięcznik parafialny Parafia św. Stanisława Kostki (OO.Oblaci)
                     Lubliniec, wrzesień-październik 2019, strona 13. 


                                                                             

Edward Przebieracz
                                                                                  
     Kryszna

     Kryszna w religii hinduizmu to najważniejsze wcielenie (inkarnacja) boga Wisznu. W 1965 roku w Nowym Jorku założony został ruch religijny: Międzynarodowe  Towarzystwo Świadomości Kryszny. Rozwój ruchu został przyspieszony dzięki promowaniu go przez słynny angielski zespół The Beatles (1960-1970). Grupa ta nagrała kilka inspirowanych melodiami krysznaickimi piosenek, a Paul McCartney (ur. 1942) i jego żona Linda (ur.1941), wspólnie z chórem „Hary Kryszna”, nagrali płytę „Hare Kryszna Mantra”.
       Przedstawiciele tego odłamu hinduizmu pojawili się w Polsce w 1976 r. w Częstochowie, podczas dorocznego zlotu hipisów. Wkrótce też powstała pierwsza grupa wyznawców i pierwsze ośrodki: miejski - we Wrocławiu, wiejski - w Czarnowie (dawne woj. jeleniogórskie). Członkowie tego ruchu byli związani z Polskim Towarzystwem Psychotronicznym i Socjalistycznym Związkiem Studentów, którego rada uczelniana przy Politechnice Wrocławskiej wydawała w latach 80. miesięcznik „Weda”, poświęcony popularyzacji tej formy hinduizmu.
      Hare Kryszna jako Towarzystwo Świadomości Kryszny została w Polsce zalegalizowana  w 1988, a w 1991 r. zmieniła nazwę na Międzynarodowe Towarzystwo Kryszny w Polsce. Następnego roku Polskę odwiedził guru tego ruchu Harikesza Swami, a na ulicach Starego Miasta w Warszawie odbył się harinam (procesja wyznawców Kryszny).
      Obecnie w naszym kraju ośrodki kultu Kryszny  znajdują się w Krakowie, Warszawie, Gdyni i Wrocławiu. Ruch ten jest największą grupą reprezentującą w Polsce tradycje hinduistyczne. Miejscem rekrutacji nowych członków są nie tylko te wymienione miasta, ale głównie różne, rozsiane w całej Polsce, festiwale muzyki rockowej, ze słynnym festiwalem w Jarocinie na czele. Ruch prowadzi także bogatą działalność wydawniczą, chętnie włącza się w akcje charytatywne i ekologiczne, promują niby  zdrową kuchnię i oryginalne sposoby odżywiania się. Do częstych zabiegów retorycznych krysznaitów należy zarzucanie chrześcijanom łamania przykazania „nie zabijaj!” przez jedzenie mięsa. Tymczasem w Piśmie Świętym znajdujemy fragmenty, w których Bóg na taki uczynek zezwala (np. Dz 10,9-16, 1 Tm 4, 1-4), co czyn wspomniany zarzut bezpodstawny.
   Parlament Europejski w tzw. Raporcie Cottrella z 1984 uznał działalność Hare Kryszna za szkodliwą i niebezpieczną. Według tej rezolucji adepci porzucają swoje rodziny i poddawani są „technikom umysłowej zależności, zwłaszcza przez pozbawienie snu i bardzo surową wegetariańską dietę, co ma doprowadzić do dezorientacji jednostki i do sublimacji jej osobowości”  (Raport Parlamentu Europejskiego. Dokument I-47/84 z 2 IV 1984).
    „Zawierucha nadciągająca z Orientu”, jak o ruchu Hary Kriszna pisano w USA, dotarła i do tego kraju. Nie bez powodu, bo choć na farmie w Teksasie znajduje się „kraina szczęśliwości” Ruchu Świadomości Kryszny, to w  Stanach Zjednoczonych  krysznowcy byli oskarżani o rozboje z bronią w ręku, włamania, kradzieże samochodów, nielegalne posiadanie broni i przestępstwa podatkowe. Stwierdzono tam też wiele przypadków gwałtów na kobietach będących we wspólnocie, odnotowano akty znęcania się mężów nad swymi żonami. Artur Pais w artykule „Hare Kryszna - Hare Skandal”, opublikowanym w magazynie „Society” (1991) pisał o deprawacji dzieci, oszustwach i seksualnym wykorzystaniu nieletnich.
     Doktryna, jak i etyczny, strukturalny, społeczny i wychowawczy charakter Hare Kryszna pozostają w całkowitej sprzeczności z nauką chrześcijańską. Krysznowcy są sektą hinduistyczną, głoszącą m.in. reinkarnację, promującą ascetyzm wegetariański (niejedzenie mięsa, ryb, jajek), jogę i orgię seksualną. Najważniejszą księgą tego ruchu jest powstała ok. III w p.n.e. „Bhagawadgita” (czyli „Pieśń Pana”, określana jako „Nowy Testament hinduizmu”, składa się z 18 pieśni). Dla odprawiania praktyk religijnych wyznawcy Kriszny noszą sznur 108 paciorków, symbolizujący 108 pasterek, kochanek Kriszny. Na tych paciorkach wyznawca powinien codziennie odśpiewać minimum 216 razy mantrę „Hare Kryszna, Hare Rama”, co daje łącznie 1728 razy. Według nich bez przewodnika duchowego, tzw. guru, żaden postęp na drodze rozwoju duchowego nie jest możliwy. By zostać bhaktą, czyli sługą pana Kryszny, niezbędne jest wiele poświeceń w sferze ciała i ducha, m.in. spanie na karimacie, wstawianie o 3:45 nad ranem, mycie się tylko w zimnej wodzie, zerwanie wszelkich kontaktów ze światem zewnętrznym, w tym z przyjaciółmi i rodziną.
    Osoba Kryszny jest amoralna z chrześcijańskiego punktu widzenia. Kryszna kłamie, kradnie, uwodzi pasterki, zabija, co nie jest traktowane jedynie symbolicznie.                             
       Mimo, że według teologii hinduskiej Kryszna „jest obecny w sercu każdej żywej istoty” i przyjmuje się wieczność duszy, to jest ona jednak poddana reinkarnacji i w zależności od osiągniętej za życia świadomości odrodzi się na niższym bądź wyższym poziomie istnienia, może zatem otrzymać ciało kota czy psa, albo ciało półboga. W ten sposób następuje wyzwolenie duszy uzyskane z pomocą świadomości Kryszny, wieczna szczęśliwość bycia jednym z Kryszną.  
     Zanim jednak wyznawca osiągnie ową szczęśliwość przez długie lata musi praktykować zdyscyplinowaną pobożność. Krysznaici w każdym z domów mają posąg swego bożka, któremu zobowiązani są składać ofiary z owoców i kwiatów, są też zobligowani do wielogodzinnego powtarzania mantr, niezliczonego bicia pokłonów przed posągiem. Sytuacje takie opisuje Pismo Święte: w Księdze Izajasza (Iz 44, 9 i nn) znajdziemy satyrę odnoszącą się do kultu pogańskiego, psalmista (Ps 115, 4-8) pisze zaś o bałwochwalstwie. Hare Kryszna zaprzecza odwieczności Jezusa Chrystusa i Jego boskości, czyniąc Go jedną z półboskich, milionowych wcieleń Kriszny. Krysznie jednak  brakuje miłości.  W jego kulcie brak miejsca na łaskę czy miłosierdzie, nie jest Bogiem osobowym. Nie jest w ogóle Bogiem, jedynie bożkiem.
     Książki polecane do przeczytania: „Tajemniczy świat sekt i kultów”, Warszawa 1994 – rozdział: J. Ritchie „Morderstwa i przemyt. Wyznawcy Kryszny”; „Magia – cała prawda”, Poznań 2016 – rozdziały: Artur Suski „Byłem w sekcie Hary Kryszna”, Sergiusz „Czego Ci nie powiedzą krysznowcy”, Ewa Borowik-Dąbrowska „Hare Kryszna”; Barbara Grabowska „Kryszna. Z dziejów literatury indyjskiej”, Warszawa.

Publikacja: "U Oblat" - miesięcznik parafialny Parafia św. Stanisława Kostki (OO.Oblaci)
                     Lubliniec, czerwiec 2019, strona 13.


 Edward Przebieracz


    New Age

     New Age czyli Nowa Era, Nowa Epoka, to ogólnoświatowy prąd kulturowo-społeczno-religijny proponujący nowe, współczesne spojrzenie na człowieka i otaczającą go rzeczywistość. Człowiek, zmęczony konsumpcyjną i techniczną cywilizacją, wezwany jest do całkowitej przemiany swej świadomości, aż do granic zdobycia przekonania, iż jest boskim współtwórcą kosmosu, nie mający nad sobą osobowego Boga. New Age, zwąc się superreligią lub religią człowieka kosmicznego spod znaku Wodnika, głosi wyzwolenie się z krępujących nas norm cywilizacji, religii i moralności.
   Propagatorzy tego ruchu, przekonani o rychłym upadku chrześcijaństwa i kultury z nim związanej, występują najczęściej pod szlachetnymi szyldami jak np. ruch pokoju, ekologia, państwa bez granic, szkoły bez stresu. Teoria tego ruchu, łącząc religię z magią, naukę z parapsychologią, filozofię z astrologią, wychodzi na spotkanie wielu skrytym pragnieniom człowieka, szczególnie młodego.
     Niestety, New Age mimo, że nazywa się religią godną człowieka XXI wieku, tak naprawdę jest tylko jej namiastką, kolejną utopią, która po upadku totalitaryzmów zapowiada raj na ziemi dla swych wybranych. Nawiązując do okultyzmu, teozofii i starych wierzeń Wschodu, odrzucając racjonalizm i religie objawione nie znamionuje postępu, lecz cofnięcie się ludzkości. Wzywając do praktykowania spirytyzmu, yogi, hipnozy, medytacji wschodniej, tarota, horoskopów, wierząc w moc kryształów, korzystając ze starych zabobonów, tak naprawdę z jednej strony powraca do czystego pogaństwa, z drugiej zaś czerpie z buddyzmu i hinduizmu, by zaproponować ludziom „podróż do wewnątrz” w celu odkrycia intuicji ludzkiego umysłu, którego możliwości mogą zastąpić wszechmoc Boga.  
    Ruch New Age nie rozpoczął się –  jak głoszą niektórzy – w latach 60. czy 70. XX w. korzeniami bowiem swymi sięga do starożytnej gnozy, hinduizmu jak i żydowskiej kabały. Jego wcielenie nowożytne to  Towarzystwo Teozoficzne, założone przez Rosjankę Helenę Pietrowną Bławatską (1831-1891) w 1875 r. w Nowym Jorku, głoszące ideę wspólnych prawd jednoczących wszystkie religie świata. Za europejski korzeń ruchu uważa się działalność austriackiego antropozofa Rudolfa Steinera (1861-1925) i założone przez niego w Dormach k. Bazylei w 1913 r. Towarzystwo Antropozoficzne. Zapowiadał on nadejście nowej ery, czyli tzw. szóstej epoki świata spod znaku Wodnika – New Age, która ma przynieść ludziom nowy porządek świata.
    New Age nie da się w żaden sposób pogodzić jej z naszą wiarą katolicką, ponieważ ruch ten głosi tezy jawnie antychrześciajńskie, np., że stoimy u progu nowej ery, w której chrześcijaństwo przeminie, a zastąpi je superreligia człowieka kosmosu. Według tej teorii słońce dla każdego znaku Zodiaku potrzebuje 2100 lat, aby przejść do nowego znaku. Właśnie teraz znajdujemy się w okresie jego przejścia ze znaku Ryb, gdzie panowało chrześcijaństwo, do znaku Wodnika, gdzie zapanuje ludzkość oświecona. Twierdzi, że tak jak człowiek ulega rytmowi dnia, pór roku i życia, tak samo w olbrzymim cyklu ulega wpływom kosmosu kultura i całe narody.
   Główne zasady ruchu New Age:
1)Bóg jakom osoba nie istnieje, jest rozproszoną we wszechświecie energią kosmiczną 2)ludzie są częścią bóstwa, każdy człowiek może powiedzieć: „Ja jestem bogiem” 3)jedyną potrzebą ludzkości jest przemiana, czyli uświadomienie sobie swej boskości 4) zło nie istnieje, jest nim tylko stan bycia nieświadomym swej boskości 5)zbawienie jest to przejście do wyższej świadomości i można je osiągnąć poprzez stosowanie wielu technik oddziałowujących na ciało, umysł i ducha, np. poprzez yogę 6) przemiana jednostki jest punktem wyjścia do przemiany ludzkości, która doznawać będzie masowych oświeceń, aż do zjednoczenia wszystkich społeczeństw.
    Religia Wodnika twierdzi, że Jezus Chrystus nie ma monopolu na boskość, Jego bóstwo nie jest większe niż bóstwo każdej osoby. Jest On ukazywany jako zwykły człowiek, który  jest duchowo zharmonizowaną i rozwiniętą istotą, która służy za przykład duchowego poznania i ewolucyjnego postępu. Chrystus jako boska zasada jest siłą energetyczną nazywaną chrystoświadomością, którą może posiąść każdy. Oczywiście odrzuca się zmartwychwstanie i wniebowstąpienie Jezusa twierdząc, że odszedł „do wewnątrz”, skąd wywodzą się wszystkie istoty, czyli do świadomości, która jest źródłem wszechrzeczy – niebieskim królestwem wewnątrz.
   New Age odrzuca Biblię jako objawienie, posiada swoje „święte księgi”: „Ewangelię Wodnika” i napisaną przez R. Steinera „Piątą Ewangelię”, które pełne są teologicznego fałszu, zwłaszcza na temat życia Pana Jezusa.
   New Age jest niebezpieczną, nie tylko dla wierzącego w Jezusa Chrystusa, pseudoreligią, gdyż fundamentem rzeczywistości nie jest Bóg, tylko jaźń. Wszechświat zjednoczony przez jaźń istnieje w 2 wymiarach: widzialnym i niewidzialnym – dostępnym w odmiennych stanach świadomości. Istotą doświadczenia New Age jest świadomość w wymiarze kosmicznym, gdzie czynniki takie jak przestrzeń, czas i moralność nie istnieją. Śmierć fizyczna nie oznacza końca jaźni; nie ma też lęku przed śmiercią u człowieka, który jest panem wszechświata i przechodzi w łańcuchu reinkarnacji do nowych wcieleń.
  O New Age wspomniał Jan Paweł II, przemawiając do biskupów polskich 12 I 1993 r. : „Nie można nie zauważyć negatywnego wpływu sekt, a także nasilających się pseudoreligijnych prądów, określanych mianem New Age. Wielu chrześcijan nie uświadamia sobie, ze ruch ten odwołując się do znanych im z katechizmu pojęć rozumie je w sposób odmienny” (Jan Paweł II „Kościół wspólnotą ewangelizującą”, „LOssevatore Romano”, wyd. pol., 2 (150). R.XIV, 1993, s.17).
  Na temat New Age napisano wiele książek demaskujących ten pseudoreligijny ruch. Polecam do przeczytania „krótko i konkretnie na temat”, czyli wydanie kieszonkowe:  ks. Stefan Dobrzanowski „New Age – pogaństwo w nowych szatach”, wyd. Polskie Towarzystwo Teologiczne, Kraków 1994 (stron 56).

Publikacja: "U Oblat" - miesięcznik parafialny Parafia św. Stanisława Kostki (OO.Oblaci)
                     Lubliniec, maj 2019. 



Edward Przebieracz
                                                                                  
                                     Sekty

     Wyraz „sekta” (od łacińskich słów secare = odcinać, odrąbywać; bądź sequi = pójść za kimś, naśladować ) oznacza grupę religijną, która oderwała się  od macierzystego kościoła, aby założyć nowy kościół, z własnymi zasadami wiary i organizacji, np. od kościoła Adwentystów Dnia Siódmego odłączyli się Świadkowie Jehowy. Ponieważ wyraz „sekta” nabrał negatywnego znaczenia dzisiaj na określenie „sekta” używa się wyrażenia „związek wyznaniowy” czy „nowy ruch religijny”. Same zaś sekty przypisują sobie różne nazwy: kościół, zbór, stowarzyszenie, związek, kult religijny, religia, organizacja, szkoła, centrum itp. Sekta izoluje się od reszty społeczeństwa i posiada własnego przywódcę: mistrza, guru, proroka, który zazwyczaj jest osobą charyzmatyczną, o cechach dyktatorskich, mającą dar przekonywania i podporządkowywania sobie ludzi, a co za tym idzie ich doktrynalnego „prania mózgów”. Członków sekty cechuje  bezwzględna lojalność wobec przywódcy, posunięta aż do popełnienia zbiorowego samobójstwa, a także silna osobowa więź wewnętrzna.
     Spotkanie z fałszem religijnym i konfrontacja wyznawców Jezusa Chrystusa z błędnymi naukami miała już miejsce w czasach biblijnych. Św. Paweł (5/10 – 64/67) wskazuje na kilka podstawowych cech fałszywej religii: fałszywa filozofia, zerwanie więzi z Jezusem, omijanie krzyża i Golgoty, wymyślny ceremoniał, płytki moralizm, nierozsądny mistycyzm, duchowa ślepota. Dla wierzących drogowskazem przed sekciarskimi nowinkami są słowa św. Pawła  z Listu do Galatów 1, 6-8: „Nadziwić się nie mogę, że od Tego, który was łaską Chrystusa powołał, szybko chcecie przejść do innej Ewangelii. Innej jednak Ewangelii nie ma; są tylko jacyś ludzie, którzy sieją wśród was zamęt i chcieliby przekręcić Ewangelię Chrystusową. Ale gdybyśmy nawet my lub anioł z nieba głosił wam Ewangelię różna od tej, która wam głosimy – niech będzie przeklęty!”. 
   Przez wieki pojawiali się wciąż nowi magowie, psychotechnicy programujący ludzi, w taki sposób, by każdy człowiek mógł stać się nadczłowiekiem, a nawet więcej: Bogiem. By  miejsce Boga zajął człowiek jako Bóg. By wszystko było „byciem, świadomością i błogością”. W każdym czasie pojawiali się manipulatorzy ludzkich dusz, twierdzący, że człowiek ma prawo wyznaczać granice dobra i zła, decydować o całym świecie, że potrafi być samowystarczalny (stąd idea samozbawienia).  
   Dzisiaj idee „ojców założycieli” wielu sekt są nadal bardzo żywe, ba, strojąc się w szaty pobożności oferują one ludziom raj, który początek ma już tu na ziemi, a konkretnie w ich wspólnocie. Na ten pseudoreligijny lep zaspokojenia Absolutu, niestety, wielu ludzi daje się złapać.
      W sekcie zmartwychwstały Jezus Chrystus nie stanowi centrum wiary,  jej członkowie dosłownie pojmują Pismo Święte, przy czym odwołują się do własnej świętej księgi (np. Księga Mormonów) i przekonani są o absolutnym złu świata (pozostaje on pod władzą szatana). W każdej sekcie stosowane są specyficzne metody propagandy przez przywódcę (zakaz samodzielnego myślenia, zmuszanie członków do postępowania niezgodnego z ich sumieniem). Nie tylko młodzi ludzie kuszeni są do zwracania się ku najprzeróżniejszym guru i ich nauczania na temat życia wewnętrznego, technik odprężania się i medytacji.
     Dlaczego dzisiaj sekty cieszą się tak wielkim powodzeniem? Współczesny człowiek poszukuje zbawienia tanim kosztem, bez wysiłku i konieczności cierpienia, bez potrzeby niesienia własnego krzyża. Szerokim łukiem omija wymagania Kościoła, a zamiast do kapłanów zwraca się ku nowym kierownikom sumień, którzy uczą zstępować do najgłębszych pokładów duszy, by tam odnaleźć takiego Boga, w jakiego poszukujący chcą wierzyć. Odnajdują także potrzebę wspólnoty na ludzką miarę. Nie tylko młodzi ludzie, mający po dziurki w nosie wielkomiejskiej anonimowości, bardziej niż ich dziadkowie i ojcowie, skłonni są szukać w sekciarskich zgromadzeniach ciepłego i braterskiego środowiska, którego nie zaznali we własnej rodzinie, dzielnicy, na uczelni. W sektach mogą liczyć, ze zostaną przyjęci, wysłuchani i spotkają się z uznaniem.  Do Kościoła trzeba iść, podczas gdy sekty same przychodzą do ludzi. To jest olbrzymia różnica. Oni nas szukają, oni się nami interesują. Najpierw rekrutacja, potem indoktrynacja. Dokonywana także po to, by czerpać korzyści materialne z nowych członków – dokonywane bezpośrednio, przez zagarnianie ich majątku, bądź pośrednio – poprzez zmuszanie do pracy, za którą nie otrzymują wynagrodzenia  bądź otrzymują bardzo liche, nieadekwatne do wykonanej pracy. To z jednej strony, z drugiej zaś faktem jest, że różne sekty szybko znajdują bogatych sympatyków i sponsorów, którzy uczynili z tychże wspólnot atrakcyjny dla współczesnego człowieka towar. Handel nieśmiertelnością, bezpieczeństwem, utwierdzanie poczucia własnej wartości, sprzedaż samozadowolenia i różnych obiektów miłości, poczucia siły i więzi z dzieciństwem, oferta magicznych rozwiązań dla każdego problemu, zapobieżenie każdej ludzkiej słabości na tej ziemi, czy obietnica raju jako nagroda dla wybranych, okazały się złotym interesem.    
   Pośród stale zwiększającej się ilości sekt można wymienić ich 4 główne nurty: 1) sekty millenarystyczne – oczekujące końca świata, np. Adwentyści Dnia Siódmego, Świadkowie Jehowy 2) sekty o inspiracji mądrościowej Dalekiego Wschodu, np. Towarzystwo Świadomości Kriszny, Instytut Wiedzy Transcendentalnej 3) sekty o inspiracji mądrościowej zachodniej i reprezentujące „nową religijność”, np. astrologia, okultyzm, satanizm, gnoza (gr. gnosis = poznanie, wiedza). Tą ostatnią, znaną w świecie chrześcijańskim już od I wieku, potępił papież Leon XIII (1810 – 1903) w 1891 r. nazywając ją jako „starą herezję, która odradza się w sposób podziwu godny, przyjmując różne nazwy i pod patronatem różnych sekt, i przybierając różne postacie, uwodzące ludzi przy pomocy błędu i tworząc obszerne systemy”.
     Sekty uwodzą ludzi i tworzą własne pseudoreligijne systemy za pomocą wielu technik manipulacyjnych, z których wymienić trzeba: bombardowanie miłością, technika flirtu, pochlebstwo, przebudowa świadomości, rozbicie struktury osobowości, pozbawianie snu, niszczenie głodem, frustracje seksualne, zmniejszenie poczucia bezpieczeństwa, degradacja i pogarszanie obrazu samego siebie, wyzwalanie silnego poczucia winy, doprowadzenie osobowości do stanów regresji, ofiarowanie nowego życia, hipnoza wspomagana narkotykami i środkami psychotropowymi.
   Brytyjski Ośrodek Informacyjny  ds. Sekt i Kultów opracował nawet listę 18 objawów, które obejmują zachowania sugerujące, że dana osoba mogła paść ofiarą jakieś sekty. Wymienione są tam m.in.: nagła i wyraźna zmiana osobowości, zamknięcie się w sobie i tajemniczość, posługiwanie się nowymi terminami – żargonem sekty, nowy sposób odżywiania się, przesadny krytycyzm, utrata zdolności krytycznego myślenia, agresywność, zachowania neurotyczne…
  Watykański dokument na temat sekt Documentation Catholique z 1986 r. jest nadal aktualny. Czytamy w nim, m.in. że „podstawy i metody działania sekt są w stanie zniszczyć osobowość człowieka, dezorganizować rodziny i społeczeństwo, że ich nauczanie daleko odbiega od nauczania Chrystusa i Jego Kościoła”.   
    Katechizm Kościoła Katolickiego z 1994 r. w Paragrafie trzecim „Kościół jest jeden, święty, powszechny i apostolski” wiele artykułów (od nr 811 do 870) poświęca tematyce „rozłamów, które ranią jedność Ciała Chrystusa”, wymieniając herezję, apostazję i schizmę. W artykule 817 przypomniane są słowa Orygenesa (184 – 253): „Gdzie grzech, tam zjawia się wielość, tam schizma, tam herezja, tam niezgoda. Gdzie jest cnota, tam jest jedność, tam wspólnota, która sprawia, ze wszyscy wierzący mają jedno ciało i jedną duszę” (Homiliae in Ezechielem 9,1). Katechizm do herezji, apostazji i schizmy nawiązuje jeszcze w artykule 2089.
     Kiedyś Prymas Tysiąclecia ks. kard. Stefan Wyszyński (1901 – 1981) powiedział: „Najgorsza jest mieszanka pobożności z głupotą, bo pobożność minie, a głupota zostanie”.
    Ważnym ogniwem samoobrony przed sektami są Centra Informacji, Dokumentacji                 i Badań Nowych Ruchów Religijnych i Sekt. Oferują one bogaty materiał informacyjny na temat sekt, kolportują książki, filmy, taśmy ze świadectwami byłych członków, służą pomocą. W Krakowie istnieje Dominikańskie Centrum Informacji o Nowych Ruchach Religijnych i Sektach w Polsce. Podobne Centrum prężnie działa w Gdańsku. Do samoobronnych działań społecznych trzeba także zaliczyć powstawanie stowarzyszeń i organizacji powoływanych przez ofiary sekt oraz ich rodziny, np. Ruch Obrony Rodzin i Jednostki, prowadzący liczne poradnie psychologiczne. Przy wielu parafiach prowadzone są punkty poradnictwa religijnego.
   Z publikacji książkowych niewątpliwie warto polecić interesującą pozycję, liczącą ponad 330 stron: biskup Zygmunt Pawłowicz „Leksykon Kościołów, Ruchów Religijnych i Sekt w Polsce”, Częstochowa 2008 (Biblioteka „Niedzieli”, tom 201).


Publikacja: "U Oblat" - miesięcznik parafialny Parafia św. Stanisława Kostki (OO.Oblaci)
                     Lubliniec, kwiecień 2019.




Edward Przebieracz
 

Dlaczego nie robię zakupów w „Lewiatanie”?


   Od pewnego czasu liczne rozgłośnie radiowe, w tym  katolickie archidiecezjalne radio M z Katowic, uraczają słuchaczy śpiewaną reklamą marketu „Lewiatan”, którą jest przeróbką słynnego przeboju Andrzeja Dąbrowskiego „Do zakochania jeden krok”.  W internecie, na stronie www.lewiatan.pl, możemy szerzej poczytać o „Polskiej Sieci Handlowej Lewiatan”, reklamującej się jako „Twój dobry sąsiad”. Lewiatan Holding S.A. ma swoją główną siedzibę we Włocławku, a swoje liczne sklepy posiada na terenie całej Polski, także w Lublińcu.

     Przyznaję jak na spowiedzi: nigdy nie robiłem zakupów w „Lewiatanie” i nigdy ich nie zrobię. I nie chodzi mi tutaj o kiepskiej jakości produkty, zbyt wysokie ceny,  jakieś zastrzeżenia, co do obsługi, czy innego typu uwagi pod adresem w/w sklepu. Nic z tych rzeczy. Mam jedno jedyne zastrzeżenie, jednak dla mnie osobiście – jako człowieka  wierzącego w Jezusa Chrystusa – bardzo ważne: nie odpowiada mi nazwa sieci tych sklepów: „Lewiatan”.

     Lewiatan bowiem to imię potwora morskiego ogromnych rozmiarów, króla wszelkiego morskiego stworzenia, wspominanego w kilku miejscach w Starym Testamencie: Hi 3,8 oraz 40,25-41,26; Ps 74,14 oraz 104,24-26; Iz 27,1; w starotestamentalnych księgach apokryficznych: Księga Henocha, 4 Księga Ezdrasza); w żydowskich legendach oraz w literaturze rabinistycznej, kabalistycznej, okultystycznej. Jak podaje Słownik PWN Lewiatan to biblijny potwór morski symbolizujący zło, które Bóg zniszczy na końcu dziejów.